Kolejny poranek, budzę się wcześniej, chcę być w Gliwicach przed 8:00. Oczywiście początkowy plan nie wypalił. Wyjeżdżam ok 7:25..., masakra..., pędzę po szosach może chociaż w ten sposób dogonię uciekający czas. Dzisiaj na drogach już nie jest tak miło jak wczoraj. W 2 miejscach w Panewnikach i Bielszowicach jakiś kretyn wyjechał mi z podporządkowanej pod koła... Ostre hamowanie i jest ok... Niektórzy jednak nie powinni mieć prawa jazdy... szkoda gadać. Zabrze przywitało mnie dla odmiany zajeb...ym korkiem. Już przed znakiem „Centrum południe” stoją samochody. Uciekam na chodnik. Klucze trochę między przechodniami, bikerami, w końcu udaje mi się wydostać z drugiej strony, jeszcze tylko minąć rondko i jestem poza korkiem :) Reszta trasu już na większym luzie. Ci co potrzebowali już dotarli do firm, zakładów pracy. Mogę nieco pogonić. Docieram w wrót firmy. wchodzę, jak przyjemnie... klima działa :) Ciekawe jaki będzie wieczór, Temp. >30 stopni i zapowiedziane są burze ;P
Dzisiaj urywam się kilka min po 16:00. :), Wychodzę na zewnątrz i... masakra, gorąco, duszno, już kilka sekund później pot leje się ze mnie strumieniami. Ruszam, nie ma na co czekać trzeba jechać. W Sośnicy skręcam na hałdę. Dzisiaj nieco więcej terenu, a przy okazji mogę zainwestować 2.40 w piwo które zauważyłem już jakiś czas temu w tym miejscu. Nie spodziewam się cudów, ale głupio nie spróbować ;P Lecę przez lasy, słońce zostało przykryte przez grube chmury, może padać..., lecę najkrótszą droga do domu. No... może nie do końca, na Halembie zamiast na wprost robię delikatny objazd po lesie ;). Szukam miejsca do zrobienia fotki. Po chwili gdy wszystko się udało, ponownie dosiadam Manfreda, jadę dalej, jeszcze 10km.... W domu jestem maksymalnie ugotowany. Pomaga kąpiel, jednak w sumie jestem zadowolony, dobrze się jechało. Fajne zakończenie dnia :)
Weekend wypadł mocno rowerowo, zaczyna się proza dojazdów do pracy. Ciężko jest mi się pozbierać, wszystko idzie jakoś nieskładnie, powoli. W końcu udaje mi się wsiąść na rower. Zastanawiam się czy jechać po szosach, czy może w teren. Jednak nie..., chcę być wcześniej w firmie, mam jeszcze sporo do zrobienia. Czas jest cenny. Może po pracy uda się gdzieś wyjechać... Droga na szczęście spokojna, może dlatego, że wyjechałem dość późno? Jest ciepło, a ma być jeszcze goręcej, nie narzekam (jeszcze) w końcu tego chciałem, chciałem jechać na krótko, bez kurtki przeciwdeszczowej itp... Rower też jakoś się mniej brudzi w taką pogodę. Temperatura idealna, początkowo mam problem z rozkręceniem się, ale w końcu noga zaczyna podawać, przy czym mam wrażenie, że wieje delikatny wiatr od wschodu, może południowego wschodu. Szybko docieram do Gliwic. Teraz tylko przebrać się i do pracy :)
Wychodzę później niż początkowo zakładałem, jest 18:00. Z drugiej strony ruch na drogach zelżał, za to temperatura daje się we znaki, na szczęście z firmy wziąłem bidon z wodą, nie grozi mi odwodnienie. Zresztą co może mi się stać przez 80min jazdy? Wiatr się wzmógł, tyle, że tym razem nie mam go w plecy, wieje prosto w gębę... W końcu zapada decyzja, terenem będzie przyjemniej. Nie ma samochodów a i w cieniu jedzie się lepiej. Zatrzymuję się na chwilę na hałdzie na Halembie. Opróżniam bidon. Chwilę obserwuję okolicę, może coś rzuci mi się w oczy, coś innego niż zwykle. W końcu ruszam, pozostało ok 10km, droga mija szybko, mijam po drodze dziesiątki bikerów. W końcu wyszli z ukrycia :) Już w domu kąpiel i chwila na odpoczynek. Pięknie się jechało
Niedziela..., trzeba wstać, już za kilka godzin zaczynają się Mistrzostwa MTB w Tarnowskich Górach. Na miejscu jesteśmy nieco przed startem. Czasu niewiele ale wraz z Darkiem i Igorkiem jedziemy na objazd trasy. Jak się później okazało, dezorganizatorzy potrafią wprowadzać w błąd i rzeczywista trasa była sporo dłuższa, bardziej wymagająca. Może nie techniczne, ale kondycyjnie. Co ciekawe w tym samym czasie startuje grupa 50+ - być może chodzi o to, że człowiek dziecinnieje na starość? Niemniej dziwne rozwiązanie. Start i ruszyli, kilka razy zmieniam pozycję, focę w kilku różnych miejscach, nawet udaje mi się zgubić w parku, na szczęście budynek jest widoczny z daleka i na czas dojeżdżam na metę :). Igor wjeżdża jako 3 chwilę po dwóch 14-sto latkach. Więc tym bardziej należą mu się brawa za start i za tak wysoką pozycję. Gratulacje !!! Kilka minut później dekoracja i musimy powoli się zbierać. Czasu niestety mało, jak zawsze.
