Wpisy archiwalne w kategorii

W jedną stronę

Dystans całkowity:87899.67 km (w terenie 13786.08 km; 15.68%)
Czas w ruchu:3963:11
Średnia prędkość:22.18 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:341916 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3366060 kcal
Liczba aktywności:2567
Średnio na aktywność:34.24 km i 1h 32m
Więcej statystyk

do pracy

Wtorek, 31 lipca 2012 · Komentarze(3)
"BIKE SONG" - Prayers For Atheists


Rano standardzik, droga identyczna jak zawsze, może trochę chłodno ale to tyle. Jechało się całkiem przyjemne, na drogach dziwnie mały ruch, dzięki temu nie miałem niepotrzebnych przerw na skrzyżowaniach. Średnia wyszła dość przyzwoita, jestem z niej zadowolony, chociaż dalej czuję ostatni wypad w góry, ale to może przez siniaki na nogac :P.

Kaczki w lasku makoszowskim © amiga


Odbicie w wodzie © amiga


lasek makoszowski o poranku © amiga


Iwa Specjalnie dla ciebie wystawiam oryginał zdjęcia tego z odbicia w wodzie.
Staw w lasku makoszowskim © amiga
Obróbka polegała na przycięciu, odwróceniu foty i zmianie kolorystyki

Do pracy

Poniedziałek, 30 lipca 2012 · Komentarze(3)
Nazareth - My White Bicycle


Ciężki poranek, nie chce się wstać, nie chce się kręcić, nic się nie chce. Wstaję później niż zwykle, wyjeżdżam później niż zwykle, ale... gdy tylko wsiadłem na rower, gdy zakręciłem kilka razy... . Soki zaczynają szybciej krążyć, budzę się, chce mi się jechać, chce mi się, żyć, po takim weekendzie wszystko jest piękniejsze. Sama trasa to standard, bez żadnych udziwnień, zaliczone kilka podjazdów i w zasadzie tyle.

Stan aktualny Manfreda © amiga

Kropiło, kropiło, na szczęście się uspokoiło

Poniedziałek, 30 lipca 2012 · Komentarze(0)
Red Hot Chili Peppers - Bicycle Song


Jest 16:50. Wyjeżdżam z pracy, pogoda nieciekawa, coś krąży na niebie, chmury nie wyglądają przyjaźnie, trzeba gnać do domu. Jadę może nie najkrótszą trasą, ale moją częściowo leśną, przeżyłem już tu kilka burz, więc w razie czego kolejna nie zrobi mi różnicy, a przynajmniej będę miał kilka podjazdów i trochę wertepów, błota... . Co jakiś czas zaczyna kropić, chwilę później przestaje. Taką zmienną pogode mam aż do domu.

Dzisiaj może uda się pójść wcześniej spać, muszę odpocząć, jak mawiał Adaś Miałczyński.

W lesie Panewnickim © amiga


Droga w lesie Panewnickim © amiga

Mgliście zajebiście

Piątek, 27 lipca 2012 · Komentarze(10)
Radio Bagdad - Giną jak we mgle


Piatek..., wstaję spoglądam za okno jest piękna mgła, jestem zachwycony, czym prędzej się zbieram i wyjeżdżam. Lubię taki klimat, lubię te kropelki osadzające się na rękach, twarzy... Jazda dzisiaj to czysta przyjemność, chociaż w lesie miejscami widać max na 20m ;) Kilka razy staję, grzechem byłoby tego nie sfocić.
Brakuje mi do szczęścia tylko jednego.... temperatury poniżej zera, tak by osadziła się szadź, ale na to jeszcze muszę trochę poczekać, pewnie do października, może dłużej... . Wszystko w swoim czasie, nie ma się co spieszyć,

Czas coraz bardziej zap...a i za diabła nie można go zatrzymać.


Mgliście zajebiście.... © amiga


Horror Show.... © amiga


Silent Hill ? © amiga

Powót, uszkodzona opona, masakra krytyczna Katowice...

Piątek, 27 lipca 2012 · Komentarze(12)
Waldek Tour - Szczęśliwej drogi już czas


Powyższy kawałek dla tych którzy wyryszają rowerami na wakacje w ten weekend ;), zresztą też wybieram się w Beskidy ;)

Pokręcony dzień, rano zauważyłem, że rozwaliłem kolejną oponę w tym sezonie, cały czas czekam na posadę testera w firmie rowerowej. Tym razem rozpruta została opona Kenda SBE na długości ok 10cm, przy obręczy (przejechane 1700km). W ciągu dnia kupiłem nowego Maxxisa Crossmarka, zobaczymy ile na nim pojeżdżę.

