Klucząc po Rudzie Śląskiej i Mikołowie

Czwartek, 3 lipca 2014 · Komentarze(0)
Alice Cooper - Poison

Po wyjściu z firmy mam w planie tylko jedno, odwiedzenie miejsca pamięci na granicy Katowic i Mikołowa. Początkowo chcę jechać najkrótszą drogą przez Sosnicę i Halembę, jednak aby nie wiało nudą i nie był to pusty przelot postanawiam wbić się w park im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Zabrzu, tamtędy da się dość kawałek zrobić terenem zaliczając kilka krótkich singetrack-ów.
Wbijam się w niebieską rowerówkę, ale na chwilę, pod jej koniec skręcam do muzeum PRL-u w Rudzie Śląskiej, chwila rozmowy z obsługą, kilka fot.... i lecę dalej

Dojazd do muzeum PRL
Dojazd do muzeum PRL © amiga

Tablczka nformacyjna
Tablczka nformacyjna © amiga
Za bramą muzeum PRL
Za bramą muzeum PRL © amiga
Jeszcze jedna brama
Jeszcze jedna brama © amiga

Po kilku minutach spędzonych w tym miejscu ruszam dalej, zatrzymując się przy pobliskim stawie...
Świeci słońce
Świeci słońce © amiga
Staw w Rudzie Śląskiej
Staw w Rudzie Śląskiej © amiga

i w końcu wyjeżdżam w Bielszowicach

Teraz zjazd
Teraz zjazd © amiga

Jadę na Wirek i tyłami klucząc i sprawdzając niektóre drogi wyjeżdżam na Helembie, tam mam możliwość odbicia na Mikołów, dzisiejszego głównego celu, a w zasadzie jednego PK ;) gdzieś pomiędzy Mikołowem a Katowicami.


Jeszcze krótka sesja 2 boćków na łące, szkoda, że nie mam ze sobą drugiego obiektywu... tego... na ptaki...

Boćki na polu pod Mikołowem
Boćki na polu pod Mikołowem © amiga


W końcu jednak wbijam się w las i odszukuję pomnik..., w sumie podobny do kilku innych w lasach Panewnickich, ale tego jeszcze nie odwiedziłem.
Informacja to podstawa
Informacja to podstawa © amiga
Kolejny z chyba 5 pomników w okolicznych lasach
Kolejny z chyba 5 pomników w okolicznych lasach © amiga
Chwilę później zagaduje mnie jakaś kobieta na rowerze, próbuje się dostać na Ligotę..., to moim zdaniem nie jest najlepsza droga, najlepszy wariant, na dokładkę specjalnie nie ma pojęcia którędy jechać. Postanawiam ją podprowadzić, jest krótko po dość paskudnym urazie nogi... więc jazda bardzo wolna, ale udaje mi się ją odholować na Zadole gdzie się żegnamy i lecę do domu. Na dzisiaj starczy...
Jutro może uda mi się jeszcze gdzieś podjechać, chociaż dzwoniła siostra i... chyba lekko nie będzie...

do pracy o poranku

Czwartek, 3 lipca 2014 · Komentarze(0)
Electric Light Orchestra - Don't Bring Me Down
Porankowa nuda..., wychodzę raczej standardowo 7:20 i ruszam, temperatura w okolicach 15 stopni, więc porównując do tego co było ostatnio to jest ciepło. Szosy puste..., więc dojazd nie powinien stanowić problemu. W Panewnikach skracam drogę, w tej chwili nie ma czasu na szaleństwa, wieczorem sobie to odbiję, wymyślając jakiś inny wariant powrotu. Ale to nie teraz..., przede mną kilkadziesiąt km po GOP. Najwięcej problemów napotykam w Rudzie Śląskiej i Zabrzu, w tym pierwszym, skrzyżowania mnie spowalniają, w tym drugim remonty dróg.Na Pawłowie został oddany kolejny fragment Rogoźnickiej, tyle, że dalej rozkopany został następny jej odcinek, więc to niewiele zmienia. Zastanawiam się jaki stosunek do remontu mają mieszkańcy, bo to ciągnie się już drugi rok. Na Maciejowie zauważam bikera ciągnącego w kierunku Gliwic włącza mi się opcja pościg... Wkrótce go doganiam, jednak stoimy na 2 kolejnych światłach. Dopiero na Odrowążów mogę przyspieszyć ;)



Z muzeum PRL
Z muzeum PRL © amiga

szukając ścieżek na Rudzie....

