Powrót identyczną droga jak ta poranna. Tzn. bezpieczniejszymi ścieżkami leśnymi i bocznymi szosami. pogoda wymarzona do wieczornego przeciągu :) Na miejscu wita mnie siostra i ... zaprasza do składania mebli. Ech ... jeszcze kilka dni i będzie prosta, mam taką nadzieję.
Po wczorajszej niedyspozycji dzisiaj ponownie dosiadłem rumaka i ruszyłem w kierunku mojej ulubionej pracy :) w Gliwicach. Poranek chłodny, ale nie zimny, za to słonecznie. Wyjazd dość późno 7:10 i na foty nie było już czasu :( Odrobię to wieczorem podczas powrotu.
Zaktualizowałem w końcu parametry Zygfryda. W ciągu zimy zmieniły się: Korba, obie przerzutki, kaseta, łańcuch, linki przerzutek. Wróciłem też do pedałów Crankopodobnych (look 4x4) - to przy okazji wymiany korby. Shimanowskie PD-520 dalej są wkręcone w resztki poprzedniej korby.
Dzisiaj wyjazd a pracy ok 17:00, znowu późno, ale cóż zrobić - życie. Trasa szosami, niby wszystko było ok ale .... w Rudzie Śląskiej Halembie Zygfryd dorobił się kolejnych szlifów, a ja siniaka i lekko zdartą skórę na udzie. Po raz kolejny w mojej krótkiej karierze zaliczyłem OTB bez wyraźnego powodu. Chyba jestem niebezpieczny sam dla siebie, jadąc jakieś 35/h z górki chciałem zdążyć przejechać na zielonym świetle na skrzyżowaniu i oczywiście światło zmieniło się ciut za wcześnie. Ostre hamowanie, skończyło się fiknięciem przez kierownice :), musiało to wyglądać komicznie. Straty niewielkie, zadrapania na Zygfrydzie, lampach, dzwonku, zbiornikach wyrównawczych hydrauliki, rogach a ja dorobiłem się solidnego siniaka na udzie :) Jutro gdy będzie miał piękne kolorki to może zrobię mu fotkę :) Kilka dzisiejszych zdjęć:
Dzisaj temp. o 7:00 wyższa niż wczoraj, jest pięknie. Po wczorajszych dościadczeniach ruszam wolno i sąduję drogę, sucho ..., nie ma lodu, można jechać, jest bezpiecznie. Tyle, że trzeba zwracać uwagę na baranów za kierownicą. W Kochłowicach debil w autobusie wyprzedzał mnie na gazetę. Masakra. Korzystając z komunikacji miejskiej widzę często jak kierowcy tych pojazdów łamią przepisy, począwszy od wymuszenia pierwszeństwa, przejeździe na czerwonym świetle - można by mnożyć takie przypadki. Nie jestem obudowany stalowym pancerzem aby mnie wyprzedzać w tak małej odegłości. To nawet nie masakra to masakracja.
Powrót z pracy standardowy. jedynie drogę znam już na pamięć i nie muszę wspomagać się GPS-em czy innym tałatajstwem. Temperatura rewelacyjna, wręcz nie do uwierzenia że to jeszcze zima (kalendarzowa). Słonko pięknie przygrzewało, aż chciało się jechać. Jutro miał być dłuższy wyjazd, ale jak to zwykle bywa z młodszymi siostrami i szwagrami czeka mnie pracowity dzień. Plan obejmuje wizytę na giełdzie elektronicznej w Katowicach. Aby nie zmarnować całego dnia pewnie wieczorem gdzieś się wyrwę.
Powrót z pracy podobną trasą jak poranna. 100% po szosach. Tyle, że nie było już lodu, wilgoci a i temperatura zdecydowanie wyższa. Dobrze się jechało. Trochę boli poranny siniak i miejsce zdarcia skóry ale jakoś sobie dam radę. Jutro kolejny wyjazd rowerowy. Już się na cieszę z tego powodu. Foty przy kolejnym wyjeździe.
