Wpisy archiwalne w kategorii

do 34km

Dystans całkowity:73100.96 km (w terenie 11237.08 km; 15.37%)
Czas w ruchu:3228:23
Średnia prędkość:22.64 km/h
Maksymalna prędkość:170.00 km/h
Suma podjazdów:262950 m
Maks. tętno maksymalne:240 (130 %)
Maks. tętno średnie:171 (92 %)
Suma kalorii:2777597 kcal
Liczba aktywności:2354
Średnio na aktywność:31.05 km i 1h 22m
Więcej statystyk

do pracy

Czwartek, 18 kwietnia 2013 · Komentarze(1)
Deep Purple - Child in Time


Kolejny ciepły poranek. Po wczorajszych szaleństwach na szosach, dzisiaj musiałem już do lasu. W Panewnikach skręcam na Kuźnicką i jadę po czymś co lubię, gdzie czuję się dobrze, gdzie jazda sprawia mi czystą przyjemność, gdzie nie muszę uważać na kierowców. Oczywiście nie mogłem sobie odpuścić wjazdu na hałdę w Makoszowach/Sośnicy - w końcu gdzieś trzeba ćwiczyć przed Śnieżką :), to dobre miejsce, tym bardziej, że mam je po drodze. Może jedyna wada to zbyt krótki podjazd..., nic trzeba myśleć nad wypadem w Beskidy i.... to szybko

górka do ćwiczenia uphillu ? © amiga

prawie full terenem :)

Czwartek, 18 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
Dyjak - Atramentowa rumba


Wybija 17:00, pora się zbierać, pora do domu. Wychodzę na zewnątrz, a tam 26 stopni :), w pełni na krótko, w pełni szczęścia wbijam się w Sośnicy w teren, dzisiaj nic nie może mi tego odebrać, mam ochotę na teren i mam go pod dostatkiem w drodze do domu :) Fantastycznie się jedzie gdy długie wdzianko jest w plecaku. Szkoda, że poranki są jeszcze chłodne. Pewnie to kwesta 2-3 tygodni i nie będę musiał się rano opatulać :)

Za Zabrzem odbijam nad Kłodnicę i wałem jadę spokojnie, podziwiając widoki. Zatrzymuję się tam na chwilę, szukam ptaków, lecz jest ich jeszcze niewiele.

Nic. ruszam dalej i wbijam się w kolejne lasy, ścieżki, boczkiem docieram aż do Kuźnickiej na Halembie i znowu las, tym razem Panewnicki :)

Szkoda, że nie miałem więcej czasu, po głowie chodził mi jeszcze Starganiec, jednak przypomniałem sobie, że jestem umówiony na 19:00...

Nie ma lekko

jak kaczki na wodzie © amiga


puszczanie kaczek na wodzie © amiga

po szosach...

Środa, 17 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
The Prodigy - Firestarter


Wpis z opóźnieniem. niestety nie było czasu wcześniej :(
Środa poranek, jest ciepło, no prawie... częściowo na krótko, jak to ostatnio. Wyjeżdżam, dzisiaj muszę być wcześniej w pracy, więc wybór mógł być jeden po szosach..., będzie szybciej.
Klasycznie im bliżej 8:00 tym większy ruch, ale cóż..., przywykłem do tego.
W firmie ląduję nieco po 8:00 - zdążyłem. Zapowiada się ciekawy rok :)

Już niedługo staw janina będzie wyglądał podobnie :) © amiga

ponownie teren....

Wtorek, 16 kwietnia 2013 · Komentarze(2)
Alvin Lee - I'm Going Home


Jest po 16:30, pora do domu. Na zewnątrz ciepło :) - świeci słońce jest kilkanaście stopni na plusie. Bluza ląduje w plecaku.

Po porannym szaleństwie w terenie, powrót nie mógł być inny. Wbijam się na hałdę w Sośnicy, za starą hałda w Makoszowach sprawdzam czy las dalej istnieje. Na szczęście chyba dobrze udało mi się wygasić "ognisko". Więc dalej będę miał którędy jeździć do pracy :)

Co ciekawe nawet po tych kilku godzinach widać jak błoto, woda wysycha. :) Jeszcze chwila i teren będzie idealny :)

Po drodze spotykam kilkunastu rowerzystów, kijkarzy, w końcu coś się ruszyło, przynajmniej nikt na mnie nie patrzy jak na kosmitę :)

Zatrzymuję się dopiero przy boisku kolejarza w Piotrowicach, chwila na focenie. W tym roku mają rozpocząć się w tym miejscu prace pod ośrodek sportu. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)

Boisko Kolejarza Piotrowicach © amiga


Wrócili po zimowej przerwie © amiga


Późnym wieczorem zabieram się za czyszczenie roweru, już tego potrzebuje, sporo przyklejonego błota, piachu itp... Zajmuje mi to dobra godzinę, ale wszystko lśni.., przynajmniej przez te parę godzin :)

dziwny poranek...

Wtorek, 16 kwietnia 2013 · Komentarze(9)
Kult - To nie jest kraj moich snów


Poranek, za oknem świeci słońce, temperatura +7 :)

Zastanawia mnie jakim trzeba być idiotą aby zrobić coś takiego © amiga


Wczoraj zastanawiałem się, jeszcze nad przełożeniem opon na slicki, dziś już o tym nie myślałem, pogoda prawie wymarzona, jadę terenem.