Środa, 2 lipca 2014 · Komentarze(2)
Narsilion - A Night in Fairyland

Wychodzę trochę wcześniej..., plan na powrót był co prawda mocno inny, ale wszystkie plany mają to do siebie, że można je zmienić :)
Dzisiaj czeka mnie przetestowanie drogi na Rudę Śląską, dokładniej w okolice ul Kościelnej. Wstępnie zrobiłem sobie plan... 
początek standardowy jak zawsze przy powrocie do domu, tyle, że zamiast odbić wzdłuż lub przez lasek Makoszowski, pojechałem dalej... przez całą długość ul.Roosevelta w Zabrzu, przy okazji krótka przerwa przy tutejszej Latarni Morskiej...

Latarnia morska w Zabrzu
Latarnia morska w Zabrzu © amiga

cd. to ul Alojzego Pawliczka..., miejscami nieco rozkopana... a dalej ul.Jana Pyki i Porębska u wylotu której natykam się na kościół pw. Matki Boskiej Różańcowej. Przyznam się, że jestem tutaj pierwszy raz... 

Kościół pw. Matki Boskiej Różańcowej w Rudzie Śląskiej
Kościół pw. Matki Boskiej Różańcowej w Rudzie Śląskiej © amiga

Ruszam dalej, w zasadzie plan został wykonany, mogę odbijać na Katowice, tyle, że jest jeden drobny szczegół, jest około 17:00, ul. 1-go Maja, którą jadę prowadzi do węzła z DTŚ-ką i dalej z A4-ką. Ruch jak diabli... na części jest rowerówka, którą się posiłkuję, jednak w końcu muszę i tak jechać drogą po której pędzą wariaci. W planie mam dalej jazdę w kierunku Kochłowic, najprościej byłoby jechać nią dalej, ale odbijam w Hallera, moja psychika nie jest aż tak silna... 
Za to w prezencie dostaję możliwość zrobienia kilku fotek  przy kościele św.Pawła.

Kościół św.Pawła w Rudzie Śląskiej
Kościół św.Pawła w Rudzie Śląskiej © amiga

Dalej tyłami... może nie do końca.., jadę w kierunku Kochłowic, tam odbijam na ul Dworcową i .... staję przy kolejnym kościele - Trójcy Przenajświętszej, tyle, że od strony cmentarza... :)

Kościół pw. Trójcy Przenajświętszej w Rudzie Śląskiej
Kościół pw. Trójcy Przenajświętszej w Rudzie Śląskiej © amiga

Przez chwilę spoglądam na mapy endomondo i ... jadę dalej, zaliczę dzisiaj jeszcze Radoszowy...
Wbijam się w drogę prowadzącą na Panewniki, tyle, że przypominam sobie iż tutaj da się przejechać na Załęską Hałdę i Kokociniec zaliczając po drodze uroczysko Buczyna.

Uroczysko Buczyna
Uroczysko Buczyna © amiga
Tablica informacyjna
Tablica informacyjna © amiga
Grobla przez sam środek
Grobla przez sam środek © amiga

Pod koniec wycieczki zaliczam jeszcze jeden kościół na Zadolu - kościół Matki Boskiej Różańcowej.

Kościół pw. Matki Boskiej Różańcowej na Zadolu w Katowicach
Kościół pw. Matki Boskiej Różańcowej na Zadolu w Katowicach © amiga

Kilkanaście min. później jestem już w domu :)

po szosach...

