Poranek fantastyczny, jest ciepło, w chwili wyjazdu 12 stopni, W lesie pięknie, na szosach za to spory ruch i masa debili na kółkiem. W Rudzie Śląskiej jakiś kretyn minął mnie na gazetę, w Gliwicach jakiś niezdecydowany zatrzymywał się przy każdym skrzyżowaniu z drogą podporządkowaną zastanawiając się co zrobić dalej, przy czym za każdym razem zajeżdżał mi drogę. Takich kierowców było więcej, za to zabił mnie numer jaki wykręcił mi kierowca koparki, który dobre 2km gonił mnie tym sprzęciorem po lesie. Na liczniku miałem jakieś 25-27km/h, a on tuż za mną, słyszałem dźwięk tłukącego się żelastwa, miałem wrażenie, że jestem Pacmanem, tylko kulek nie było do zbierania. Na szczęście skręcił w jeden z dojazdów na hałdę ;)
Wyjazd z firmy ok 17:00, więc raczej norma u mnie. Jednak dzisiaj jest inaczej, w końcu mogę pojechać w krótkim rękawku, a cześć porannego odzienia powędrowała do plecaka. Temperatura boska ok 22 stopni, nawet wiatr specjalnie nie przeszkadzał. Specjalnie mi się nie spieszyło, gdzie, jak w lesie jest tak pięknie.
Przez ostatnie kilka tygodni goniłem, goniłem i w końcu przegoniłem liderkę klasyfikacji KAC (Kosma, Amiga, Coco), teraz jest mi trochę głupio bo muszę uciekać, a peleton tuż, tuż ;). Zobaczymy jak to się dalej potoczy, w końcu Coco powinien mieć sprawny rower na weekend, Kosma też nie będzie próżnować, masakra ;P
pierdolimy tam politykę ulicę czeka kara kurewska wojna wznosi miasto dla policji pogarda dla imprezy hasło
reprezentuję załogę ziomek pierwsza komercha napierdala się ostro z miastem rap milczy widzą zmianę ludzie
nakręcam konfidentów i biorę pięść wiesz, co to znaczy zaczynamy pierdolić cały honor idzie dookoła po załoga
nie jesteśmy sami nawijasz? dawaj dobrzy ludzie zapierdalają pięść jedzie po dniu
Dzisiaj nietypowo, zacząłem wierszem ;P. Ale pewnie to ta pogoda mnie tak nastraja. Sama podróż dopracowa przebiegła bez większych problemów i komplikacji. W końcu po wielu tygodniach zdjąłem z rowera błotniki, chyba będą już niepotrzebne. Co do opon to decyzja zapadała, będą to Smart Samy, chyba najbardziej uniwersalne opony, nadające się zarówno na szosę jak i w teren. Zobaczymy jak się będą sprawowały, zamówię je zaraz po długim weekendzie. Dzięki za sugestie we wcześniejszym wątku.
Powrót popracowy zdecydowanie w lepszym nastroju niż rano i wczoraj, wiatr zelżał i nieco zmienił kierunek. Jest ciepło, chce się jechać. Tylko raz kierowca ciężarówki próbował mnie rozjechać, niestety nie trafił, nie miał celownika na masce ;). Chwila strachu przy dojeździe na ul.Wiosenną w Zabrzu, myślałem, że wypadnę ze ścieżki i polecę jakieś 2-3m w dół, ale co tam jutro też tedy pojadę :), ta adrenalina, ech...
Kolejny przejazd dopracowy, w nocy padało, więc w lesie sporo błota i rozlewisk, na dokładkę wieje silny wiatr południowo-zachodni. Więc kolejny raz mam 30km do pracy prawie cały czas pod górkę. Może powinienem zacząć halsować, żeby jechało się łatwiej ?
Powrót z pracy nieco wcześniej niż zwykle :), w zasadzie plan (w pracy) na dzisiaj wykonałem w całości, siedzenie dłużej było bezcelowe, tym bardziej, że prognozy na wieczór, są niezbyt ciekawe - ma lać. Ruszam spod firmy i delikatnie kropi, zakładam kurtkę przeciwdeszczową i jadę (zdejmuję ją jakieś 5 km dalej), w zasadzie chyba pełznę, czuję jakbym miał zaciągnięty hamulec ręczny, ale prawdopodobnie związane jest to z wmordę wiatrem (całe 30km). Z górki, gdzie w normalnych warunkach rower sam jedzie >30kmh, dzisiaj toczy się wyjątkowo wolno, 23-24 to maksymalne co udaje mi się wykręcić – wspomagając go. Masakra. Myślałem, że w lesie będzie lepiej, ale gdzie tam, prawie łyse drzewa nie stanowią dla wiatru wielkiej przeszkody. Ważne, że dojechałem, zmęczony, ale dojechałem.
Dzisiejsze fotki (specjalnie nie miałem ochoty na focenie, sorry):
Poranek początkowo nieciekawy, niebo zaciągnięte chmurami, pierwsza myśl, może dzisiaj pociągiem ? Nie, nie ma takiej opcji. Szybkie spojrzenie na new.meteo.pl i nie powinno być źle, może wieczorem ok 17:00 będzie nieciekawie. Więc cóż, pozbierałem się, wyczyściłem nieco rower po wczorajszym przejeździe dopracowym i w drogę. Wyjechałem wyjątkowo późno nawet jak na mnie 7:15. Po drodze zatrzymałem się dopiero w Lasku Makoszowskim pstryknąć kilka fot.
Powrót klasycznie dość późno, wyjazd dopiero po 17:00, jest na tyle ciepło i słonecznie, że specjalnie mi to nie przeszkadza. Jadę ponownie przez ul. Wiosenną w Zabrzu i zaczyna mi się to podobać, kilka razy zatrzymuję się po drodze licząc na to, iż w końcu trafię na coś ciekawego do focenia lecz jakoś mi to nie wychodzi. W miejscach gdzie się czegoś spodziewałem, pustka, jest nijak, poza tym oczywiście, że pogoda piękna. Więc dzisiaj trochę ubogo w foty, ale pewnie odrobię to z rana.
Dzisiaj pobudka ok 6:00, pierwsze spojrzenie w kierunku okna i... widzę, że padało, a może jeszcze pada ? Na szczęście zaczęło się wypogadzać, więc cóż było robić, pozbierałem się i w drogę. Węzeł w Kończycach minąłem ul Wiosenną w Zabrzu i chyba podoba mi się ta trasa :). W lesie sporo nowych rozlewisk (a ostatnio już było prawie sucho), po dojeździe rower umorusany błotem, zresztą ja również. Prognozy na popołudnie są na szczęście zdecydowanie lepsze, pewnie część wody odparuje, więc nie powinno być źle :)
Zamiast wielkiego rowerowego wyjazdu w weekend udało mi się wyrwać jedynie na chwilę w niedzielę późnym wieczorem. Zabrałem ze sobą kumpla, aż dziwne, że się zgodził, może dlatego, że obiecałem mu, iż będzie krótki i powoli ;). Wybraliśmy się więc nad Starganiec (taki staw pod Mikołowem), główny ce to pogadać, w końcu nie widzieliśmy się już jakieś 3 miesiące, a mieszkamy może 200m od siebie. To nie jest normalne.