Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

Powrót do domu

Poniedziałek, 18 lipca 2011 · Komentarze(0)
Piewszy w tym tygodniu powrót z Gliwic. Pogoda bardzo rowerowa, temperatuta w okolicach 20 stopni, brak deszczy, wiatr minimalny. Jechało się bardzo przyjemnie, standardową drogą przez Sośnicę, Makoszowy, Halembę i Panewniki.

Krótko po okolicy

Niedziela, 17 lipca 2011 · Komentarze(0)
Weekend ogólnie był piękny. Jednak wczoraj nie miałem szans na jakikolwiek wyjazd rowerowy. Dzisiaj również napięty plan. Udało mi się wyrwać dopiero kolo 16:00. Na 18:00 byłem umówiony na Grilla, więc na dłuższy wypad również nie miałem czasu. Wybrałem się więc na spokojną przejażdżkę do Mysłowic nad zalew Fala. Pojechałem nieco inna drogą, niż zwykle. Już jakiś czas temu korciło mnie sprawdzenie jednej ze ścieżek w lesie. Google maps twierdziło, że da się tamtędy pojechać, więc musiałem to sprawdzić. Początkowo kierowałem się na Lędziny, jednak będąc na szczycie za Murckami skręciłem w jedną ze ścieżek odbijających w lewo. Nigdy tędy nie jechałem ale warto było, piękny las, a w pewny m momencie natknąłem się na ciekawą kapliczkę w lesie kilka km od Mysłowic Wesołej. Jedyny napis jaki na niej znalazłem to rok 1937. Zrobiłem kilka fotek, może ktoś będzie w stanie coś więcej powiedzieć skąd ona się tam wzięła. Z tyłu za kapliczką znajduje się niecka częściowo wypełniona wodą i obok stos kamieni. Poniżej kilka fotek tego miejsca.

Kaplikczka w lesie © amiga


mini Kurhan ? © amiga


Kamyki ... © amiga


Kapliczka w lesie - widok z innego punktu © amiga


Po kilkunastu minutach ruszyłem dalej, w końcu miałem dotrzeć nad zalew w Mysłowicach Wesołej. Chwilę później odpoczywałem już na ławeczce nad wodą. O 16:40 słońce już tak nie paliło jak wcześniej więc było całkiem przyjemnie.

Zalew Wesoła Fala © amiga


Kwiaty na wodzie :) © amiga


Rybka zwana Wandą ? © amiga


Walnąłem kilka fotek i ruszyłem w drogę powrotną. Spod zalewu wyjechałem ok 17:20 . Miałem max 40 min na dotarcie na umówionego Grilla. Byłem przed czasem :)

Deszczowy powrót ...

Piątek, 15 lipca 2011 · Komentarze(0)
Powrót z pracy również w deszczu. Wszystkie prognozy wskazywały na poprawę pogody jednak ok 15:00 zaczął padać deszcz w Gliwicach. Pół godziny później nieco się wypogodziło więc ok 16:00 pozbierałem się i w drogę. Niestety daleko nie ujechałem w "okienku bezdeszczowym". Po kilku km ponownie zaczęło ponownie siąpić. Taki chyba był mój dzisiejszy los. Udało mi się wyjechać z chmury deszczowej dopiero przed Rudą Śląską. Byłem przemoknięty i maksymalnie upie.....ony. W sumie fajnie było :)

W deszczu ...

Piątek, 15 lipca 2011 · Komentarze(0)
Wyjazd z domu około 7:00. Temperatura 16 stopni. Deszczu nie było. Sprawdziłem prognozy na new.meteo.pl i wyglądało na to, że dojadę do pracy może nieco umorusany, ale suchy. Na 6km na wysokości wylotu ul. Bałtyckiej w Panewnikach zaczął padać deszcz. :) Zastanawiałem się czy nie wrócić do domu, ale było by to bez sensu, powrót do kolejne kilkanaście minut + przepranie się + dojazd, straciłbym minimum 30-40 min dodatkowo. Poza tym miałem w pamięci prognozy. Myślałem, że za chwilę to przejedzie i będzie ok. Pojechałem dalej, w Halembie deszcz praktycznie przestał padać, więc zadowolony jechałem dalej. Niestety od ok 21 km będąc w Makoszowach zaczęło ponownie lać. Przy okazji złapałem gumę na przednim kole. Rewelacja. Na szczęście tym razem było to normalne przebicie. Dętkę wymieniłem na zapasową i po 10 minutach jechałem dalej. Wchodząc do firmy kilka osób dziwnie się na mnie patrzyło, ale w końcu czego nie robi się dla urody. Kąpiele błotne dobrze wpływają na cerę :)
Ps. Mam nadzieję, że przez 8 godzin ciuchy nieco przeschną.

Wyjazd do pracy

Środa, 13 lipca 2011 · Komentarze(2)
Trasa standardowa. Przygód po drodze brak, może poza wymuszonym postojem na przejeździe kolejowym w Zabrzu Makoszowach. :) Temperatura przyjemna, lekki wiatr, jechało się rewelacyjnie. Wczoraj po powrocie kolano postanowiło o sobie przypomnieć, chyba mu się nie podobała wczorajsza średnia, więc dzisiaj starałem się nie przemęczać. Na miejscu zdziwiła mnie średnia. Znowu odrobiłem 1 min na tej trasie :)

Kolejny powrót z pracy

Wtorek, 12 lipca 2011 · Komentarze(3)
Kolejny powrót do domu, trasa standardowa i jakoś tak bez przygód. Aż źle się z tym czuję. Nie złapałęm żadnej gumy, nic sie nie sp...o. Bez sęsu ;)
A tak na poważnie to poszło szybko i sprawnie. Coraz bardziej zachwycam się rowerkiem. Aż dziwne że po prawie 4 miesiącach od kupna rowera dalej chce mi się jeździć :). Sam się sobie dziwię :), ale głupio by było gdyby taki zakup kurzył się w piwnicy czy garażu ....