Środa, 2 lipca 2014 · Komentarze(0)
Clannad - Robin (The Hooded Man)

Wyjeżdżam dość późno, coś w tym tygodniu mam problem ze wstawaniem, a może to raczej efekt wczorajszego meczu? Trochę się przeciągnął ;P

Jest 7:25 i dopiero ruszam, szosami. O poranku nie planuję żadnych udziwnień. Za to kilku idiotów za kółkiem skutecznie mi uprzykrza przejazd, oba przypadki w Rudzie Śląskiej i to prawie identyczne. Gdy z podporządkowanej ktoś wyjeżdża ładując się prosto pod koła... Mam ochotę dogonić i zabić... tyle, że na prostej nie ma szans. W pierwszym przypadku najbliższe skrzyżowanie było po ok 1.5km w drugim odbijałem sporo wcześniej.  Gonienie samochodu by kogoś tylko opieprzyć i nadkładać kilometrów jakoś nie leży w mojej naturze. 

Na szczęście nic się nie stało, poza podniesieniem mi ciśnienia, w zasadzie na drogach luźno, jak to w wakacje, więc dość szybko docieram na miejsce... 

Budynek cechowni KWK Gliwice - fotosketcher
Budynek cechowni KWK Gliwice - fotosketcher © amiga

Przez Orzesze

Wtorek, 1 lipca 2014 · Komentarze(2)
Monster - Stream of Passion

Na wieczór zaplanowałem sobie trasę nieco objazdową, przez okolicę której z reguły nie odwiedzam..., bo... nie jest po drodze, albo w planach. Pora to zmienić. W końcu to żadna przyjemność, jeździć tam i z powrotem tą samą prawie niezmienną trasą. O terenie jakoś specjalnie nie myślę... ostatni lało, a i na dzisiaj zapowiedziane są jakieś przelotne opady.

Budynek cechowni dawnej KWK Gliwice
Budynek cechowni dawnej KWK Gliwice © amiga

Wyjazd z Gliwic ul.Bojkowską na.. Bojków... gdzie jakiś czas temu  Bogdan uwiecznił na zdjęciach nową rowerówkę...  przy czym zatrzymuję się jeszcze przy budynku cechowni dawnej KWK Gliwice. 

Rowerówka w Bujakowie
Rowerówka w Bojkowie © amiga

Dalej trochę niepotrzebny objazd przez Przyszowice, tym bardziej, że jadę na Ornontowice a nie Chudów.

Ornontowice
Ornontowice © amiga

Trochę bokiem omijam Orzesze co nie znaczy, że nie ma górek..., to świetne miejsce do trenowania podjazdów, a tego teraz mi potrzeba, tym bardziej, iż mam wrażenie, że w końcu wychodzę z wszystkich kontuzji, chorób itp...

Za to pojawia się teren i długi zjazd po kamieniach, tyle, że rower i opony jakie mam raczej nie są przeznaczone na takie miejsca. w efekcie łapię gumę...Wyjmuję dętkę i łatam znalezione otworki (sztuk 2 po dobiciu obręczą), pompuję i... nic... coś jest nie tak... sprawdzam dalej... masakra... fakt, że przez chwilę zjeżdżałem zupełnie bez powietrza i pewnie kilka razy dobiłem... W sumie naliczyłem 5 dziur... Łatanie nie ma sensu... odszukuję w plecaku zapasową dętkę..., Ta idzie już na przemiał... 

Jak toto przejechać
Jak toto przejechać © amiga

Za to dalej... odbijam w ścieżkę prowadzącą przy torach na Łaziska, po chwili okazuje się, że po tym jechać się nie da..., co kilkanaście metrów rozlewisko, przez pierwsze próbuję przejechać, wygląda jak kałuża, jednak gdy rower zanurza się do ośki... odpuszczam... 

Tutaj da się bokiem
Tutaj da się bokiem © amiga

Sprawdzam endomondo,  jakiś kilometr dalej jest droga... dojadę, dojdę..., w najgorszym przypadku przejdę się po torowisku.