Po 2 ciężkich dniach w końcu mogę wsiąść na rower, w końcu mogę się kawałek przejechać, jakaż to niesamowita odmiana, od ślęczenia przed komputerem, przed różnego rodzaju gadżetami... Po ciężkim tygodniu apogeum przypadło na czwartek i piątek. Było ciężko, ale wszystko zakończyło się pełnym sukcesem. Teraz potrzebowałem odreagowania, chwili tylko dla siebie, tego zmęczenia, chwilami bólu. No niesamowite ile takie 80 minut na dwóch kółkach potrafi zdziałać :). Wyjazd z firmy ok 19:40, szosy puste jest ciepło, przyjemnie, w końcu czuję, że jest wiosna :), szkoda, że tak późno, ale wybaczam jej :) Warto było czekać, warto było się pomęczyć pół roku... Już w domu chwila na przygotowanie do jutrzejszej wyprawy. Będzie pięknie
Dzisiaj pięknie świeci słońce, aż chce się wstać, chce się jechać. szybki śniadania i na rower. Dzisiaj świeci czystością..., wczoraj godzina pucowania, ale warto było, wszystkie podzespoły odzyskały swoją sprawność, wypłukany został w końcu piach i błoto z wszystkich zakamarków... . Przy okazji wymiana łańcucha. Nie zabieram ze sobą błotników, w końcu po 2 tygodniach po raz pierwszy, ma być ciepło i sucho. Jeszcze nie decyduję się na jazdę w terenie, nie podejrzewam aby wszystko obeschło, aby woda spłynęła, wsiąkła, odparowała. Pomimo jazdy szosami, specjalnie mi to dzisiaj nie przeszkadzało, jedyne 2 korki na jakie trafiłem to przy ul.Śląskiej w Katowicach i drugi już w Zabrzu Kończycach. Reszta trasy bez większego ruchu samochodów. Chwila przerwy w Lasku Makoszowskim. Fota suszących się gumiaków i do pracy...
Poranek, wczoraj miałem umyć rower, ale zupełnie mnie odcięło, już o 22:00 byłem w lepszym świecie... . Z rana oczywiście nie ma czasu na czyszczenie, na dopieszczenie maszyny. Ech... Wsiadam na rower i ruszam, spora odmiana po ostatnich kilku dniach, nie pada, jest względnie ciepło jeżeli tak można powiedzieć o 14 stopniach. Jadę po szosach, dzisiaj spieszy mi się, chcę być nieco wcześniej w firmie. W tych kilku miejscach gdzie wjeżdżam w teren widać sporo błota, kałuż, ogólnie mokro. Zresztą na szosach w wielu miejscach również pozostały rozlewiska. Na drogach spokojnie, jedynie Zabrze jak zwykle zakorkowane. Cóż, fragment po chodnikach, bokami i względnie szybko docieram do Gliwic, do pracy.
Jest za 19:40... późno, ruszam w drogę powrotną.... może uda mi się przed zachodem słońca, chociaż szanse są niewielkie. Na drogach rewelacja, pusto jak nigdy. Jedynie pojedyncze samochody mijają mnie. Całkiem sporo rowerzystów, w końcu jest ciepło, świeci słońce :) Tego mi było trzeba. Dość szybko dojeżdżam do Rudy Śląskiej, chwila przerwy, pora idealna, niesamowity zachód słońca, zostaję w tym miejscu kilkanaście min., aż żal opuszczać takie przedstawienie, jednak pozostało jeszcze kilkanaście kilometrów do domu. Ruszam dalej, Już w domu obiecuję sobie, że w końcu wyczyszczę rower. Ciekawe czy się uda...
Wpis szybki, bo i czasu dzisiaj niewiele... Poranek dżdżysty, resztą ostatni było wiele takich. Wyjeżdżam, leje jak diabli, w plecaku drugi komplet ciuchów, dzisiaj może się przydać, jakoś nie wierzę, że wszystko obeschnie, że będzie suche w chwili powrotu. Do mokrych butów już się przyzwyczaiłem, najgorzej jest z wciągnięciem na siebie mokrej bluzy, nienawidzę tej chwili...
Na drogach dzisiaj jakieś wyrojenie, masa samochodów, wszyscy gdzieś jadą, istne szaleństwo. Skutkuje to w wielu miejscach korkami i wariatami za kółkiem. Dawno nie było tak źle, oczy dookoła głowy. Kilka razy mijają mnie na gazetę, na Wirku wymuszenie pierwszeństwa przez kretyna spieszącego się na zielone, które już dawno dojrzało. Zabrze to dzisiaj jeden wielki korek, w Gliwicach lekko odpuściło, może dlatego że minęła 8:00 i widać delikatnie mniejszy ruch. Przy okazji mistrzem świata jest dzisiaj dla mnie kierowca 7-ki który wpierw mnie wyprzedził po to aby chwilę zajechać mi drogę i stanąć na przystanku... Ech..., taki to już dzisiaj dzień...