Wpisy archiwalne w kategorii

Solo

Dystans całkowity:86682.07 km (w terenie 14611.30 km; 16.86%)
Czas w ruchu:3846:14
Średnia prędkość:22.54 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:321037 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:3340130 kcal
Liczba aktywności:2661
Średnio na aktywność:32.57 km i 1h 26m
Więcej statystyk

ech ta pogoda....

Wtorek, 25 czerwca 2013 · Komentarze(0)
STRACHY NA LACHY - Raissa


Kolejny poranek, dalej czuję zmęczenie, jeszcze nie spłaciłem długu, dalej jestem niedospany. Na dokładkę ta pogoda za oknem.... Zbieranie się idzie marnie... wychodzę ok 7:20... w teren nie wjeżdżam, nie ma sensu... Pozostają szosy. Jak to we wtorki ruch dość spory, ale cóż, chyba pora się przyzwyczaić. Dmucha silny wiatr, po raz kolejny mam wrażenie, że nie z jednego kierunku tylko różnych, może nie jest tak silny jak wczoraj ale, odczuwalny. Place budowy w Rudzie Ślaskiej o Zabrzu zmieniły się w błotne czeluście. Trzeba mocno zwolnić, aby przez to przejechać. Z drugiej strony już od dłuższego czasu nic się tutaj nie dzieje..., wypadałoby to skończyć..., chyba...


W drodze na Czupel © amiga

Lato, lato, gdzieżeś ty?

Wtorek, 25 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Bracia Figo Fagot i Sztefan Wons Zobacz dziwko co narobiłaś


Kolejne wyjście, tym razem nieco wcześniej. Zrzucam z blatu, dzisiaj się oszczędzam, chcę odpocząć. Pogoda dalej nijaka, dalej jesienna.... Gdzie się podziało lato? Też ma go nie być jak i wiosny? Obłęd.
Cóż zrobić, jadę szosami, mijam kolejne miasta, kolejne dzielnice, na szczęście nic wielkiego na szosach się nie dzieje, za to po raz kolejny wiatr niemiłosiernie wieje, i po raz kolejny za diabła nie jestem w stanie określić z jakiego kierunku.... raz jest to północ, raz zachód, a ra wschód, jedynie od południa nie wieje.... tylko co to zmienia... Już chyba wolę jechać cały czas po wiatr...
Docieram do domu..., już mi sięnie chce myć roweru, może jutro się uda....?

W drodze z Czupla © amiga

Po harcorowym weekendzie

Poniedziałek, 24 czerwca 2013 · Komentarze(0)
Kult - Chodźcie chłopaki


Po mocno rowerowym weekendzie czuję delikatne zmęczenie... W zasadzie to za diabła nie mogę się dobudzić. W końcu jednak budzik wygrywa...
Czuję te przejechane km, tą wycieczkę z buta na Czupel. Piękny weekend :)....
Za to za oknem szaro..., prognoza wskazuje, że przez cały dzień gdzieś po okolicy będą krążyć deszcze.

Na zewnątrz wychodzę późno...., jest ok 7:25. Lecę po szosach..., dzisiaj nie mam melodii do szaleństw, tym bardziej, że pamiętam co się wczoraj działo na krótkim odcinku z Rudy Śląskiej do Panewnik.
Na szczęście nie ma jakiegoś wielkiego ruchu na ulicach, mogę jechać spokojnie, nie męcząc się..., pewnie miną ze 2 dni zanim zupełnie odreaguję/odeśpię spotkanie integracyjne.
Początkowo mam założoną przeciwdeszczówkę (w chwili gdy wychodziłem, kropił deszcz), jednak w okolicach Wirka jestem ugotowany, jest mi gorąco, zdejmuję ją... wszystko mokre/upocone.... na szczęście przestało padać, a bluza schnie w ciągu 5 minut :)
Zaskakuje mnie brak korka w Zabrzu, chyba zmienili organizację ruchu w rozkopanym Centrum Południe..., może to i lepiej? A może zaczęły się już wakacje?

Wisła w okolicach Goczałkowic © amiga

z wiatrem , a może pod wiatr?

Poniedziałek, 24 czerwca 2013 · Komentarze(0)
KULT - My chcemy trzymać w garści świat


Powrót z pracy, ciężko, czuję dalej lekkie zmęczenie i efekt niedospania. Wsiadam na rower i ruszam, jadę, na ulicach „Sajgon”. Tysiące samochodów pędzących we wszystkie strony, źle się jedzie, na dokładkę mam silny wiatr, początkowo wydaje mi się, że wieje od zachody, jednak w trakcie jazdy czuję silne boczne podmuchy z różnych kierunków, kilka razy chwieje rowerem, ale jakoś udaje się utrzymać równowagę. Słuchając informacji słyszę, że zalało, Czechowice, Goczałkowice, podlało kilka innych miejscowości przez które wczoraj gnaliśmy... Masakra... wystarczył jeden dzień różnicy, jedna ulewa... i musielibyśmy wracać rowerami wodnymi...

