Powrót z pracy podobną trasą jak poranna. 100% po szosach. Tyle, że nie było już lodu, wilgoci a i temperatura zdecydowanie wyższa. Dobrze się jechało. Trochę boli poranny siniak i miejsce zdarcia skóry ale jakoś sobie dam radę. Jutro kolejny wyjazd rowerowy. Już się na cieszę z tego powodu. Foty przy kolejnym wyjeździe.
Kolejny wyjazd dopracowy w tym tygodniu. Ruszając spod domu miałem wrażenie, że jest dziwnie chłodno. I nie pomyliłem się, temperatura w nocy spadła poniżej 0. Gorzej, że padający wczoraj deszcz zamarzł na jedni. Już na ok 5 km jazdy zaliczyłem glebkę, na zakręcie pomalowanej czerwoną farbą ścieżce rowerowej. Pozbieranie było problematyczne, nogi same się rozjeżdżały na szklance. 2 km dalej widziałem jak w podobnych okolicznościach SEICENTO wpada w poślizg i ląduje na poboczu. Kierowcy i samochodowi na szczęście nic się nie stało. Z duszą na ramieniu kontynuowałem jazdę. Dopiero w Zabrzu gdy temp osiągnęła 5 stopni jechało się naprawdę dobrze, oblodzenie zniknęło z asfaltu.
Cała trasa wyjątkowo po szosach, ostatni wyjazd wyglądał jak rajd ekstremalny. Wszystko obłocone, wszystko do mycia prania … .
W kilometrówce uwzględniony jest jeszcze wczorajszy wyjazd do bankomatu - 1.95km
Pierwszy wyjazd dopracowy po przerwie zimowej. W końcu .. długo czekałem a poprawę pogody. Droga standardowa tzn. częściowo po lesie. Miejscami wydawało mi się, że kajakiem było by prościej. Przy wyjeździe w okolicach Starej Kuźni nadziałem się na błoto do kostek na dodatek w terenie pod górkę całość do kompletu rozjeżdżona przez ciężki sprzęt budowlany. Coś kombinują przy hałdzie ... . W efekcie jechałem prawie 1:40 i do Gliwic dotarłem up...ony do pasa. Błotniki niewiele pomagały. Może nie zgrzytało mi jedynie w zębach :) Zdjęć nie robiłem :( Poprawię się wracając do domu.
Jak się pojechało do pracy to trzeba wrócić. Myślałem, że trasę powrotną zaliczę po szosach, ale gdzieś tam z tyłu głowy diabełek doradził, aby zmierzyć się z poranną trasą. Specjalnie nie robiło mi to różnicy. Wszystko co miałem na sobie i tak nadawało się do prania :). Cóż pojechałem częściowo po lasach. Maź zwana błotem wysysała skutecznie moje siły, w dwóch miejscach byłem zmuszony do zejścia z bicykla, prosto w błoto powyżej kostek ;) Nie zmienia to faktu, że pomimo wolnego przejazdu, daje to pewną satysfakcję, że dałem radę, że nie poszedłem na łatwiznę. Chyba nadaję się już do leczenia, cykloza w pełni rozwinięta.
Powrót z pracy przez Kończyce. Gdy wyjeżdżałem zaczynało się ściemniać, 30 min później po słońcu nie było śladu. Niby wszystko ok, ale przez leśne części trasy jechało się nijak. Zredukowana widoczność (do pola oświetlania lampką rowerową), mocno ograniczała prędkość jazdy. W kilku miejscach miałem okazję mijać też zupełnie nieoświetlonych bikerów. Jak oni sobie radzą w lesie, nie mam pojęcia. Z ciekawostek to koty dzisiaj postanowiły przebiegać mi przez drogę, W sumie było ich kilkadziesiąt, w tym 4 klony Musty (w Rudzie Śląskiej).
Dzisiaj fotki nie będzie, byłem umówiony wieczorem i czasu na przyjemności nie miałem. Może jutro to odrobię.
Po dłuższej abstynencji rowerowej, w końcu "normalny" wyjazd do pracy. Brakowało mi tego. Po wczorajszej zmianie konfiguracji rowerka, musiałem sprawdzić to co zrobiłem, a w zasadzie zrobiliśmy z qmplem. Wymieniona została korba na SLX a przy okazji wkręciłem leżące od dłuższego czasu pedały Look 4x4. Dzisiejszy wyjazd nieco wcześniej niż zwykle, ale spieszyło mi się do "testów". I jestem zachwycony zmianą konfiguracji. Wszystko chodzi jakby lepiej, płynniej. Nawet przednia przerzutka w końcu zaczęła normalnie pracować. Korba warta była każdej wydanej na nią złotówki.
Dzisiejszy dzień zaczął się masakrycznie. Nieco przyspałem i musiałem pozbierać, się w ekspresowym tempie. Na zewnątrz ciepło, z rana było ok 8 stopni. Denerwowała mnei nieco ciemność poranka, ale taka to już pora roku. Będzie tylko gorzej ;( Dzisiaj bez przygód. Jedynie krótki postuj w lasku makoszowskim w celu pofocenia i tyle.
Powrót do domu w nieco odmiennych warunkach. Prognozy nawaliły i cała trasa w deszczy przy paskudnym wmordęwietrze. W miejscach gdzie leci się z przepaści > 40km miałem problem z dociągnieciem do 30. Szok. Czułem jakbym cały czas jechał pod górę, tylko frajda jakby mniejsza. Na dokładkę rano zdjąłem błotniki, w końcu w lesie ostatnio było sucho. Nie dzisiaj w efekcie rower jest szczelnie opakowany grubą warstwą błota ;), podobnie jak i Ja.
Kilka dni temu przeglądając fora, blogi, natknałem się na dość ciekawą informację. W Lasku Makoszowskim przez, który jeżdżę znajduje się Cmentarz Jeńców Radzieckich. Dzisiaj postanowiłem odwiedzić to miejsce. Ma maps.google.pl z grubsza namierzyłem umiejscowienie tego cmentarza i .. trochę "na czuja" pojechałem go szukać. W zasadzie nie było to skomplikowane, wiele ścieżek tam nie ma. Myślałem, że będzie w lepszym stanie, ale niestety ząb czasu mocno "nadgryzł" to miejsce. Widać, że zostało zapomniane, władze miasta pewnie nie mają pojęcia, że coś takiego znajduje się w Zabrzu i może warto byłoby to ocalić ?
Po kilku dniach przerwy w końcu wybrałem się do pracy na rowerze. Prognozy pogody są "optymistyczne" na dzisiaj i .... kilka najbliższych dni, więc jest szansa na wyjazdy dopracowe jeszcze przez jakiś czas. W weekend wyjątkowo nie mogłem się zmusić do wyjazdu na rowerze "gdziekolwiek", miałem taki ... weekend lenia ... i chyba tego potrzebowałem. Ostatnie kilkanaście tygodni było mocno zakręcone, zajęte, część na wyjeździe, część związana z małym remontem jeszcze przed zimą.
W drodze złapałem gumę. Powietrze schodziło z dętki na tyle wolno, że ujechałem jeszcze jakieś 4 km zanim zdecydowałem się na jej wymianę. Myślałem, że dojadę do firmy na takim kole, ale rower pod koniec już mi zbyt mocno pływał i strach było jechać dalej. W efekcie ok 2km przed firmą na przystanku zmieniłem przebitą dentkę i pojechałem dalej.