Ok 16:00 zaczynam się zbierać, wymieniam przy okazji uszkodzoną oponę i ruszam tym razem asfaltami, centralnie przez Zabrze, Rudę Śląską, Świętochłowice, Chorzów i Katowice. Myślałem, że pojadę szybciej, okazało się, że... jazda na czerwonej fali skutecznie spowalnia podróż. Ostatnio gdy jechałem na masę moją standardową trasą, to pomimo, że było 10km więcej przejechałem ją w podobnym czasie. Fuck....

Docieram na miejsce 2 minuty przed czasem i szok.... jest ledwie 11 osób + ja, to nie masa, to maska. To karykatura tego co powinno być w tak dużym mieście jak Katowice.
Po objeździe Katowic rozmawiamy dłuższą chwilę z Łukaszem na dolinie 3 stawów i ... spróbujemy rozruszać tą imprezę, najbliższy sprawdzian za miesiąc, niewiele czasu... . Szukamy więc kontaktu z dotychczasowymi organizatorami masy w Katowicach, ciężko powiedzieć czy już im się nie chce, czy nie mogą, może pora zmienić formułę tego spotkania. Mile widziane są też osoby które chciałby by wspomóc nas w tych działaniach. Im będzie nas więcej tym lepiej. Co z tego wyjdzie to się okaże.

Mam nadzieję że udam nam się Katowiczanie pozbierać i pokazać, że to NASZE
MIASTO i rower jest najlepszym środkiem komunikacji.

Ech.... jak sobie przypomnę Masę Zagłębiowską....

świętochłowice przepraszają © amiga


Maska krytyczna 1 © amiga


Maska Krytyczna 2 © amiga


Maska krytyczna 3 © amiga

dopracowo...

Czwartek, 26 lipca 2012 · Komentarze(2)
KAZIK NA ŻYWO - Plamy na słońcu


Poranek, kolejny w tym tygodniu dojazd do pracy, znowu po imprezowym wieczorze przy grilu, znowu mam problem się pozbierać. W końcu ruszam ok 7:05, początek trasy całkiem miły, jest sucho, jedzie się szybko, jednak już za Halembą w lesie zaczyna być ciutkę mokro, pierwotnie chciałem pojechać przez hałdę w Sośnicy. Przejeżdżając przez jeziora w Makoszowach zrezygnowałem z tego zamiaru i pojechałem szosą odbijając na plac budowy w lasku Makoszowskim.

Jest kilka kapel do których wracam jak bumerang i kilka płyt które kocham, po raz kolejny odpaliłem dzisiaj KNŻ - Bar la Curva, po prostu obłęd.

Wrażenia z nowej kasety są takie, że na Górnym Śląsku używam w zasadzie 3 najmniejszych koronek + blat ew. średnia koronka z przodu. Dzisiaj próbowałem się przekonać do pozostałych przełożeń, ale to nie na ten teren, jest zbyt prosty, zbyt łatwy... zero wyzwań....

... i dlatego szukuje się weekend w Beskidach - być może caaałe 2 dni rowerowe z jakimś noclegiem.

O poranku w lesie... © amiga


Poranek podeszczowy © amiga


Zabrze Makoszowy © amiga


porankowo w Zabrzu © amiga

Na Śląsku pada deszcz...., czyli powrót z mokrym pampersem

Czwartek, 26 lipca 2012 · Komentarze(4)
AVANTASIA - Carry Me Over


Jest 16:30, wychodzę z firmy i pełne zaskoczenie leje... Dzisiaj jakoś nie spojrzałem na prognozy pogody, tylko.... co by to zmieniło ? Zakładam kurtkę przeciwdeszczową i jadę. Zastanawiam się nad trasą po szosach, ale mijając znak "Zabrze" okazuje się, że jest sucho..., zdejmuję kurtkę, skręcam w lasek Makoszowski, dalej Makoszowy - wbijam się w las, wyjeżdżam w Halembie i tutaj znowu zaczyna kropić, ech... nie nie chce mi się po raz kolejny grzebać w placaku, jadę dalej, jest coraz gorzej, ale nie tragicznie. W zasadzie to specjalnie mi ten deszczyk nie przeszkadza, jedyna wątpliwa przyjemność to mokry pampers...