Rusałki on the Żywiec lake :) © amiga

Kurierka i powrót do domu...

Czwartek, 20 czerwca 2013 · Komentarze(2)
System Of A Down - Toxicity


Kończę powoli pracę..., telefon... czeka mnie wizyta w sklepie i kurierka :), cieszę się, że będzie okazja odwiedzić przyjaciół, chociaż przez chwilę. Dzisiejsze plany dość napięte, dokończyć przygotowania do wyjazdu... Jadę chyba najkrótszą drogą na Helenkę. Temperatura i słońce daje popalić..., czuję zmęczenie..., na miejscu mija godzina na rozmowach, stygnę... i niestety muszę lecieć do domu. Wychodzę na zewnątrz, temperatura jakby niższa, tylko co z tego jak dalej jest powyżej 30 stopni. Droga mija względnie szybko. W Kończycach chwila zastanowienia, mam dość szos i słońca na dzisiaj, chcę do lasu, może będzie chłodniej? Jednak płonne moje nadzieje, jestem już na ścieżce leśnej na Halembę. Dalej parno, dalej duszno...., pot się leje strumieniami. Jeszcze tylko podjazd na Panewniki i jestem domu. Wizyta w sklepie, trzeba uzupełnić płyny... Trzeba się dobrze nawodnić, jutro ma być podobnie... Będzie prze..., przefajnie ;)

W Beskidzie Małym - do zobaczenia jutro :) © amiga

z pomarańczowym żaglem...

Czwartek, 20 czerwca 2013 · Komentarze(5)
Piersi - Bedziemy piwo pić


Czwartek, jakoś raźniej mi się dzisiaj wstawało, może dlatego, że dzisiaj po raz ostatni w tym tygodniu jadę do Gliwic, od jutra zaczyna mi się weekend, nieco przedłużony weekend. Cały czas mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda się trochę pojeździć, pozwiedzać…
Poranek ciepły, ale w końcu mamy prawie lato, szybkie śniadanie, przygotowanie wehikułu, pakowanie gratów i z wielkim pomarańczowym plecakiem jadę do Gliwic. Nie przepadam za takim żaglem na plecach, ale od czasu do czasu… z drugiej strony przywykłem do obciążenia na plecach przynajmniej kilku kg. Więc 5/6 kg w jedną w drugą specjalnie różnicy nie robi.
W trakcie jazdy czuję, że kolejny dzień wieje od wschodu, w zasadzie to dobrze, plecak nie będzie tak ciążył. Jadę po raz kolejny po szosach, to w końcu najszybszy możliwy wariant przejazdu, chyba, że spróbuję opracować coś innego omijającego skrzyżowania, place budowy, korki w Zabrzu. Korci aby przetestować starą drogę Mikołów-Gliwice, tyle, że się jej obawiam, tam dalej nikt nie przejmuje się ograniczeniami, a gdy przypomnę sobie węzeł w Sośnicy to ciarki przechodzą po plecach. Chociaż może…, zbliża się w końcu sezon urlopowy.. już za kilka dni ruch powinien zmaleć o jakieś 30%. Drogi opustoszeją, znikną studenci, rodzice dowożący pociechy do szkół…
Większość trasy dzisiaj przebiegła bez większych odstępstw, klasycznie światła, korki, przebudowa itp. Rozeźliła mnie jedynie jakaś kobiecina która już w Gliwicach skręciła ni z gruchy nie z Pietruchy z lewego pasa prosto mi pod koła, przejeżdżając mój pas i wjeżdżając w boczną drogę, chyba zauważyła swój błąd/manewr, bo przepraszała… tylko co z tego… chwila mojej nieuwagi i … a co ta… idioci też muszą istnieć na tym świecie, bez nich życie nie byłoby takie kolorowe…, przejazdy do pracy byłyby nudne jak flaki…., przynajmniej jest o czym wspomnieć na blogu :P


Kanał lodowy - BikeOrient 2013 - Dolina Warty - fotoshetcher © amiga

poranek, czas ruszyć do pracy...