Tracę masę czasu, odpuszczam sesję fotograficzną..., w pobliżu elektrowni, a faktem jest, że przejazd w pobliżu robi wrażenie i to... gorąco buchające z rur... kilkadziesiąt metrów dalej... 

Staję jeszcze na chwilę za Wyrami... piękny zachód słońca... 

Zachód słońca w okolicach Wyr
Zachód słońca w okolicach Wyr © amiga

gdzieś w oddali majaczą Beskidy, chyba w weekend przyjadę tutaj się pokręcić...

Gnam do domu... już niedaleko, za to tel na wyczerpaniu, pokazuje coś ok 6% stanu baterii... Pobieranie map przez endomondo... zabija baterię..., muszę brać ze sobą power bank. Tym bardziej, że zaczyna mnie nosić.


chłodno ale nie pada

Wtorek, 1 lipca 2014 · Komentarze(2)
Indila - Dernière Danse
Na starcie chłodno, ważne, że nie leje... to zaliczyłem wczoraj. Początkowo myślałem by z rana się gdzieś dalej przejechać, ale gdy kończę się zbierać jest po 7:00.
Na rower wsiadam dopiero ok 7:20, cóż, zamiast czegoś dłuższego jadę "na krechę" po szosach. wczorajsze ulewy pozostawiły dość wyraźne ślady, wszędzie kałuże. Najgorsza sytuacja jest na ścieżce rowerowej w Kochłowicach. Tam jedyna sensowna opcja to jazda po chodniku. 
Pod koniec wjeżdżam jednak na chwilę w lasek Makoszowski.... i to był błąd, robotnicy przy DTŚ-ce skutecznie utrudniają przejazd. Przez kilkadziesiąt metrów muszę prowadzić rower... 
Mam nadzieję, że wieczorem uda mi się jednak zaliczyć coś więcej niż trasę PD... w wersji na krechę...
Ścieżki lekko rozmiękłe
Ścieżki lekko rozmiękłe © amiga

jednak popaduje...

Poniedziałek, 30 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Mela Koteluk - Fastrygi
Jestem poza firmą, pora wracać. Delikatnie kropi.
Przed wyjazdem sprawdzam meteo.pl i radar.bourky.cz, jest szansa, że mnie nie zleje..., że to tylko chwilowe...
Z takim nastawieniem ruszam w drogę, pusto :), na sośnicy zaczyna solidnie lać, zastanawiam się czy nie stanąć i nie schować mimo wszystko komórki do plecaka, niby mam przeciwdeszczówkę, ale... to może niewiele zmienić...
Za to w Zabrzu sucho, jakby dzisiaj nie padało :). Planów jednak nie zamierzam zmienić, a jest prosty, jak najkrótszą drogą do domu. 
Deszcz zaczyna kropić ponownie w Bielszowicach, ale to już niewiele zmienia, buty i tak mokre ciuchy też...
Na Wirku decyduję się na małą zmianę trasy, bardziej bokiem, czerwoną rowerówką. Jakoś tutaj spokojniej. 
Na ostatnim Katowickim fragmencie, mam wrażenie, że delikatnie zaczyna się wypogadzać, gdzieś przez chwilę błysnęło nawet słońce. Czyżby zapowiedź zmiany pogody na lepszą? 
W domu oczywiście wszystko ląduje w pralce... jutro wystąpię w innym rynsztunku :)
Chyba padało
Chyba padało © amiga

okienko w ulewie...