Kolejny wyjazd dopracowy w tym tygodniu. Ruszając spod domu miałem wrażenie, że jest dziwnie chłodno. I nie pomyliłem się, temperatura w nocy spadła poniżej 0. Gorzej, że padający wczoraj deszcz zamarzł na jedni. Już na ok 5 km jazdy zaliczyłem glebkę, na zakręcie pomalowanej czerwoną farbą ścieżce rowerowej. Pozbieranie było problematyczne, nogi same się rozjeżdżały na szklance. 2 km dalej widziałem jak w podobnych okolicznościach SEICENTO wpada w poślizg i ląduje na poboczu. Kierowcy i samochodowi na szczęście nic się nie stało. Z duszą na ramieniu kontynuowałem jazdę. Dopiero w Zabrzu gdy temp osiągnęła 5 stopni jechało się naprawdę dobrze, oblodzenie zniknęło z asfaltu.
Cała trasa wyjątkowo po szosach, ostatni wyjazd wyglądał jak rajd ekstremalny. Wszystko obłocone, wszystko do mycia prania … .
W kilometrówce uwzględniony jest jeszcze wczorajszy wyjazd do bankomatu - 1.95km
Pierwszy wyjazd dopracowy po przerwie zimowej. W końcu .. długo czekałem a poprawę pogody. Droga standardowa tzn. częściowo po lesie. Miejscami wydawało mi się, że kajakiem było by prościej. Przy wyjeździe w okolicach Starej Kuźni nadziałem się na błoto do kostek na dodatek w terenie pod górkę całość do kompletu rozjeżdżona przez ciężki sprzęt budowlany. Coś kombinują przy hałdzie ... . W efekcie jechałem prawie 1:40 i do Gliwic dotarłem up...ony do pasa. Błotniki niewiele pomagały. Może nie zgrzytało mi jedynie w zębach :) Zdjęć nie robiłem :( Poprawię się wracając do domu.
Jak się pojechało do pracy to trzeba wrócić. Myślałem, że trasę powrotną zaliczę po szosach, ale gdzieś tam z tyłu głowy diabełek doradził, aby zmierzyć się z poranną trasą. Specjalnie nie robiło mi to różnicy. Wszystko co miałem na sobie i tak nadawało się do prania :). Cóż pojechałem częściowo po lasach. Maź zwana błotem wysysała skutecznie moje siły, w dwóch miejscach byłem zmuszony do zejścia z bicykla, prosto w błoto powyżej kostek ;) Nie zmienia to faktu, że pomimo wolnego przejazdu, daje to pewną satysfakcję, że dałem radę, że nie poszedłem na łatwiznę. Chyba nadaję się już do leczenia, cykloza w pełni rozwinięta.
Poranna podbudka trochę inna niż zwykle. Budzi mnie kot Moniki. Postanowił sprawdzić co się stanie gdy podrapie lub ugryzie mnie. Co było robić trzeba było wstać.
Inne zdjęcia tego przemiłego kotka są tutaj: Mad black cat
Po szybkim śniadaniu i chwili odpoczynku zaczynam się zbierać. Pora wracać do domu. Kosma postanawia mnie kawałek odprowadzić, zatrzymujemy się na chwilę przy pomniku żołnierzy w Łośniu.
Rozstajemy się kilka km dalej. Monika opisuje mi z grubsza plan trasy do Katowic: prosto, w lewo, prosto, prosto, prosto, w lewo, prosto, prosto, prosto, prosto, w prawo, prosto, prosto, prosto, w lewo i jestem w Sopienicach :) Jadąc dalej postanawiam zaliczyć lasek w pobliżu Nikiszowca. Po małej rundce, wracam do Nikiszowca, i jadę dalej przez Giszowiec. Tutaj kilka godzin przerwy u rodziny i na spokojnie po 15:00 zaliczam ostatne 7 km przez las Ochojecki.
Dawno nie miałem tak wspaniałego weekendu rowerowego. Pomimo tego, że jest już listopad, jest rześko, pogoda dopisała, a w takim towarzystwie nie można się nudzić.