Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

Częstochowa ->Dąbrowa Górnicza

Sobota, 19 listopada 2011 · Komentarze(5)



Sobota, 5:30 słyszę głos budzika. Chyba jestem chory, żeby w weekend wstawać o tej porze. Ale cóż, jestem umówiony na wypad rowerowy z Kosmą.
Pociąg odjeżdża z Katowic o 7:33 więc mam trochę czasu. Pakuję się, ubieram i w końcu wyjeżdżam. Centrum miasta wyludnione, to chyba efekt temperatury i tak wczesnej pory. Kupuję bilety i idę na peron. Dziwne … pociąg przyjeżdża o czasie.

W Dąbrowie Górniczej Ząbkowicach dosiada się Monika i dalej jedziemy razem. Jest trochę czasu, żeby pogadać, więc czas mija nam na przyjemnej rozmowie. Względnie szybko pociąg osiąga nasz cel: Częstochowę. Na miejscu kontaktujemy się z Poisonkiem i jedziemy na spotkanie. Chwila na przywitanie, poznanie się i kręcimy dalej. Arek oprowadza nas po okolicy, po drodze opowiadając o mijanych miejscach.

W krótkim czasie dojeżdżamy do Częstochowskiego Kirkutu, niestety brama jest zamknięta, nie próbujemy jej sforsować. Robimy kilka fotek, obiecujemy wrócić tutaj gdy będzie nieco cieplej, a dzień dłuższy.

Brama Częstochowskiego kirkutu © amiga


Menora nad bramą kirkutu © amiga


Kolejny punkt naszej wycieczki to góra Ossona. Miejsce niesamowite, przy dobrej pogodzie można z tego miejsca podziwiać panoramę Częstochowy, niestety zamglenie skutecznie nam to utrudnia. Na dokładkę na podjeździe pęka mi łańcuch, drugi w tym sezonie. Okazuje się, że pękł bolec ze spinki. Mam ze sobą zapasową więc nie ma problemu. Kilka min później mogę jechać dalej, w między czasie Monika próbuje zmierzyć się z podjazdem, na "ściankę płaczu", po kilku próbach rezygnuje.
Zatrzymujemy się na chwilę przy kapliczce, robimy zdjęcia i jedziemy dalej.

Kapliczka na górze Ossona © amiga


Jedziemy dalej w kierunku Olsztyna. Naszym kolejnym celem jest znajdujący się tam zamek, w zasadzie ruiny zamku.

Ruiny zamku w Olsztynie © amiga


Mamy okazję podsłuchać rozmowę sędziwych kobiet na temat kremacji. Nieco więcej na ten temat jest na blogu Moniki

Uchachani jedziemy dalej. Zatrzymujemy się przy "Barze pod Kotem",
Bar pod kotem © amiga


Spotykamy Kota któremu bar zawdzięcza swoją nazwę.

Garfield © amiga


Niestety tutaj musimy się tutaj pożegnać z Arkiem, jest umówiony i nie może nam dalej towarzyszyć. Niemiej poznanie go i przekazanie mu kierownictwa naszej wyprawy było niesamowitą przyjemnością. Chwała mu za to ;)

W barze wypijamy po grzanym piwku i ruszamy dalej. Dzień jest stosunkowo krótki, a przed nami jeszcze kawał drogi. Jedziemy czerwonym szlakiem, ale tylko chwilę, udaje nam się nieco pokręcić drogę. Naprawiamy to kilka km dalej wracając na właściwy szlak.

Jedziemy w kierunku Złotego Potoku, zatrzymujemy się tylko raz przy kapliczce św. Idziego, robimy foty i kręcimy dalej.
Kapliczka św Idziego © amiga


W Złotym Potoku odwiedzamy zespół pałacowo parkowy. Miejsce piękne, wiosną i latem musi to być bajecznie, teraz jest to nieco ponuro. Ruszamy dalej, czas nas goni. Jednak w mieście czeka nas dość niemiła przygoda. Jakiś baran jadąc Tirem przejechał kilka cm od nas. Moim rowerem lekko zachwiało, ale Monikę zdmuchnęło na pobocze. Dobrze, że nic poważnego się nie stało. Na swoje nieszczęście kierowca nieco dalej zatrzymał się na parkingu, a ja miałem okazję posłuchać wiązanki jaką posłała wk...a kobieta do kierowcy. Zrobił się jakiś dziwnie mały ... .

Zespół pałacowo-parkowy w Złotym Potoku © amiga


Nie tracimy wiele czasu na "barana" za kółkiem i pedalimy dalej. Przed nami Brama Twardowskiego.

