Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

Dłuższa ..., ale szybsza ....

Czwartek, 21 kwietnia 2011 · Komentarze(2)
Kolejny (drugi) wyjazd do pracy.
Trasa bardzo podobna do tej z poniedziałku. Wprowadzam jednak kolejne korekty dotyczące jej końcówki. Dotyczy to Sośnicy i Gliwic. Jazda po zatłoczonych ulicach nie należy do przyjemności. We wcześniejszych wersjach tej trasy "pchałem" się przez wyjazd na A4 w Kończycach. Jednak dzisiaj szybkie spojrzenie na mapę i okazało się, że dalej też jest przejazd nad autostradą ale ... bez połączenia z nia. Chodzi o ulicę Legnicką i jej przedłużenie ul. Makoszowską. Ruch tutaj jest zdecydowanie mniejszy. Dodatkowo zyskałem kilka km przez las :)

Ps. Dzisiaj fot nie będzie. Pędziłem w zasadzie bez przerw aby sprawdzić ile czasu potrzebuję na dojazd do Gliwic :)

Powrót z pracy

Czwartek, 21 kwietnia 2011 · Komentarze(2)
Po całym dniu pracy ok 16:30 pozbierałem zabawawki i ruszyłem w drogę do domu. Jako, że dalej szukam trasy maksymalnie krótkiej i jednocześnie nie prowadzącej głównymi szosami to po raz kolejny zmodyfikowałem trasę. Dalej dotyczy to rejonów Gliwic. Tym razem sprawdziłem na Goole maps możliwośc przejazdu w okolicahc hałdy makoszowy i wyglądało na to że jest taka możliwość. Jadąc tą drogą okazało się, że jest to wąska ścieżka na której 2 rowery mają problem się minąć, ale nie zmienia to faktu że da się tamtędy przejechać. Mam jednak wrażenie, że wjeżdżając na hałdę skróciłbym jeszcze trochę tą trasę a przy okazji mogłoby się okazać, że droga jest szersza. Pewnie sprawdzę to przy okazji :) Może jutro. Pytanie czy się pozbieram po raz kolejny. Dzisiaj totalnie nie chciało mi się jechać, ale ... gdy znalazłem się już na rowerze to wszystie wątpliwości gdzieś prysły ... i jechało się bardzo przyjemnie.


Zapis GPS trasy powrotnej

Do pracy

Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · Komentarze(5)
Dzisiaj pobudka o 4:30 - tylko po co. Bydzik darł się co kilka min do 5:30 ... W końcu zwlekłem się z łóżka. Pozbierałem się i .... zacząłem kombinować, jechać na rowerze, czy sobie odpuścic ... Głupio byłoby po takich zapowiedziach olać sprawe. Na bikestats-ie będzie wstyd. W końcu przygotowałem rower, zrobiłem przegląd plecaka - usuwając z niego wszystkie zbędne drobiazgi. Zostały tylko najpotrzebniejsze elementy: notebook, aparat, 2 analogowe mapy, woda mineralna, i coś do przebrania :)
Wyjechałem ok 6:30, pierwotnie trasa prowadziła przez piotrowice, ligotę, panewniki wszystko szosami. Dopiero w Panewnikach wjechałem do lasu w przez nie dojechałem do Rudy Śląskiej. Tam krótki postój przy elektrowni Halemba.
Elektrownia Halemba © amiga

i po kilku min. ruszyłem dalej w drogę. Wjeżdżając do miasta oczywiście musiałem pochrzanić nieco drogę, na szczęście niewiele miałem do nadrobienia. Jadąc dalej okazało się, że wylądowałem na Hałdzie i drogi praktycznie nie ma dalej.
Ha Hołdzie © amiga

Ślady opon wskazywały jednak, że ludzie korzystają z tego miejsca i skracają sobie tędy trasę do widocznej na zdjęciu drogi :). Nie ryzykowałem zjazdu, sprowadziłem rower na dół i .... ruszyłem dalej.
Szybki przejazd przez Kończyce, zahaczyłem o Sośnicę i tam niespodzianka w lesie. Droga urywa się nagle, a w poprzek są tory i przejazdy niema.
W poprzek drogi rowerowej © amiga

Ominąłem to miejsce, przeszedłem nieco dalej gdzie skarpy były zdecydowanie mniejsze. I już bez większych przygód dojechałem do pracy.

