Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

ciemności....

Poniedziałek, 18 listopada 2013 · Komentarze(0)
Pidżama Porno - Ulice jak stygmaty


17:00 zamykają się za mną drzwi firmy. Chłodnawo i czuję, że wieje wschodni wiatr..., nie jestem jakoś szczęśliwy z tego powodu, za to wiem jedno. Przynajmniej część trasy zaliczę terenem :). Nie całość. Nie chce mi się walczyć z przejazdem przez nasyp DTŚki w Sośnicy, trzeba poczekać, aż dokończą ten fragment i będzie można przejechać którymś tunelem.
Lecieć przez całe Kończyce też nie będę, kombinuję tylko którędy i... dopiero w Rudzie Śląskiej Wirku wjeżdżam na czerwony szlak rowerowy tam trochę terenu, fajny podjazd i zjazd.... później jeszcze kawałek w Panewnikach na przedłużeniu Beskidzkiej.
Dość spokojny ruch na drogach, ale może to było spowodowane dość późnym wyjazdem, denerwował tylko zerwany asfalt w Panewnikach. Cieszyć może to, że pewnie w ciągu 1-2 dni będzie tym miejscu nowy, które będzie mógł się zmierzyć z zimą ;)

Poranek w Rudzie Śląskiej © amiga

do pracy :)

Piątek, 15 listopada 2013 · Komentarze(5)
Foo Fighters - All My Life


Budzę się i za oknem ciemno..., spoglądam na zegarek jest 6:00, odpalam przyłóżkowego netbooka..., sprawdzam pogodę, hmmm... może nie będzie tak źle? Zaczynam się zbierać, coś na ząb, do kompletu Viks, w końcu wychodzę...

Zaczyna się rozwidniać, czuję że coś bardzo delikatnie kapie..., jest nieźle.
Profilaktycznie odpalam tylną lampkę. Ruszam... do Piotrowic jadę standardowo tyłami, więc ciężko jest mi ocenić ruch na drogach..., jednak będąc koło Famuru wiem, że nie będzie dzisiaj lekko. W końcu to piątek...
Mykając pomiędzy samochodami wbijam się w ul. Śląską, tutaj nieco lepiej, ale w Panewnikach wjeżdżam jednak w Bałtycką, równoległą to bardzo ruchliwej Panewnickiej.
U wylotu z Owsianej po głowie chodzi mi wjazd w lasy, może nie będzie tak źle? Jednak decyduję się na kontynuowanie jazdy drogami, przez Kochłowice, gdzie pomimo zacisku udaje mi się szubko przemknąć wzdłuż stojących aut... i minąć centrum.
Podjazd w kierunku Wirka męczy mnie dzisiaj..., za to zjazd nieco dalej już bawi :), jednak lubię się pomęczyć chwilę po to aby przez te kilka min. cieszyć się zjazdem...
Jestem w Zabrzu, tutaj dla odmiany prawie pusto, na rondzie jakiś delikatny bajzel związany jeszcze z porządkowaniem torowisk, na szczęście to tylko drobny epizod.
Pozostały Gliwice, i skrzyżowanie za którym nie przepadam - Beskidzkiej, Reymonta, Odrowążów i Korczoka... niby miasto zainwestowało w super rewelacyjny system monitorowania ruchy, ale mam wrażenie, że on w tym miejscu nie działa...
To miejsce jest nieczytelnie dla "obcych", czasami dzieją się na nim cuda. A poranny permanentny zacisk w tym miejscu denerwuje strasznie. Może pora zmienić to miejsce na inne? W końcu jest kilka innych nieco wydłużających drogą alternatyw.
W firmie, chwila na odsapnięcie, kąpiel i do pracy...
A dzisiaj jeszcze jeden wypad do sklepu rowerowego po kolejny suport. W zasadzie wszystkie rozwiązania które miałem do Hollowtech-a II są do bani...
Miski z wymiennymi łożyskami niby wychodzą najtaniej, ale... zużyły się plastikowe tuleje..., chyba najlepiej wychodzi jednak Shimano BB-50, cena ok 50zł/5000km.

Majowe wspomnienia © amiga

po krótkim tygodniu zaczyna się weekend....