Michelin Wild Racer 2.0 o poranku

Wtorek, 12 lipca 2011 · Komentarze(3)
Wczoraj zostawiłem pytanie odnośnie Wind Racer-ów Michelin-a na forum rowerowym i okazało się, że problem jest najprawdopodobniej związany z ciśnieniem w oponach. Więc jeszcze wczoraj (ok 23:00) dopompowałem koło do 4 bar-ów, przy okazji połatałem dętkę rozciętą z rana i chyba załatałem dziurę w Racing Ralphie (to się jeszcze okaże). Wyjazd do pracy ok 7:00. Późno ale co mi tam. Z głupoty przełączyłem licznik na pokazywanie prędkości średniej i .... działa to niesamowicie motywująco.... Przez całą drogę starałem się jechać powyżej średniej, na początku drogi nie było z tym problemeu, jednak po przekroczeniu średniej 22km/h było coraz trudniej. Już nie miało znaczenia czy kolano boli, czy nie, po prostu była walka z utrzymaniem średniej. W drodze powrotnej chyba nie będę włączał tej opcji bo mnie to zabije :) W każdym bądź razie wykręciłem średnią na poziomie 24km/h. Chyba mój rekord jak do tej pory.
Wracając do Michelina to po dopompowaniu zachowuje się zupełnie inaczej. Opona trzyma trakcję, rower nie pływa/nie ślizga się i chyba ją zostawię, przynajmniej do kolejnego rozwalenia opony. Tak swoją drogą to debili rozbijających butelki na ścieżkach powinno się przykładnie zakuwać w dyby i lać tymi butelkami po łbie. W tym roku straciłem w ten sposób 2 opony. Mam nadzieję, że więcej takich niespodzianek już nie będzie w tym roku.

W nowy tydzień z nową gumą ....

Poniedziałek, 11 lipca 2011 · Komentarze(3)
Dzisiaj pierwszy wyjazd do pracy po urlopie :)
Droga standardowa więc nie będę się rozpisywał. Na 27km mały Zonk, złapałem gumę :(. Shit. Nowe opony, nowe dentki i znowu jajo. Opona rozcięta tylko ok 5mm, na szczęście (tak jak poprzednio na szkle), więc da się z tym coś zrobić. Na miejscu wymieniłem dentkę (łatać będę w domu), podpompowałem koło i w drogę już bez przygód. Chyba już taki mój los, że zawsze dziurawię tylko nowe opony :)

Powrót z pracy ...

Poniedziałek, 11 lipca 2011 · Komentarze(3)
Powrót z pracy prawie standardowy. Jednak przed wyjazdem oględziny uszkodzenia opony i shit ... Rana jest zbyt głęboka aby szaleć na rowerze. Zastanawiałęm się czy walczyć z łataniem opony czy jednak zahaczyć o najbliższy serwis i kupić coś tmczasowego. Zdecydoowałem się na to drugie. Kupiłem Michelin Wind Racer 2.0 w serwisie wymienili mi tylnią oponę i pojechałem ... Na asfalcie było zajebiście. Opona zachowywała się rewelacyjnie jednak gdy wjechałem w las zaczęły się problemy. Z żadną inną oponą nie miałem takiego problemu - tył roweru uciekał mi na boki. Przy czym nie dotyczyło to tylko piachu, ale również ubitej drogi leśniej, ścieżki polnej. Bez sęsu. Zastanawiam się czy opona nie powinna być jednak założona odwrotnie - w końcu jest kierunkowa. ... W każdym razie dzisiaj wieczorem będę łatał Rocket Rona powinno się udać w końcy rozcięcie nie jest specjalnie wielkie. Przy okazji dzisiejszej awarii okazało się że po ostatnich błotnych wojażach dostało się do pompki tyle błota że miałem problem z jej "uruchomieniem" i napompowaniem uszkodzonego koła. Będąc w serwisie kupiłem przy okazji pompkę. Mam nadzieję, że posłuży nieco dłużej. Tym razem wybór padł na Giant Control Mini 2+.
Rower to jednak drogie hobby ...
Zresztą jak każde inne :)

Lędziny back ...

Środa, 6 lipca 2011 · Komentarze(2)
Dzisiaj po raz kolejny wybrałem się w trasę. Pierwotnie planowałem coś dłuższego, ale rano miałem zajęcie i nie mogłem się wyrwać. Druga sprawa to zdzwoniłem się z Piotrkiem i miał ochotę na pokręcenie. Wyjechaliśmy trochę po 12:00, Planowałem pojechać na Lędziny tam odbić na Bieruń, Tychy i dalej Paprocany, a tam miała być decyzja co dalej. Jednak plan uległ modyfikacji. Kręcenie "Pyjtrowi" coś nie szło, jakiś taki zmęczony był, po 16km wyglądał jakby zrzucił 10 ton węgla, na dokłądkę co chwilę musiałem się zatrzymywać i na niego czekać. W Lędzinach zdecydowałem się skrócić jego męczarnie i wrócić do Ochojca możliwie krótką i względnie niemęczącą trasą tzn przez Tychy, Czułów i Podlesie. Zajęło nam to kolejną godzinę, średnia wyszła paskudna, dawno nie miałem tak niskiej, a Piotr miał dość. Coś pod nosem mamrotał o po...nych rowerach itp. Pewnie minie kilka dni i poprawi mu się nastrój i ... kondycja. Zobaczymy