Fot nie robiłem, aura jakoś mi nie sprzyjała, myślałem głównie o tym aby jak najszybciej wrócić do domu. Więc fotka zastępcza z ok 2005 roku ;) zrobiona Nikonem Coolpix 4100
Zachód słońca © amiga


Ps. Miłego wieczoru, ja mam kolejny dzień francuski.

dodom poserwisowo

Środa, 25 lipca 2012 · Komentarze(12)
Ampersand - "Who Killed Amanda Palmer"


Dzisiaj grubszy serwis Manfreda, zmiana kasety, łańcucha, konusów i kulek + wymiana środka suportu. Do domu wracam okrężnie, chcę pobawić się nowymi szpejami, chcę wyczuć nową kasetę, pierwszy raz mam cudo 11-34 normalnie jeździłem na 11-28. Wrażenie są proste, na 100% jesienią wracam do 11-28 SLX. Na trasie brakowało mi czegoś za to za dużo miałem pod górkę zębatek. Nawet w Iwkowej korzystałem z kasety 11-28. Zobaczymy jak w weekend sprawdzi się ta konfiguracja (czeka mnie Beskid Żywiecki i/lub Śląski). Przy "ścianiach" dalej mam problem z podnoszeniem przedniego koła, q..wa chyba zmieni ęmostek.
W każdym bądź razie wybralem sie prze Chudów, Mikołów, Podlesie do domu, a tam czekał n a mnie grill ;) i wódka,a na koniec Adovcat o smaku kawy, lubię go w wersji z lidami. Ostatnio zapomałem jak smakują, dzisieaj była okazja sobie o tym przypomnieć.

Patrz bocian, jesteśmy uratowani.... © amiga


Sopelek - wyciąg narciarski © amiga


Wyciąg narciarski © amiga


I kto najlepiej robi grilla © amiga


Adocad diabła © amiga


Serwis
1) Wymiana kasety - nowa to LX 11-34
2) Wymiana łańcucha - HG-53
3) Wymiana konusów i kulek w tylniej pieście
4) Wymiana środka suportu ACCENT BB-EX PRO

Przy okazji Grilla miałem okazję przypomnieć sobie koncert Pink Floydów The Wall.

Pink Floyd - The Wall (1979)


Miłego odsłuchu

Sennie, dopracowo... przez plac budowy

Środa, 25 lipca 2012 · Komentarze(6)
Andrzej Grabowski & Ptaszyska - Jestem jak motyl


Środa rano, ciężko jest się dobudzić, do pracy wyjeżdżam późno 7:20, na dokładkę jestem zmęczony, wczoraj skończyłem dzień trochę po północy.

Jadąc potrzebowałem dobre 40min aby się rozkręcić, dopiero po minięciu Rudy Śląskiej krew zaczyna szybskiej krążyć, zaczynam się budzić. Przed Kończycami w lesie wlokę się dla odmiany za spychaczem, nie ma jak go wyminąć, dobre 2km z prędkością nie przekraczająca 20km/h. Szkoda czasu. Przed Makoszowami spotykam na starszego gościa zbierającego grzyby, jest chwilę w lesie, ale już ma całą reklamówkę prawdziwków, mniam... . Ruszam dalej, w końcu jadę do pracy a nie na grzyby ;), przystaję jeszcze na chwilę w lasku makoszowskim i obserwuję budowę DTŚ-ki, w zasadzie od dobrego miesiąca jeżdżę przez plac budowy, w wielu miejscach jest zakaz jazdy, zakaz poruszania się nawet pieszo... i co z tego, skoro to moja droga do pracy, a rowerem przejadę ;)

Własnie zauważyłem, że przekroczyłem liczbę km przejechaną w całym zeszłym roku, a mamy dopiero lipiec ;)

Rower trafił w końcu do serwisu, czeka go wymiana konusów (w tylniej piaście), kulek, kasety, łańcucha, być może środka suportu (mają mi go sprawdzić). Będzie trochę zabawy. Na wieczór dzisiaj lub jutro zostawiam sobie wymianę oleju w hamulcach.

Budowa DTŚ © amiga


Bo do walca trzeba... © amiga


Przerabiamy las na trociny © amiga

do pracy

Wtorek, 24 lipca 2012 · Komentarze(12)
Кукрыниксы - Пой же пой на проклятой гитаре


Dzień jak co dzień, jedynie jakoś wyjątkowo dobrze kręciło się z rana, w komplecie las, zieleń, i ten Týr na uszach (fantastyczna muzyka, niesamowicie pobudzająca).
Rano jednak standardowo miałem problem się zwlec, wczoraj wizyta u szwagra związana z przygotowaniem wylotu do kraju żab, potwierdzenie rezerwacji biletów i na koniec udana próba wskrzeszenia BlackBerrego. W efekcie do domu wróciłem o północy.

W pracy myślę tylko o jednym, porannej kawie.


Poranna kawa... © amiga