Piątek, 15 listopada 2013 · Komentarze(2)
Red Hot Chili Peppers - By The Way


Wychodzę z firmy nieco wcześniej, muszę być domu jak najwcześniej dzisiaj czeka mnie nieco przedłużony wieczór..., w wariancie wypad do kina. Ekipa skompletowana..., powinienem dojechać na czas.
O jeździe w innym wariancie niż szosy nie ma mowy. Gonić też specjalnie mi się nie chce..., przeziębienie wraca..., czuję to..., za to mam wrażenie, że jest stosunkowo ciepło, ale to chyba wrażenie, bo termometr pokazuje coś koło 6 stopni w chwili wyjazdu. Jest jeszcze stosunkowo jasno, ale to kwestia może 15 minut zanim zrobi się ciemno... Został w końcu tylko miesiąc do najkrótszego dnia w roku...
Tak jak się spodziewałem na szosach całkiem spory ruch, studenci wyjeżdżają, niektóry pewnie też chcą się wydostać poza miasto...
Na uszach kolejny audiobook..., ciekawe co sobie ludzie myślą widząc wariata na rowerze co jakiś czas śmiejącego się...
Wyjątkowo męczy mnie ta jazda..., dobrze, że to niedaleko..., dobrze, że pojechałem szosami...
do domu docieram ok 18:00, mam jeszcze sporo czasu....
Wypakowuję suport z plecaka... kolejny do kolekcji, tyle, że tym razem sam go wymienię...., spoglądam na dokumentację... i dzisiaj dopuszczam... nie ma dużo do zrobienia, ale nie mam smaru miedzianego..., zrobię to z rana.

Z archiwum wiosna 2013 © amiga

poranne mgły...

Czwartek, 14 listopada 2013 · Komentarze(3)
HUNTER - Imperium Trujki


Dzisiaj czwartek... wczoraj w zasadzie się o tym dowiedziałem. Przedłużony weekend zaburzył mi odczucie upływającego czasu. Niby fajnie, że kolejny weekend już tuż, tuż, ale... brakuje czasu na wiele innych spraw...

Budzę się wcześniej niż zwykle, czuję, że nadchodzi kolejna fala przeziębienia jesiennego, ledwo jedno się skończyło, drugie się chyba zaczyna.
Modyfikuję nieco ubiór. Na głowie ląduje cieplejsza czapka, pewnie niewiele to zmieni, ale może nie będzie mi tak odbijało ;P

W końcu wychodzę, wsiadam na rower, ruszam.
Całość standardowo w ostatnim okresie szosami z audiobookiem na uszach, kolejne kilka rozdziałów do zaliczenia... Cały czas mam wrażenie, że jadę niesamowicie wolno, ale też nie naciskam, nie chce mi się...
Do końca sezonu zostało już niewiele... jeszcze półtora miesiąca, jak pogoda pozwoli i niedzielni kierowcy, którzy wsiądą do swych blaszanych skrzynek jakiś tydzień przed świętami... Teraz jest względnie bezpiecznie.
Drogi prawie puste, nigdzie nie korkuje się, nie przycina ruch..., nawet w Zabrzu gdzie jestem tuż przed 8:00 jest nieźle...
Wbrew niskiej temperaturze i gęstym mgłom na drogach mijam całkiem sporo rowerzystów pędzących w swoim kierunku, pewnie część tak jak ja do pracy.., inni może na zakupy, w odwiedziny... Miło jest zobaczyć kogoś ze swojego gatunku Homo Cyclist-ów :)

Zoo - Chorzów © amiga

po pracy po ciemku

Czwartek, 14 listopada 2013 · Komentarze(2)
Nirvana - In Bloom


Kolejny powrót z Gliwic i kolejny raz po ciemku..., jak mi się nie chce...
Ale jadę, jak już mam przy sobie rower to ciężko nim nie wrócić :)
Cieszy mnie to że w plecaku czekają już nowe klocki hamulcowe, w domu czeka mnie 10 min pracy..., a komfort przy hamowaniu będzie odczuwalny.
Na drogach tak sobie, są miejsca gdzie jest wariactwo, gdzie oczy dookoła głowy to mało, trzeba jeszcze czuć przez skórę to co się dzieje. A są też i takie gdzie jest cisza, gdzie ruch jest zerowy...
Dopiero od Kochłowic jadę w łańcuszku samochodów, tyle, że ja po ścieżce rowerowej (której dalej nie lubię, aż boję się pomyśleć co będzie się tu działo gdy spadnie pierwszy śnieg, kto wpadł na debilny pomysł aby asfalt pokrywać farbą?).
Końcówka to już Bałtycka, Medyków, kawałek Śląskiej, Asnyka i jestem przy Famurze :), jeszcze 3 min jazdy i ląduję w domu.

Pieniek z archiwum © amiga

jakiś nijaki poranek

Środa, 13 listopada 2013 · Komentarze(3)
Gaba Kulka & Czesław Mozil - Co Mi Panie Dasz


Poranek, pogoda taka sobie, jest ciemno, ale ruszam, jadę szosami, nuda...
Jedyny jasny punkt to audiobook na uszach :), chyba jedyny czas gdy mogę posłuchać książek... ;) Tym razem "Łowca Androidów", szokujące jest rozbieżność filmu i książki..., ale każde ma swój klimat...
Sama trasa, w zasadzie niezmienna, jako że wyjechałem wcześniej to szczyt przypadł w Kończycach. Masa samochodów, trochę korków, ale przejezdnie...
Chłodno już się zrobiło, nie przepadam za takimi temperaturami, a w końcu do zimy jeszcze ponad miesiąc, jeszcze trochę czasu minie zanim temperatury zejdą grubo poniżej zera..., przy czym chyba najbardziej nie lubię pogody wtedy gdy temperatura krąży gdzieś w okolicy zera....