Brama Twardowskiego © amiga


Kilka km dalej jadąc szlakami zastanawiamy się, czy noc nie zaskoczy nas na szlaku, więc zmieniamy nasze plany i postanawiamy jechać dalej drogami. Nie ustrzegliśmy się jednak od pokręcenia w niewłaściwą stronę i gratis dokładamy sobie kilkanaście km więcej. W zamian po drodze mijamy kilka ciekawych skałek.

Skałki na jurze © amiga


Zaczynamy przyspieszać, W ciągu godziny dojeżdżamy do Myszkowa i chwilę później do Siewierza, tam chwila przerwy przy zamku i jedziemy dalej.

Zamek w Siewierzu © amiga


Zaczyna się ściemniać, na szczęście rogatki Dąbrowy Górniczej już tuż, tuż. Włączamy lampki i ostatnie kilkanaście km jedziemy w ciemności. Szczęśliwie docieramy na miejsce noclegu w Łośniu. Wieczorem kilka "szpili" w Scrabble, przy muzyce Nightwish i Evanescence. Później seans filmowy "Monty Python w Operze" i pora spać. Jutro czeka mnie powrót do domu.

Kadencja: 58

Powrót

Piątek, 4 listopada 2011 · Komentarze(2)
Powrót z pracy przez Kończyce. Gdy wyjeżdżałem zaczynało się ściemniać, 30 min później po słońcu nie było śladu. Niby wszystko ok, ale przez leśne części trasy jechało się nijak. Zredukowana widoczność (do pola oświetlania lampką rowerową), mocno ograniczała prędkość jazdy. W kilku miejscach miałem okazję mijać też zupełnie nieoświetlonych bikerów. Jak oni sobie radzą w lesie, nie mam pojęcia. Z ciekawostek to koty dzisiaj postanowiły przebiegać mi przez drogę, W sumie było ich kilkadziesiąt, w tym 4 klony Musty (w Rudzie Śląskiej).

Dzisiaj fotki nie będzie, byłem umówiony wieczorem i czasu na przyjemności nie miałem. Może jutro to odrobię.

Powrót na trasę ...

Piątek, 4 listopada 2011 · Komentarze(2)
Po dłuższej abstynencji rowerowej, w końcu "normalny" wyjazd do pracy. Brakowało mi tego. Po wczorajszej zmianie konfiguracji rowerka, musiałem sprawdzić to co zrobiłem, a w zasadzie zrobiliśmy z qmplem. Wymieniona została korba na SLX a przy okazji wkręciłem leżące od dłuższego czasu pedały Look 4x4.
Dzisiejszy wyjazd nieco wcześniej niż zwykle, ale spieszyło mi się do "testów". I jestem zachwycony zmianą konfiguracji. Wszystko chodzi jakby lepiej, płynniej. Nawet przednia przerzutka w końcu zaczęła normalnie pracować. Korba warta była każdej wydanej na nią złotówki.

Budzi się dzień © amiga


Poranek pod Zabrzem © amiga


kadencja: 64

O poranku

Wtorek, 25 października 2011 · Komentarze(8)
Dzisiejszy dzień zaczął się masakrycznie. Nieco przyspałem i musiałem pozbierać, się w ekspresowym tempie.
Na zewnątrz ciepło, z rana było ok 8 stopni. Denerwowała mnei nieco ciemność poranka, ale taka to już pora roku. Będzie tylko gorzej ;(
Dzisiaj bez przygód. Jedynie krótki postuj w lasku makoszowskim w celu pofocenia i tyle.
Lasek Makoszowski © amiga


Lasem Makoszowski z innego miejsca © amiga


Kolorowy tunel © amiga


Kadencja: 65

Tak na początek pięknego dnia.
Fragment filmu Uprowadzenie Agaty

Powrót nocą ..

Wtorek, 25 października 2011 · Komentarze(10)
Powrót do domu w nieco odmiennych warunkach. Prognozy nawaliły i cała trasa w deszczy przy paskudnym wmordęwietrze. W miejscach gdzie leci się z przepaści > 40km miałem problem z dociągnieciem do 30. Szok. Czułem jakbym cały czas jechał pod górę, tylko frajda jakby mniejsza. Na dokładkę rano zdjąłem błotniki, w końcu w lesie ostatnio było sucho. Nie dzisiaj w efekcie rower jest szczelnie opakowany grubą warstwą błota ;), podobnie jak i Ja.

kolorowa droga © amiga


Noc mnie zastała © amiga





Kadencja: 63

Ocalić od zapomnienia

Poniedziałek, 24 października 2011 · Komentarze(9)
Kilka dni temu przeglądając fora, blogi, natknałem się na dość ciekawą informację. W Lasku Makoszowskim przez, który jeżdżę znajduje się Cmentarz Jeńców Radzieckich. Dzisiaj postanowiłem odwiedzić to miejsce. Ma maps.google.pl z grubsza namierzyłem umiejscowienie tego cmentarza i .. trochę "na czuja" pojechałem go szukać. W zasadzie nie było to skomplikowane, wiele ścieżek tam nie ma.
Myślałem, że będzie w lepszym stanie, ale niestety ząb czasu mocno "nadgryzł" to miejsce. Widać, że zostało zapomniane, władze miasta pewnie nie mają pojęcia, że coś takiego znajduje się w Zabrzu i może warto byłoby to ocalić ?