Poniedziałek, 30 czerwca 2014 · Komentarze(0)
Amberian Dawn 4-Valkyries

5:00 - budzę się spoglądam za okno, leje... idę spać dalej
6:20 - nie ma wyjścia trzeba wstać, za oknem jeszcze gorzej niż było
6:22 - odpalam meteora na telefonie... wygląda na to, że za godzinę powinienem mieć okienko pomiędzy ulewami...
6:50 - masakra co się dzieje za oknem...
7:10 - deszcz słabnie
7:20 - gotowy i pełnym rynsztunku...
7:30 - jeszcze kropi, ale ruszam.
7:35 - jestem w Piotrowicach, deszcz prawie całkowicie ustaje, zaskakuje prawie kompletny brak ruchu - chyba zaczęły się wakacje :)
7:40 - w panewnikach jakaś i.....tka w samochodzie na blatach S1 BZIK wymusza na mnie pierwszeństwo, niewiele brakowało, jechałem jakieś 35km/h w tym miejscu. Z grubsza wiem na jakiej ulicy mieszka, znajdę ją...
7:55 - Kochłowice, po deszczu zostały tylko wspomnienia no i kałuże..., widzę jednak na południu jakieś ciężkie ciemne chmury, tyle, że wieje od północy, może z północnego zachodu
8:00 - Wirek, pusto jak nigdy...
8:05 - Bielszowice - przejeżdżam obok myjni, może jednak spłukać rower? Zeszłotygodniowe ulewy i teren pozostawiły na rowerze widoczną grubą warstwę błota i piasku...
8:20 - Jestem w Zabrzu, jednak skorzystam z myjni, wydam 2 zł, ale przynajmniej przez chwilę rower będzie czysty
8:30 - jeszcze kilka km i będę w pracy, bardzo delikatnie zaczyna kropić
8:45 - już, albo raczej dopiero w firmie, udało się przejechać całą trasę bez moknięcia. Owszem kałuże zrobiły swoje... jednak jest lepiej niż to wyglądało o szóstej rano. mam tylko nadzieję, że wieczorem też jakoś uda się dojechać do domu po "suchym"
Staw krótko po deszczu
Staw krótko po deszczu © amiga

BikeOrient Jura Wieluńska 2014

Sobota, 28 czerwca 2014 · Komentarze(11)
Uczestnicy
Ancient Bards - A New Dawn Ending
Sobotni poranek ruszamy z lekkim poślizgiem do Krzeczowa położonego niedaleko Wielunia, to tam rozgrywana jest kolejna edycja BikeOrientu. Ciężko powiedzieć czego się spodziewać, Piotrek obiecał masę piachu, świetną zabawę i pogodę. Już na miejscu chwila na powitania ze znajomymi, a muszę przyznać, że frekwencja dopisała, ponad 200 uczestników…
Organizator BikeOrientu :)
Organizator BikeOrientu :) © amiga
Powoli docierają zawodnicy
Powoli docierają zawodnicy © amiga
Jeszcze chwila
Jeszcze chwila © amiga
Kilka zdjęć
Kilka zdjęć © amiga
Kilka ujęć
Kilka ujęć © amiga
Trzeba wysłuchać uwag przed startem
Trzeba wysłuchać uwag przed startem © amiga
Rozrysować wariant
Rozrysować wariant © amiga
Pewnie każdy będzie jechał innym wariantem
Pewnie każdy będzie jechał innym wariantem © amiga
To o czymś świadczy.Trzeba jedna przygotować rowery i.. siebie do pokonania ok 100km, ok 9:30 rozpoczyna się odprawa, kilka ważnych informacji i dostajemy mapy, mamy sporo czasu na wyrysowanie wariantu, start za ok 15 minut. Spoglądając na mapę wariant jest… nieoczywisty, zacząć można od 2 punktów, jednak później pewnie grupy podzielą się na mniejsze, i mniejsze i mniejsze… Pewnie dość szybko zostaniemy sami…
Wybija godzina S, ruszamy, jako pierwszy wybieramy

