Wracam do domu, niebo coś nieciekawe, mam wrażenie że coś się święci... niedobrze. Cały dzień był "nieprzytomny", nic się specjalnie nie chciało. Zmęczenie dawalo się we znaki. Dodatkowo temperatura i duchota podczas powrotu dawały się we znaki, ale w końcu co to te 30km :), już robiłem większe numery... . Kilka razy zdarzało mi się jechać w góry w najgorętszym dniu roku ;), w zasadzie dotyczy tu kilku ostatnich lat :)
Dzisiaj zaprowadziłem Manfreda do serwisu na przegląd amorka, w końcu należało mu się po 1.5 roku, droga sprawa to zgrzytający suport. Łożyska dołożone do accentowskiego wynalazku niestety nie zdały egzaminu, wutrzymały ok 700km. Paskudnie. Trzeba na szybko zamówić właściwe, dużo bardziej wytrzymałe. Ważne, że jest jużdo czego je wsadzić.
Rano gorąco, znowy jestem wypompowany (kolejny cięzki wieczór), znowy wyjeźdżam po 7:00. Muszę w końcu wyluzować, odespać, ale na to jeszcze nie czas, najwcześniejszy wilny termin to po 24 sierpnia. Na drogach wyjątkowo mały ruch, jedzie się szybko i przyjemnie, baranów drogowych w zasadzie nie ma. Za to jest całkiem sporo rowerzystów, to dobrze, gdyby jeszcze tak dotarli czasami an masę w Katowicach?
Fotka zastępcza, coś ostatnio nie mam weny, może dlatego, że krajobraz niewiele się zmienia, drogę znam abyt dobrze, chyba muszę ją urozmaicić nieco, byle do wekendu..., będzie się działo
Wychodze z firmy jest nieco przed 17:00, siedząc w środku nie zauważam zmian w pogodzie, a od rana nieco uległa modyfikacji. Zaczyna kropić, chwila zastanowienia i... jadę szoszami do domu, średnio mam ochotę dzisiaj na kąpiel. Więc jadę przez Sośnicę, Maciejów, Kończyce, Bielszowiece, Wirek, Kochłowice, Panewniki, Ligotę, Piotrowice i Ochojec. Do granicy Katowic było jeszce w miarę ok, później rozpadało się bardziej, na ulicach pojawiły się kałuże, więc w efekcie pampers mokry. Zatrzymuję się na chwilę w pobliżu akademików, aby pstrynąć jakieś fotki i lecę dalej, szkoda czasu, tym bardziej, że dzisiaj wieczorem jestem umówiony w centrum. Czasu mam niewiele.
Ps. Chyba pobiłem mój prywatny rekord czasu przejazdu na tej trasie :)
Wczorajszy wieczór znowu niestandardowy, wpadł kumpel z kompem do z uszkodzoneym systemem, trudno, postawienie całości na nowo + przeniesienie danych zajęło 2 godzinki, a później mała wizyta w kinie. Wybór padł na Prometeusza, on jest miłośnikiem SF i dziwnych filmów typu Batman, Spiderman, Superman itd, ja nie znoszę filmów na podstawie komiksów, tego nie da się oglądać na trzeźwo, przynajmniej ja nie jestem w stanie tego zrobić. Za to prequel "Obcego - 8 pasażera" czemu nie. Nie spodziewałem się wiele po tym filmie, zresztą jak po wszystkich superprodukcjach Hollywoodzkich. Fabuła czasami nie trzyma się kupy, chwilami przewidywalna akcja, ale do objerzenia. Wolę jednak cześć pierwszą tzn "Obcy, 8 pasażer Nostromo", do której zdarza mi się wracać, po latach. Może dzisiaj ją obejrzę...
