Dzisiaj wyjazd ponownie późno, zegar pokazywał 7:10. W Rudzie Śląskiej trochę kropiło i gdzieniegdzie zrobiło się ślisko. Przekonałem sięo tym na zjeździe z autostrady w Kończycach. Tam przy skręcie w lewo przyglebiłem, przy prędkości ok 30-35km/g (Chwilę wcześniej miałem na liczniku 49km/h). Było gorąco, za mną był sznurek samochodów. Usunąłem się z jezdni i zacząłem szacować straty. W zasadzie poza odrapanym łokciem mi nic się nie stało. Rowerowi przekręcił się lewy róg, złamał się pałąk podtrzymujący zapięcie rowerowe (takie do przypinania roweru na postoju), spadł łańcuch i coś mi dzienie skrzypi. Nie jestem w stanie zlokalizować miejsca pochodzenia tego dźwięku, ale brzmi jakby coś chciało się urwać. Ostatni raz słyszałem taki gźwięk przed zerwaniem śrub ze sztycy. profilaktycznie je sprawdziłem, ale są całe, bez jakichkolwiek uszkodzęń. Przejrzałem spawy, one też wyglądająna na nienaruszone. Chyba odwiedzę dzisiaj kumpla. Może on będzie w stanie określić co to skrzypi.
Dzisiaj kolejny wyjazd dopracowy. Jest piękna pogoda, prognozy też rewelacyjne, trzeba się nacieszyć ostatnini ciepłymi dniami. Pomimo róznych planów na weekend, to większośc nie wypaliła, nie miałem okazji pojeździć ;). Mówi się trudno. Pewnie w któryś weekend uda się to nadrobić.
Powrót z pracy po 17. Trochę późno, ale co tam, najważniejsze, że mogę pojechać na rowerku. Jadę nieco okrężnie omijając sporym łukiem Halembę, w zamian zyskuję możliwość podziwiania kilku ciekawych miejsc na wysokości Paniówek. Jest niesamowicie przyjemnie, ciepło, kilka razy przystaję by strzelić fotki. W jednym z takich miejsc napotykam setki ptaków, które krążą nad okolicą, całość zachowuje się jak jeden wielki organizm, szum skrzydeł jest powalający, nie do opisania. Jestem w szoku, pod wrażeniem, jest pięknie :)
Wyjazd z Gliwic dość późno ok 17:00, jednak specjalnie mi się nie spieszyło i pojechałem najfajniejszym wariantem trasy z Gliwic, przez hałdę Makoszowy, później okrężną drogą omijając szerokim łukiem Rudę Śląską. Dzięki temu ominąłem większość niebezpiecznych fragmentów prowadzących ruchliwymi drogami, tzn Makoszowy, Kończyce i Rudę Śląską. Poniżej 2 fotki zrobione na wysokości Paniówek gdzieś pomiędzy Zabrzem a Halembą.
Poranek chłodny. termometr pokazywał niby 8 stopni, ale coś mu nie wierzę. Gdy wyszedłem na dwór okazało się, że wieje lekki, ale za to zajebiście zimny wiatr. Ubrałem się nieco cieplej, ale i tak czułem chłód, żałuję, że nie wziąłem pełnych rękawiczek. Przez pierwsze kilka km miałem wrażenie, że palce mi odpadną. Na szczęście temp dość szybko rosła i już po 30-40 min było prawie dobrze.
Dzisiejsze plany w zasadzie poszły się je..ć. Umówiłem się z kuzynem, na odwiedziny sklepu rowerowego w Rudzie (następny być może bikestatsowicz, w przyszłości) i gdy kierowałm się już w kierunku Rudy Śląskiej dowiedziałęm się, że jednak nie dziś, że nie może, bo ... . Nieważne. Trochę szkoda, bo przepadł mi inny wyjazd rowerowy. Jednak nie chciałem stracić popołudnia/wieczora więc wybrałem się nieco okrężną trasą do domu. Bardziej terenową, leśną, hałdową ... . Dawno nią nie jechałem, zawsze było coś. Chyba zapomniałem co to znaczy pojeździć na rowerze, ostatnie kilka miesięcy to zapierdalanie na rowerze do pracy i z powrotem, a w końcu nie o to mi chodziło gdy kupiłem rower. Miały być, dłuższe i któtsze wycieczki. Fakt, że musiałem popracować nad kondycją, ale gdzieś mi umknął taki drobny szczegół, jak przyjemność obcowania z przyrodą. Przyjemność focenia. Ech. Muszę się poprawić.
Ps. tytył wpisu był pierwotnie inny, ale został "złagodzony" na prośbę Anetki Oryginalny to ostatnie zdanie wypowiedziane przez kierowcę motocykla w filmiku na końcu wpisu
Chyba pora popełnić Seppuku. Nie udało mi się dzisiaj wykręcić średniej 30km/h. Kosma100 nie będzie chciała już ze mną nigdzie jechać :( . Nie mam po co żyć.
Powrót raczej standardowy, przez Kończyce. Początkowo jechało mi się średnio. Dopiero po ok 30 min jazdy rozkręciłem się na tyle, że jazda sprawiała mi przyjemność.
Powrót z pracy nieco dłuższą drogą - przez całą długość Zabrza Makoszowy. Coś dziwnie dobrze mi się kręciło, gdy w połowie trasy spojrzałem na średnią byłem w szoku. Reszta trasy to w zasadzie walka o utrzymanie średniej. Nie do końca się to udało, niemiej jest to mój najszybszy (jak do tej pory) powrót do domu tą trasa. Ciekawe czy jutro będę w stanie pojechać rowerem do pracy ? ;)