PK2 - Dno wąwozu

Tak jak się spodziewaliśmy, do punktu ciągnie spora grupa bikerów, pomimo tego zjazd z szosy nie jest oczywisty, wiele osób przestrzeliwuje go… my z tym nie mamy problemów, wjeżdżamy poprawnie i podążając za bikerami docieramy na właściwy PK, chociaż miejsce jest nie do końca oczywiste, wąwozów jest więcej i można było krążyć przy tym wcześniejszym. Trzeba było dobrze wczytać się w dołączone rozświetlenie aby to zauważyć. Jednak przy takiej ilości zawodników, nawet spora pomyłka byłaby szybko skorygowana, dałoby się na upartego przeczesać całkiem spory teren w krótkim czasie. Niemniej jest to dla nas informacje, że trzeba będzie się dokładanie wczytywać w mapę, w rozświetlenia. Podbijamy karty i ruszamy na

PK8 – Zakręt wąwozu


Czeka nad dość długi przelot, Za to pod koniec wybieramy ciut dłuższą drogę, ale z mapy wynika, że powinna być lepsza, tak też się dzieje, gdy mijamy miejsce gdzie łączą się 2 warianty to jesteśmy zadowoleni z naszego wybory, „alternatywa” jest dość mocno zarośnięta, więc co z tego, że krótsza.
Do miejsca umieszczenia lampionu docieramy szybko i bez najmniejszych problemów, cokolwiek by nie mówić to na BikeOrientach PK zawsze są na miejscu. Minute później jedziemy na
W pobliżu PK
W pobliżu PK © amiga
Wracający Darek
Wracający Darek © amiga

PK11 - Dół

W między czasie Darek pyta się mnie czy widziałem opis punktu…, oczywiście, że nie, bo opisy mam z drugiej strony mapy. Dochodzi do małego nieporozumienia gdy zaczynam szukać opisu Pk na dole mapy… ech…
Dojeżdżamy do miejsca gdzie spodziewamy się ścieżki dojazdowej w pobliże punktu widokowego z Krzyżem Jubileuszowym. Tyle, że wjechaliśmy jedną przecinkę dalej, różnica ok 50m… więc decydujemy się stanąć na wysokości granicy lasu i z buta pokonać pole. Kolejny raz odnalezienie lampionu nie stwarza nam problemu. Pora na
W dołku
W dołku © amiga
Przez pole
Przez pole © amiga

PK18 – źródło

Punkt położony jest dość blisko, okolicę osiągamy dość szybko, jednak w tym miejscu ścieżek i rozwidleń jest jakby więcej, posiłkując się kompasem wybieramy tą która powinna być właściwa i… oczywiście tak jest. Z to źródełko zaskakuje. Na mapie opisane jest jako  Źródełko Objawienia tyle, że nic nie wskazuje na to co tam zastajemy. Robi to niesamowite wrażenie. Jadąc już w kierunku kolejnego PK zauważamy na drzewach kolejne stacje drogi krzyżowej.
Zaskakujące miejsce
Zaskakujące miejsce © amiga
Naprawdę robi wrażenie
Naprawdę robi wrażenie © amiga
Nowa rzeźba
Nowa rzeźba © amiga

PK14 – Dół

Umieszczony dość blisko poprzedniego z namierzeniem okolicy nie mamy najmniejszych problemów, za to tuż przy chwila konsternacji, opis to dół, a w pobliżu jest kilka wzniesień… Przyglądamy się mapie i widać, że tzw. dół musi być na szczycie jednego z nich. Patrząc po ścieżkach to ten interesujący nas musi być może 50m na północ od nas. Tak też jest. Karty przedziurkowane więc możemy jechać dalej.
Kolejny PK
Kolejny PK © amiga

PK17 – Skrzyżowanie przecinki ze strumieniem

Trochę dłuższy dojazd niż ostatnio, jednak również nie mamy najmniejszych problemów z wjazdem na PK. Tyle, że podczas dojazdu czuję iż tylna opona ma trochę za mało powietrza. Stajemy przy lampionie i wymieniam dętkę. Mija 10 min, gzy i komary dają nam znać o sobie, to… chyba najgorsze miejsce na taką awarię. Nie dopompowuję koła, zrobię to później, jeżeli stąd natychmiast nie wyjedziemy to zjedzą nas żywcem… Wydostajemy się na drogę zdecydowanie lepiej.
Widoki piękne
Widoki piękne © amiga