Poniżej kilka dzisiejszych fotek:

Cmentarz jeńców radzieckich © amiga


Za kratami ... © amiga


Pomnik na cmentarzu © amiga


Tablica informacyjna ? © amiga


tablica informacyjna z innej strony © amiga


nekropolia w lasku makoszowskim © amiga


pomnik anfas © amiga


Kadencja: 58

Za mgłą

Poniedziałek, 24 października 2011 · Komentarze(7)
Po kilku dniach przerwy w końcu wybrałem się do pracy na rowerze. Prognozy pogody są "optymistyczne" na dzisiaj i .... kilka najbliższych dni, więc jest szansa na wyjazdy dopracowe jeszcze przez jakiś czas.
W weekend wyjątkowo nie mogłem się zmusić do wyjazdu na rowerze "gdziekolwiek", miałem taki ... weekend lenia ... i chyba tego potrzebowałem. Ostatnie kilkanaście tygodni było mocno zakręcone, zajęte, część na wyjeździe, część związana z małym remontem jeszcze przed zimą.

W drodze złapałem gumę. Powietrze schodziło z dętki na tyle wolno, że ujechałem jeszcze jakieś 4 km zanim zdecydowałem się na jej wymianę. Myślałem, że dojadę do firmy na takim kole, ale rower pod koniec już mi zbyt mocno pływał i strach było jechać dalej. W efekcie ok 2km przed firmą na przystanku zmieniłem przebitą dentkę i pojechałem dalej.

Dzisiejsza fotka
mgła w Rudzie © amiga

Kadencja: 64

&feature=related

Ciepło, cieplej ...

Środa, 19 października 2011 · Komentarze(2)
Po ostatnich kilku porankach, gdzie rano temperatura spadała poniżej 0 chyba mozna powiedzieć, że było naprawdę ciepło ;). W momęcie wyjazdy termometr za oknem pokazywał ok 5 stopni na plusie. Szok. Można było jechać w nieco lżejszych ubraniach, bez czapki i w rękawiczkach bez palcy ;).
Dziwne, bo miałem wrażenie, że jedzie mi się niesamowice ciężko, gdy już się rozkręciłem, trzeba było zejść z roweru ..., bo dotarłem do pracy. ;P Trudno widocznie taki jest dzisiejszy dzień.
W tym tygodniu to chyba ostatni wyjazd rowerem do pracy. Od jutra pogoda ma się popsuć (ma lać), więc sobie odpuszczę. Poza tym trzeba zacząć wykorzystywać bilet miesięczny Koleji Śląskich.


Fotki wczorajsze. Dzisiaj nie miałem melodii do focenia.

święta, święta ... © amiga


Widoczek o poranku © amiga


Kadencja:63

Na hołdzie

Środa, 19 października 2011 · Komentarze(3)
Powrót raczej standardowy. Jedyny problem to padnięte baterie (kawa nie pomagała). Nie wiem czemu. Coś mnie dopadło gdzies ok 14:00 i nie puściło do końca. Z tego powodu jechało mi się średnio. Pojechałem przez hałdę w Makoszowach, w końcu jest to jedna z ostatnich szans aby tam zajrzeć w tym roku.


Dzisiejsze fotki:

Na hołdzie .... © amiga


Pędem do domu © amiga

Kadencja: 65

8 w skali Celsjusza

Wtorek, 18 października 2011 · Komentarze(4)
Poranek zimny. W chwili wyjazdu termometr pokazuje ok -3 stopni. Ubieram się cieplej i ruszam w drogę. kilka km dalej zatrzymuję się na chwilę i zakładam czapkę. Mrozik daje znać o sobie. ;) Dopiero w okolicach Zabrza temperatura zaczyna się podnosić, może dlatego że słońce raczyło wstać i ogrzewa zziębniętego samotnego rowerzystę. Gdy dojeżdżam do pracy jest już 5 stopni na plusie. Różnica 8 stopni w ciągu ok 90 min ;)
Jeszcze może tydzień, może dwa i koniec z dojazdami dopracowymi ;( Chyba, że zacznie lać to szybciej.

Mrożący krew w żyłach widok © amiga


Aż zimno się robi od patrzenia © amiga


Gdzieś w okolicach Zabrza Makoszowy © amiga




Kadencja: 65