Droga powrotna w zasadzie była bardzo podobna. Skorygowałem ją w kilku miejscach, omijając hałdę w Rudzie Śląskiej, a dojeżdżając do Katowic zachciało mi się zahaczyć o Starganiec. Nie znając specjalnie drogi trochę kluczyłem nadrabiając kilka km, ale w końcu trafiłem na właściwe miejsce.
Ze Stargańca powrót do Piotrowic, tam krótki postój na stacji PKP
Stacja PKP Katowice-Piotrowice © amiga

i po kilku min ruszyłem do domu.

Mniej więcej na 10 km przed domem, czułem już spore zmęczenie. Dziwnie bolały mnie dłonie, ale raczej nie od nacisku tylko od drgań. Dopiero w domu zauważyłem, że ktoś zablokował mi amortyzator i wszysytkie drgania były przenoszone bezpośrednio na dłonie. Ech.... szkoda gadać.
Czy jutro pojadę ponownie ? Jeszcze nie wiem. Jeżeli dzisiaj uda mi się zrobić wszystko co zaplanowałem to pewnie tak, jeżeli nie to pojadę pociągiem a rano jeszcze trochę popracuję. Zobaczymy.
W każdym bądź razie nie jest to moja ostatnia wizyta w pracy na "bajku", a wybrana trasa w zasadzie była bardzo przyjemna :)

Porównanie tras. Do i z Gliwic

Spotkanie ...

Sobota, 9 kwietnia 2011 · Komentarze(0)
Jeszcze jeden wyjazd dzisiaj. Do qzynki na krótkie spotkanie. Droga "do" sprawiała drobne problemy przez silny wiatr, w zasadzie prawie cała droga była pod wiatr. Powrót był zdecydowanie przyjemniejszy. Wiatr prawie ustał więc jechało się przyjemnie :)

Rowerkiem po Katowicach

Wtorek, 5 kwietnia 2011 · Komentarze(4)
Dzisiaj po pracy mnie poniosło. W ostatni weekend nie pojeździłem :(, a chęci były i są. Wracając z pracy czułem się zmęczony, miałem dość, musiałem odpocząć. Szybki obiad i na rower. W ostatni piątek upadając z roweru, "rozwaliłem" sobie nieco kolano, dzisiaj dosiadając, hmmm .. aluminiowego rumaka, bałem się, że załatwię się do końca. Rundka miała być krótka max 10km. Ale wkrótce okazało się, że lepiej mi się kręci niż chodzi. Jadąc przed siebie postanowiłem odwiedzić Muchowiec, będąc już na miejscu stwierdziłem, że grzechem byłoby nie zaliczyć doliny 3 stawów, tam poniosło mnie jeszcze bardziej. Już jakiś czas temu miałem sprawdzić jaki jest przejazd w kierunku Gwiazd (osiedle w Katowicach), a tam już jakoś poszło, bulwarami Rawy (jak to dumnie brzmi), dojechałem do centrum, długo się nie namyślając, pojechałem w kierunku SSC, dalej obrałem kierunek na Wesołe Miasteczko i parkowymi alejkami dojechałem do Stadionu Śląskiego ;) Przy okazji ok 95% całej trasy to drogi rowerowe., więc będę korzystał z tego szlaku w przyszłości ;). Do domu wróciłem jadąc przez osiedle 1000-lecia, Załęską Hałdę i Ligotę.
Jakoś nie miałem melodii na robienie zdjęć. Odrobię to przy okazji (jakoś tak szaro na blogu bez fotek). Jedyny dzisiejszy cel to .. maksymalnie się zmęczyć i pojeździć na rowerze. Jeszcze nie odpuściła mnie radość z nowego nabytku ;) Przy okazji sprawdziłem jak mi pójdzie jazda ok 30km, bez zsiadania z roweru. Do Gliwic dojadę - w przyszłości (myślę że bliskiej).
Ps. Przepraszam za ew błędy, ale piszę to na szybko po powrocie do domu. Poprawki wprowadzę jutro.