PK5 – Dno wyrobiska

Lubię takie opisy, już wcześniej kilka razy wyprowadzały nas w pole… tym bardziej, że często wyrobiskiem okazuje się niewielki dołek ;) W okolice OK dostajemy się bez problemu, tyle, że na miejscu jest kopalnia odkrywkowa… Hmmm. Czyży PK był na dole? Coś tutaj nie gra, nie podejrzewam aby Piotrek postawił lampion na dnie czynnej kopalni… Zauważamy jednak jeszcze coś, do tego punktu mamy rozświetlenie i już wiemy, że lampion musi być kawałek dalej, a wyrobisko jest mocno porośnięte drzewami. Straciliśmy kilka min, ale i tak jest nieźle.

PK7 – Róg lasu


Zaczynamy powoli odczuwać zmęczenie, piasku jak do tej pory było stosunkowo niewiele, ale i tak dawał się we znaki. Jadąc przez Załęcze Małe popełniamy błąd i wjeżdżamy o jedną drogę wcześniej, Na dokładkę zaczyna lać, wiać, temperatura w krótkim czasie spada do ok 16 stopni. Walące pioruny nie upraszczają orientacji w terenie. Efekt… tracimy dobre kilkanaście minut. W końcu jedak ponownie pochylamy się nad mapą i widzimy gdzie popełniliśmy błąd. Zjeżdżamy do drogi i tym razem trafiamy bezbłędnie. Na miejscu kręci się kilka osób, więc samo odnalezienie perforatora banalne.

PK6 – Podstawa skały


Poruszamy się czerwonym szlakiem, powinien nas podprowadzić prawie pod punkt, Na miejscu natrafiamy na grupę bikerów, próbujących odszukać lampion, wszyscy krążą po okolicy i twierdzą, że PK niema, tyle, że coś jest nie tak, Darek dzwoni do organizatora, chwila rozmowy i… nie było zgłoszeń, że lampionu nie ma. Więc jesteśmy w niewłaściwym miejscu. 3 minuty później odnajdujemy właściwą skałkę (standardowo jest ich więcej) i nasz lampion. Pora udać się na

Bufet mapa z PK1


Walcząc z piaskami na drodze dojazdowej zaliczam glebę…kierownica uderza mnie kolano, czuję ból…, ale chwilę później jest już lepiej, wsiadam na rower i jedziemy na bufet. Miejsce oczywiste, widoczne z daleka. Do zjedzenia są owoce, ciasto, batony i oczywiście woda. Uzupełniamy zapasy, staram się wypłukać rower z piasku w Warcie i musimy nanieść na naszą mapę umiejscowienie PK1 z dostępnego na bufecie rozświetlenia. Dodatkowe utrudnienie

PK1 – bez opisu (wejście do jaskini)


Ruszamy w grupie 4 osób, na miejsce ciągną jednak „pociągi” więc z dojazdem do Pk nie na najmniejszego problemu. Karty podbite i jedziemy na

PK19 – podnóże wapiennika


Większość terenem, docieramy na miejsce bez większego problemu, pod wapiennikiem spotykamy 2 zawodników wracających od PK. Jest nieźle, za to błąd przy PK7 zaczyna się mścić. Straciliśmy tam za dużo czasu. Decydujemy się na odpuszczenie PK12, PK16 i PK20. Skracamy przejazd. Kierujemy się na
Chyba trzeba będzie skakać
Chyba trzeba będzie skakać © amiga

PK13 – Szczyt wzniesienia

Ciągniemy DK42, ruch jest niewielki więc nie stwarza to większego problemu, W dość ekspresowym tempie docieramy do Działoszyna. Krótki, ale męczący podjazd i wbijamy się w teren. Po raz kolejny zaczyna lać, słychać uderzenia piorunów. Szczyt wzniesienia to idealne miejsce w trakcie burzy….
Na szczęście lampion odnaleziony błyskawicznie i możemy zjeżdżam w kierunku drogi prowadzącej na Bobrowniki która ma nas doprowadzić w pobliże PK4.