Środa, 19 czerwca 2013 · Komentarze(2)
Bloodwork - A Truth Deceived


Środa, pora wstać, pora ruszyć do pracy. Ten pierwszy punkt jest nieco problematyczny, w końcu udaje się wyjść ok 7:15. Masakra.... Znowu postanawiam polecieć po szosach, znowu będę próbował oszukać czas.
Ruszam. Na szosach małe wyrojenie, w zasadzie na całej długości coś... światła, korki, kierowcy wariaci... Najgorszy fragment od Rudy Śląskiej - Wirka do Zabrza Kończyc, oczy dookoła głowy, cały czas trzeba uważać. W Gliwicach też niewiele lepiej, spory sznur samochodów na ul. Odrowążów, a budowa średnicówki daje się miejscami we znaki.
Przynajmniej jest ciepło, może nawet nieco za bardzo, znowu wszystko poleci do suszenia..., znowu się spocę, ale czyż nie o to chodzi?
Na szczęście ten tydzień powoli się kończy, jeszcze tylko dzisiaj i jutro i czeka mnie zasłużony nieco dłuższy weekend, może nawet uda się pojeździć ;P

Dzwony jak malowane ;P - fotosketcher © amiga

Spotkanie z Bogdanem

Środa, 19 czerwca 2013 · Komentarze(2)
Uczestnicy
The Beatles - Yellow Submarine


Jest ok 16:30, wyjeżdżam z firmy, jeszcze tylko tel. kontrolny i jadę, mam godzinę czasu aby dotrzeć w okolice Halemby. Początkowo po szosach, jednak szybko zmieniam plany, w Sośnicy już ląduję na hałdzie. W Kończycach wizyta w sklepie i ruszam dalej, dzisiaj nie ma specjalnie czasu na podziwianie okolicy, spieszy mi się.
Dojeżdżam do Halemby, jeszcze kawałek i ląduję nad stawem "Kiszka". Bogdan już na mnie czeka. Siadamy kawałek dalej, chwilę rozmawiamy przy piwie, jednak komary tną niemiłosiernie. Zbieramy się i jedziemy w kierunku Stargańca, prawie całość po terenie, już na miejscu mamy trochę czasu, rozmawiamy ponad godzinę, opróżniając kolejne puszki. W końcu po 20:00 pora rozstać się i ruszyć do domu. Krótkie pożegnanie i każdy jedzie w swoją stronę. Mam jakieś 6km do domu, część przez las, końcówka po szosach.
Pogoda idealna, rozmowa owocna, fajnie było się spotkać po... chyba roku jeżeli się nie mylę... . Liczę na kolejne spotkanie, miejmy nadzieję że nieco szybciej niż za 12 miesięcy :).

Maczek przydrożny © amiga

mamy wtorek

Wtorek, 18 czerwca 2013 · Komentarze(3)
Joe Cocker - Let's Go Get Stoned


Kolejny poranek, budzę się wcześniej, chcę być w Gliwicach przed 8:00. Oczywiście początkowy plan nie wypalił. Wyjeżdżam ok 7:25..., masakra..., pędzę po szosach może chociaż w ten sposób dogonię uciekający czas. Dzisiaj na drogach już nie jest tak miło jak wczoraj. W 2 miejscach w Panewnikach i Bielszowicach jakiś kretyn wyjechał mi z podporządkowanej pod koła... Ostre hamowanie i jest ok... Niektórzy jednak nie powinni mieć prawa jazdy... szkoda gadać.
Zabrze przywitało mnie dla odmiany zajeb...ym korkiem. Już przed znakiem „Centrum południe” stoją samochody. Uciekam na chodnik. Klucze trochę między przechodniami, bikerami, w końcu udaje mi się wydostać z drugiej strony, jeszcze tylko minąć rondko i jestem poza korkiem :) Reszta trasu już na większym luzie. Ci co potrzebowali już dotarli do firm, zakładów pracy. Mogę nieco pogonić. Docieram w wrót firmy. wchodzę, jak przyjemnie... klima działa :)
Ciekawe jaki będzie wieczór, Temp. >30 stopni i zapowiedziane są burze ;P

Różowa róża © amiga

Das Oberschlesische Bier

Wtorek, 18 czerwca 2013 · Komentarze(18)
Zacier - Going to Zion


Dzisiaj urywam się kilka min po 16:00. :), Wychodzę na zewnątrz i... masakra, gorąco, duszno, już kilka sekund później pot leje się ze mnie strumieniami.
Ruszam, nie ma na co czekać trzeba jechać. W Sośnicy skręcam na hałdę. Dzisiaj nieco więcej terenu, a przy okazji mogę zainwestować 2.40 w piwo które zauważyłem już jakiś czas temu w tym miejscu. Nie spodziewam się cudów, ale głupio nie spróbować ;P
Lecę przez lasy, słońce zostało przykryte przez grube chmury, może padać..., lecę najkrótszą droga do domu. No... może nie do końca, na Halembie zamiast na wprost robię delikatny objazd po lesie ;). Szukam miejsca do zrobienia fotki.
Po chwili gdy wszystko się udało, ponownie dosiadam Manfreda, jadę dalej, jeszcze 10km....
W domu jestem maksymalnie ugotowany. Pomaga kąpiel, jednak w sumie jestem zadowolony, dobrze się jechało. Fajne zakończenie dnia :)

Das Oberschlesische Bier ;P niech odmieni oblicze ziemi. Tej ziemi! © amiga