Wracając do wyjazdu to droga klasycznia, bez przygód, bez kaca, jedynie z rozkręceniem miałem problemy, dopiero po 30 min zaczęło mi się dobrze jechać, nogi pracowały tak jak powinny. Chyba pora pomyśleć nad jakimś nieco dłuższym wypadem, tylko zastanawiam się gdzie i... kiedy. W zasadzie plan na kilka kolejnych weekendów już mam i... są to niestety plany raczej nierowerowe.
Fotka zastępcza z jury KC z okolic Zabierzowa, czasu w tym roku coraz mniej, a muszę jeszcze zaliczyć rowerem Ojców.
Piękny sierpniowy poranek, tylka, ja czemuś znowu jestem zmęczony. Może dlatego, że znowu zajęty byłem obniżaniem pulsu u szwagra do pierwszej w nocy? Jeszcze rano czułem skutki tego zabiegu, ale po śniadaniu już krew zaczęła szybciej krążyć, już było dobrze, za to kręcenie niespecjalnie mi szło. Chyba taki dzień, muszę na chwilę zwolnić, żeby przyspieszyć później, w końcu organizm też musi się kiedyś zregenerować. W lasku makoszowskim przystaję na chwilę i wdrapuję się na nasyp kolejowy, tyle razy przejeżdżałem pod nim, teraz przyszła kolej na wdrapanie się na górę, przynajmniej wiem już co tam jest i... czego nie ma.
Poranne kolejowe foty, pora kończyć ten wpis i na kawę :)
Powrót z pracy standardową drogą, bez odchyłek, specjalnie jesnak nie miałem ochoty na kręcenie, chyba dopadł mnie faktycznie lekki kryzys. Po OTB w Beskidach lekko boli mnie ramię, ale co tam nie łamię się :), przynajmniej wiem, że nie mam osteoporozy ;P
W drodze dzwoni do mnie Filip, będzie w okolicy i chce oddać czołówkę, umawiamy się wstępnie koło liceum w Ochojcu, jednak przyjeżdżam przed czasem i jadę im na spotkanie do lasu w Ochojcu i... tuż po wjeździe szok. Jest nowa nawierzchnia ;), rewelacyjnie, jeszcze tylko musi się ubić ten grysik i będzie można po tym jeździć.
Niby trochę mało, ale zmieściełem się w planie lipcowym. Cykloza w pełni rozwinięta, kolene lata mogą być tylko na +, nie ma innej możliwości.... Spodobał mi się uphill i downhill w górach. Czekam na kolejne wyzwania... Korci Pilsko.
Rano standardzik, droga identyczna jak zawsze, może trochę chłodno ale to tyle. Jechało się całkiem przyjemne, na drogach dziwnie mały ruch, dzięki temu nie miałem niepotrzebnych przerw na skrzyżowaniach. Średnia wyszła dość przyzwoita, jestem z niej zadowolony, chociaż dalej czuję ostatni wypad w góry, ale to może przez siniaki na nogac :P.
Ciężki poranek, nie chce się wstać, nie chce się kręcić, nic się nie chce. Wstaję później niż zwykle, wyjeżdżam później niż zwykle, ale... gdy tylko wsiadłem na rower, gdy zakręciłem kilka razy... . Soki zaczynają szybciej krążyć, budzę się, chce mi się jechać, chce mi się, żyć, po takim weekendzie wszystko jest piękniejsze. Sama trasa to standard, bez żadnych udziwnień, zaliczone kilka podjazdów i w zasadzie tyle.
Jest 16:50. Wyjeżdżam z pracy, pogoda nieciekawa, coś krąży na niebie, chmury nie wyglądają przyjaźnie, trzeba gnać do domu. Jadę może nie najkrótszą trasą, ale moją częściowo leśną, przeżyłem już tu kilka burz, więc w razie czego kolejna nie zrobi mi różnicy, a przynajmniej będę miał kilka podjazdów i trochę wertepów, błota... . Co jakiś czas zaczyna kropić, chwilę później przestaje. Taką zmienną pogode mam aż do domu.
Dzisiaj może uda się pójść wcześniej spać, muszę odpocząć, jak mawiał Adaś Miałczyński.