Awaria


Mijając cmentarz czuję bicie tylnego koła, pierwsza myśl to… zerwałem szprychę…
Zatrzymuję się spoglądam na koło…, oponę… 10cm rozdarcie tuż przy obręczy, to koniec jazdy na dzisiaj… przynajmniej mojej, proponuję by Darek pojechał dalej, ale nie chce… stajemy na poboczu zdejmuję koło i widzę w czarnych barwach możliwość zrobienia z tym czegokolwiek. Dziura jest za wielka. Zagaduje jakiegoś lokalnego bikera o sklep rowerowy, ale jest sobota 16:00. Szanse zerowe… Wypakowuję plecak, szybki remanent. Poświęcam jedną z dętek, rozcinam ją dzięki temu uzyskuję długie łaty, jedną wklejam od środka… zakładam oponę na obręcz, teraz dętka, delikatnie pod podpompowuję i zakładam drugi fragment rozciętej dętki od zewnątrz, gdzieś w plecaku odnajduję jeszcze kropelkę lub coś podobnego… Sklejam tyle ile się da… Teraz w ruch idzie skocz… Zaczynam pompować, koło chyba jest nieźle. 30PSI więcej nie ryzykuję, muszę tylko dojechać. Do mety mam może kilkanaście km. Oczywiście o zbieraniu PK nie mam mowy.
No i po zawodach
No i po zawodach © amiga

Za duże ryzyko, że będę musiał z buta kończyć maraton. Odbijamy na Szczyty i dalej już na Krzeczów. Czuję spore bicie na kole… rower jest niestabilny przy zjazdach na których osiągam ok 40km/h hamuję… 30 min później osiągamy
Metę

Mamy zaliczone 12 punktów o jeden za dużo na trasę mega i sporo za mało by liczyć się na giga. Za to mamy sporo czasu by zjeść, doprowadzić siebie i rowery do stanu używalności i porozmawiać ze znajomymi, wymienić się uwagami. Rozdanie nagród i tombola zaczyna się ok 19:00. Darek zdobywa nową mapę :) Jednak czas nagli. Pora wracać na Śląsk. Było pięknie, jak zawsze na BikeOriencie.
Przestało padać
Przestało padać © amiga
Nagrody już przygotowane
Nagrody już przygotowane © amiga
Można jeszcze porozmawiać
Można jeszcze porozmawiać © amiga
Chyba już wszyscy dotarli
Chyba już wszyscy dotarli © amiga
Jeszcze tylko przygotować się do zdjęcia
Jeszcze tylko przygotować się do zdjęcia © amiga
Grupowa fotka
Grupowa fotka © amiga

na Helenkę

Piątek, 27 czerwca 2014 · Komentarze(0)
ANCIENT BARDS - TO THE MASTER OF DARKNESS
Wyjazd z firmy nieco później niż planowałem, za to... i tak jadę do Darka, na Helenkę, jutro wyjazd na BikeOrient. A teraz zostało mi się zmagać z dojazdem. Ruszam tyłami, przez leśną, chociaż wiem, że nie będzie tam sucho, w końcu ostatnie kilka dni to deszcze. Cóż... Rower i tak nie do końca jest czysty. 
Na leśnej jest dokładnie tak jak myślałem, w wielu miejscach nie ma innej możliwości, trzeba przejechać centralnie przez kałuże. Dobrze, że to jedynie kilkaset metrów. Za do dalej mam w planie jeszcze kilka miejsc do zaliczenia, po pierwsze myjnia w Rokitnicy. Wypadałoby dojechać na czystym rowerze ;), później bankomat i odwiedziny sklepu. Docieram na miejsce dopiero po 50 minutach... ale chyba warto było ;) Wieczór minął nam szybko :)

Stokrotki
Stokrotki © amiga