Objazd okolicy

Czwartek, 31 marca 2011 · Komentarze(2)
Dzisiaj po powrocie z pracy czułem się jakiś dziwnie zmęczony, jednak widok roweru zadziałał mobilizująco. Pozbierałem się w ciągu kilku minut i w drogę. Zachaczyłem o Piotrka , nie było go w domu, trudno, niech żałuje. Wybrałem się sam znajomimi trasami przez Kostuchnę, Podlesie, i wróciłem przez Piotrowice. W zasadzie tylko jedna krótka przerwa na stacji w Podlesiu.

Stacja PKP w Katowicach Podlesiu © amiga


Niestety ten tydzień mam maksymalnie zakręcony i o dłuższym wypadzie mogę co najwyżej pomarzyć. Odrobię to być może w weekend. Tyle, że w sobotę czeka mnie "Fotodej" w Szopienicach. Impreza nierowerowa, ale może później uda mi się pokręcić. Jeszcze się zobaczy.

Pierwszy "prawdziwy" wypad na Zygfrydzie ;)

Niedziela, 27 marca 2011 · Komentarze(3)
Dzisiaj w końcu udało się „protestować” nowy nabytek. Pierwotnie wybrałem się sam na dolinę 3 stawów. Temperatura ujemna, ale w słońcu było całkiem przyjemnie. Na drzewach osadziła się szadź i droga przez las była bajkowa.

Krótka wizyta przy lotnisku


I miejsce docelowe. Jeden z 3 stawów


Wracając zahaczyłem o Giszowiec i tam w pobliżu stawu Barbara strzeliłem fotkę Rowerkowi – w końcu trzeba dać jego zdjęcie na bloga


Gdy wróciłem do domu wyglądając trochę jak błotny potwór przyjechał Piotrek z propozycją wspólnej „przejażdżki” na … Dolinę 3 Stawów. Wiele się nie namyślający pozbierałem się i pojechałem. Jako że było już później to na drogach pojawiło się sporo więcej rowerzystów, rolkarzy i pieszych. Przy jednym ze stawów trwały zawody wędkarskie.

Ryby mają dzisiaj prze...e .

Chwila odpoczynku i ruszamy dalej. Zatrzymaliśmy się obok pobliskiego Lidla tankując napoje energetycznie i zapychając się batonami, na pobliskiej ławeczce. Zregenerowaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Przez całą trasę starałem się zwracać uwagę na rzeczy które wymagają doregulowania. Pewnie i tak na to za wcześnie – w końcu wszystko nowe i „niedotarte”, ale czasami miałem problem ze zmianą przerzutek, być może było tylko przewrażliwienie, a może nieprzyzwyczajenie do nowego sprzętu. Drugi drobiazg to w trakcie wyprawy czułem ból w nadgarstkach. Tym razem może to być zmiana geometrii rowera, w końcu poprzedni był „nieco” inny. Pewnie minie jeszcze kilkanaście dni zanim w pełni poznam „rowerek”.

Cieszę się, że w końcu udało mi się oderwać od rzeczywistości i problemów, a w ciągu ostatnich 2 dni nastąpiła spora ich kumulacja, ale rowerek spełnił wszystkie oczekiwania i to ze sporą nawiązką. Z doładowanymi bateriami mogę zacząć kolejny tydzień pracy.

Przed zimą ...

Piątek, 19 listopada 2010 · Komentarze(15)
Dzisiaj wracając do domu nie planowałem wyjazdu, tym bardziej, że padał deszcz.
Jednak zdopingowała mnie prognoza pogody w TV reżimowej, z której wynikało, że w przyszłym tygodniu może spaść śnieg. Zjadłem obiad, odczekałem chwilę. Ok 20:00 przestało padać więc się pozbierałem i w drogę. Wycieczka głównie drogami asfaltowymi. Postanowiłem dokończyć ostatnią trasę, poprzednio brakło czasu na całość. Więc wróciłem na "Ptasie Osiedle". i ruszyłem przez park Kościuszki

(na zdjęciu fragment toru saneczkowego. Szkoda, że od wielu lat jest zaniedbany i z kilkuset metrowej trasy przejezdne jest może 50m. W najbliższą niedzielę podziękuję za to naszym włodarzom)
pod kopalnię Wujek.