Fotosketcher - biker zabrzański :) © amiga

po pracy szosami

Środa, 13 listopada 2013 · Komentarze(4)
Czesław Śpiewa - Efekt Uboczny Trzeźwości



Powrót koło 17:00, jest już ciemno, ale tak jest od przynajmniej kilku tygodni, więc nie dziwne... lampki odpalone, rower przygotowany, za to dopadała mnie jakaś niechęć do jazdy. Zastanawiam się czy nie pojechać terenem, jednak lekka mżawka wypłukuje mi głupie pomysły z głowy. Szybciej będzie szosami... chociaż mam wrażenie, że jestem lekko nieobecny. Może to zmęczenie, a może coś zupełnie innego?
Kolejne kilka rozdziałów przesłuchane..., kilka dzielnic przejechane... w końcu w domu... chyba pora na odespanie..., ciekawe czy się uda. :)

Fotockercher- Szopienice - pozostałości po hucie Uthemann © amiga

po długim weekendzie do pracy

Wtorek, 12 listopada 2013 · Komentarze(0)
Psalm o nożu w plecach, Przemysław Gintrowski


Poranek... budzik dzwoni po raz n-ty, i po raz n-ty go uciszam... po dobrych 40 min zmagań z pobudkami... uświadamiam sobie, że święta się skończyły i jednak wypadałoby pojechać do pracy... Szybkie zbieranie się, śniadanie i wyjeżdżam z zajeb...ym opóźnieniem. Cóż.
Jadę po szosach jedynie na Wirku skracam nieco terenem, liczę na to że nie będzie zbyt dużo błota i nie mylę się, te jest tylko na odcinku może 50m...
Chociaż czasami to wystarczy.
Drogowcy kończą część ulic, a zaczynają kopać na kolejnych które mam po drodze, nie żebym się czepiał, ale zima za pasem o oni zaczynają czegoś szukać po asfaltem. Nie wróży to szybkiego końca...
W Katowicach niesamowite korki, w zasadzie cała Panewnicka, aż do Owsianej zawalona samochodami, na szczęście w kierunku do centrum, ale i tak w kilku miejscach wymusiło to na mnie zwolnienie, czy wręcz zatrzymanie się..., za to reszta drogi do Gliwic w zasadzie po pustawych ulicach...
Poranek chłodny, ale to nie dziwi... jeszcze kilka miesięcy i będzie ciepło :)

Fotosketcher - miś z Chorzowskiego zoo © amiga

powrót z Gliwic

Piątek, 8 listopada 2013 · Komentarze(0)
Stanisław Grzesiuk - Bal na Gnojnej


Pora na powrót do domu..., początkowo gnam o szosach, jednak... coś mnie kusi... zmieniam trajektorię..., przejeżdżam całą długość Kończyc i wjeżdżam do lasu, początkowo czerwonym szlakiem, gdzieś na wysokości Wirka odbijam jednak gdzie indziej, dalej po lesie, po błocie, dobrze, że to tylko w sumie niewielkie fragmenty, reszta w zasadzie po prawie suchym. W końcu dojeżdżam do fragmentu lasu, który dość rzadko odwiedzam, jadę nieco na czuja, trochę brakuje mi czołówki i kompasu, jednak jakoś udaje się dotrzeć w pobliże Panewnik... Starczy na dzisiaj reszta po szosach i w końcu jestem w domu..., pięknie było... jednak las ma w sobie to coś, niezależnie od pory roku.

Wiewiórka z parku Kościuszki © amiga

do pracy o poranku...

Piątek, 8 listopada 2013 · Komentarze(0)
Dresden Dolls - Night at the Roses


Dzisiaj jest już nieźle, trochę odespałem, za to rower dalej zaniedbany, trudno w weekend będzie dla niego chwila. A teraz pora się zbierać i do pracy. Ubieram się jak zwykle..., wychodzę i... czuję że jest niesamowicie ciepło. Spoglądam na termometr - 12 stopni... a ja ubrany tak na +5.
Nie pada, za to drogi mokre jeszcze..., gdzieś na horyzoncie pokazuje się słońce..., piękny poranek, piękny dzień. Gnam do pracy, dzisiaj trzeba dokończyć kilka projektów... jadę po szosach..., całkiem sorry ruch, w zasadzie nie powinno to dziwić, w piątek prawie zawsze tak jest. Trochę jak na złość zatrzymują mnie wszystkie światła, dodatkowo na kilku innych skrzyżowaniach muszę stanąć lub zwolnić, a 2 przypadkach wlokę się za ciężkim sprzętem...
Dojeżdżam do firmy, standardowo szybki prysznic i do pracy.


W parku Kościuszki - z archiwum © amiga