(w 80-82 roku rodzice w pobliżu Kopalni Wujek prowadzili sklep, obecnie w tym budynku jest Lewiatan, miałem w tym czasie kilka ok 7 lat, jednak pamiętam czas gdy pojawiły się tam czołgi, niewiele rozumiałem z tego co się dzieje. Kilka dni temu miałem okazję wrócić do tego okresu za sprawą filmu "Wszystko co Kocham". Polecam wszystkim)
Skierowałem sie następnie przez ligotę na Ochojec. Szybkie spojrzenie na licznik - przejechałem ok 13 km.... trochę mało ..., pojechałem dalej tym razem przez Kostuchnę

(Kościół w Kostuchnie, dość często przewija się na moim blogu)
i Podlesie

(Krótki przystanek na dworcu PKP w Podlesiu)
do Piotrowic i w końcu do Domu.

W trakcie jazdy odczułem, że jest jakieś "bicie na kołach", Ciekawe co poleciało, dzisiaj już tego nie sprawdzę, nie chce mi się. Może jutro przejrzę rower, mam wrażenie, że jest to coś z tylnim kołem.

I z innej beczki
Ostatnio w moje ręce trafiła płyta "Coma Symfonicznie" i cieszę się z tego, że zamiast na ich koncert pojechałem na Renatę Przemyk. Z regóły tego typu eksperymenty wychodzą całkiem nieźle (Skorpions - Acoustica, Czy KSU - Akustycznie), tym razem jest to niestety pomyłka - Sorry chłopaki.

Wyluzowany ...

Niedziela, 14 listopada 2010 · Komentarze(7)
Dzisiaj mogłem, urwać się na rower dopiero około 13:00. Wcześnej miałem zaplanowane "prace", które zalegały od soboty i musialem je załatwić.
Wyjazd po raz kolejny nie do końca zaplanowany, chciałem odwiedzić 3 stawy, ale gdy wsiadłem na rower to trasa została zmodyfikowana po pierwszych 100m jazdy. Wybrałem się, leśnymi ścieżkami w kierunku Murcek, później odbiłem w kierunku Giszowca. Okrążyłem staw Janina i skierowałem się w kierunku pierwotnie planowanego miejsca podróży. Po drodze zachaczyłem o kapliczkę św. Huberta

(szczególnie religijny nie jestem, ale lubię to miejsce)
i wieżę ciśnień

(zawsze robiła na mnie wrażenie, 30 lat wcześniej wydawała mi się jakaś większa)

Chwila odpoczynku i pojechałem dalej mało uczęszczanymi wąskimi ścieżkami leśnymi. Kilkanaście min. później dojechałm do Muchowca. I tu ścieżki rowerowe okazały się prawie kompletnie nieprzejezdne, nie tylko ja chciałem wykorzystać ładną pogodę, mijając pieszych i rolkarzy, dojechałem do 3 stawów. Okrążyłem je i wroćiłem nad najmniejszy z nich.

Niedawno skończył się jego "remont" i w chwili obecnej pretenduje do roli oficialnego kąpieliska. Zobaczymy co będzie w przyszłe lato.
Parząc na zegarek uświadomiłem sobie, że mam już niewiele czasu, więc wrócłem do domu przez "Ptasie Osiedle" i pętlę tramwajową na Brynowie.
Pod drodze miałem czas aby przmyśleć parę spraw. Przyznam się że dawno nie byłem w tak świetnym humorze jak dzisiaj, jest to zasługa ostatnich 2 dni. W piątek
koncert genialnej Renaty Przemyk w CK Wiatrak w Zabrzu. Gdzieś zawsze w moim życiu pojawiały się jej utwory, tym razem miałem okazję posłuchać Jej na żywo, ... ma w sobie to coś ... . Nie można tego opisać, ... to trzeba zobaczyć.
Później wizyta u Darka i długie rozmowy do rana. Pierwszy raz miałem też okazję zobaczyć nagrany koncert z 4 czerwca 2009 z okazji 20 rocznicy Pierwszych Wolnych Wyborów, nie wiem jak to przegapiłem ... Był przeza...sty. Jeszcze dzisiaj nucę te "stare" teksty. Kolejny dzień to wyjazd awaryjny do Dąbrowy Górniczej i po raz pierwszy byłem wściekły sam na siebie, że nie zabrałem aparatu, wizyta na Pustyni Błędowskiej to było to, do tego jeszcze rewelacyjna pogoda .. #$%! ... zrobiłem tylko kilka fot tel. komórkowym ..., szkoda ..., ale ... Ja jeszcze tu k...wa wrócę !



Następnie powrót do Zabrza po "zabawki" i do domu, Do dzisiaj żałuję, że nie mogłem zostać dłużej, nabierało się trochę spraw :( do załatwienia.

- Darku dzięki za wszystko
- Oceany Osieckiej znalezione,
- Szukając ich znalazłem przez przypadek film "Wszystko co kocham"
- Anetko - dam się adoptować
- chyba skuszę się na szóstki Waidera
- Monika dasz sobie radę, masz niesamowitą siłę ... (niech się mury pną do góry, niech kominy mają pion ...)
- Paula - Renatka jest zaje...a, nie znasz się ;)

Samotnie do ... hmmm ... bez celu ...

Niedziela, 7 listopada 2010 · Komentarze(3)
Dzisiaj wstałem wcześniej niż zwykle w niedzielę. Musiałem nieco odreagować po tygodniu z gośćmi. Część to całkiem miłe wizyty (wpadł szfagier na kilka dni ;), a część to męczące wizyty typu "bo mnie to wyskoczyło". Ludzie odzywają się tylko wtedy gdy czegoś potrzebują, a to padł komputer i Darek ratuj ...., a to zepsuła się lampa i co dalej, najgorsze, że zdarza się to ludziom z wykształceniem technicznym. W pierwszym przypadku po informatyce, w drugim po szkole elektronicznej. Jezuuuu, czego ich tam uczyli.... . Musiałem zrzucić to z siebie. Dostałem rumaka na kołach i w drogę. Trasa kompletnie niezaplanowana, jadę po prostu przed siebie, jedynie co mnie interesuje to las, tam zawsze mogę odpocząć, oderwać się od rzeczywistości. Pogoda dzisiaj nie rozpieszcza, ... pada drobny deszcz, ale co tam, z cukru nie jestem. Pierwszy przystanek na przedłużeniu ul. Krynicznej obok stawu, chyba mam jakiś sentyment do tego miejsca, dość często tu lądowałem w ramach wagarów 20 lat temu :).
.
Po chwili zbieram się, dalej droga prowadzi mnie w kierunku Mysłowic. Jadę przez lasy Murckowskie, przystaję na chwilę, pięknie tu ...

Wracam do roweru i słyszę jakiś znajomy, aczkolwiek dawno niesłyszany dźwięk ...
Sssssssssssssss .... Wąż ? Nie ..., złapałem gumę. Szybko zdejmuję tylnie koło, wymieniam dentkę. Starej nie chce mi się kleić, zrobię to w domu.

Z pośród liści wyławiam podręczne narzędzia (chyba znalazłem wszystko), pakuję je i wkrótce jadę dalej. Po kolejnych kilkudzisięciu minutach docieram do głównego punktu "bezcelowego".

Staw na Wesołej, zostaję tu kilkadziesiąt min., wokoło cisza, spokój, nawet wędkarzy nie widać. Jestem jedynie Ja, Rower i jakaś obściskująca się para kilkadzisiąt metrów dalej ...
Pogoda w między czasie nieco się poprawiła, nawet słońce nieśmiało próbuje wychylić się zza chmur. Jednak zbieram się, pora wracać, dzisiaj nie mam zbyt wiele czasu na podróżowanie. Wracam standardowo przez Giszowniec i staw Janina. Z nieco doładowanymi akumulatorami docieram do domu. Jutro do pracy, będę mógł się na nieco dłużej oderwać, od rzeczywistości i męczących znajomych ;).