W Panewnikach wjeżdżam do lasu, wracam w końcu po długim czasie tam gdzie jest moje miejsce, tam gdzie lubię jeździć, po terenie, po ścieżkach. Kilka km dalej mała niespodzianka na drodze, komuś się chciało…

Niespodzianka na leśnej drodze © amiga


Wymijam to miejsce i lecę dalej, na chwilę szosy w Halembie, a dalej znowu las, tym razem aż do Zabrza. Dojeżdżając do starej hałdy pomiędzy Kończycami a Makoszowami, zauważam niebieskawą mgiełkę unoszącą się w powietrzu, czuję, że…. coś się pali, kilkanaście metrów dalej widzę palący się paśnik…

jakiś kretyn zrobił sobie ognisko z paśnika w środku lasu © amiga


Szybka decyzja co robić, pierwsza myśl, to zadzwonić po straż pożarną, tylko… zanim przyjadą to lasu już może go nie być. Trzeba to ugasić, na szczęście nie jest toto zbyt duże, dam radę, niedaleko leży wilgotny żwir przygotowany do rozsypania na drodze, wykorzystuję go. Ognisko ugaszone.

Zdecydowanie lepiej, mogę odjechać © amiga


Ruszam dalej, korci mnie hałda w Sośnicy, nie byłem tam już kilka miesięcy, nie wiem w jakim jest stanie, nie wiem czy będzie błoto, czy może jeszcze gdzieś śnieg zalega, sprawdzić trzeba…, najwyżej zrobię ją z buta.

Nie jest źle :), tylko w 2 miejscach jest faktycznie błoto i grząski piasek uniemożliwiający przejazd.

chyba mam zbyt duży kąt natarcia, nie przejadę... © amiga


Kawałek dalej zza zakrętu ukazuje mi się drzewo, pierwsze wrażenie jest dość makabryczne, na szczęście to tylko lalki…

dość makabryczne poczucie humoru © amiga


W każdym bądź razie hałda jest prawie w całości przejezdna, więc sezon na podjazdy uważam za otwarty, obawiałem się czy starczy mi na podjechanie mała kasetka założona obecnie w Manfredzie.

Okazało się iż nie miałem jakichkolwiek problemów, mało tego miałem jeszcze delikatny zapas, 2 przełożenia z tyłu i jedno z przodu, więc śmiało mogę jechać w góry :)

budzi się piękny dzień

Poniedziałek, 15 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
OBERSCHLESIEN - RICHTER


Poniedziałkowy poranek, pora wstać i ruszyć do pracy, po wczorajszej wycieczce do Toszka, czuję lekkie zmęczenie..., jeszcze. Ubieram się podobnie jak wczoraj, krótkie spodnie i bluza z długim rękawkiem. Starczy.
Bolą podrapane jeżynami nogi, ale... jakoś do Gliwic trzeba dotrzeć.
Jestem już na rowerze, jest chłodno, na starcie ok 3 stopnie, jednak szybko temperatura rośnie. Przyjemny kawałek drogi. Czuję lekkie bicie na tylnym kole, coś jest nie tak, być może krzywo założyłem oponę. Nie przejmuję się tym zbytnio, sprawdzę to w pracy..., jak nie zapomnę.

Tabliczna na zamku w Toszku © amiga

pora sprawdzić teren...

Poniedziałek, 15 kwietnia 2013 · Komentarze(10)
Tune - Confused


Minęła 16:00.
Zbieram się, chyba mi odbiło, tak wcześnie wychodzić z pracy, mam wrażenie, że coś jest nie tak.

Ruszam, jest ciepło, ok 17 stopni w cieniu, za to wieje silny wiatr, kolejny wietrzny dzień. Ujechałem może 50m i czuję bicie koła, przypomniałem sobie, że dobrze by było sprawdzić co jest grane. Spoglądam na oponę i....

chyba najpopularniejsza usterka schwalbe © amiga


Tu też przytarte... © amiga


i nadaje się do wymiany, na szczęście jestem kilka metrów od najbliższego sklepu rowerowego. Wchodzę do środka... próbuję coś wybrać ale 99% opon to noname-y. Udaje mi się odnaleźć jedną perełkę Authora Spankera 26x1.95. Nic specjalnie ciekawego, ale mam zaufanie do tej firmy jeszcze..., zależy mi na tym aby dojechać do domu, tam czekają na mnie zapasy :) Pewnie wrócę do Maxisa CrossMarka. Rewelacyjna opona grubo ponad 7000km, widać po niej zużycie, ale przynajmniej nie drze się jak papier jak... Schwalbe. Do tej ostatniej firmy właśnie straciłem kompletnie zaufanie. Trafił do tego samego koszyka gdzie są już firmy Creative, Continental i kilka innych. Tzn dla zasadny nie kupuję części, przedmiotów tych firm. Oba Rocket Rony wytrzymały ok 2500km i zmarły tak samo. O ile pierwsza widziała się z terenem to ta druga była używana głównie na asfaltach więc jak mogła się przetrzeć na boku...? Dziękuję więc firmie Schwalbe, ale właśnie stracili "naamen" klienta.

Zmiana opony w pobliżu sklepu i ruszam, jako, że wieje okrutnie, decyduję się na wjazd w teren, trochę się tego obawiam, jednak już po chwili okazuje się, że niepotrzebnie, może nie jest idealnie, ale cała trasa jest przejezdna, nie da się może wyciągnąć warp3, ale nie o to chodzi, zdejmuje słuchawki, chce posłuchać treli ptaków. Lubię las, jeszcze niech się zazieleni, widać już pąki na drzewach, za tydzień będzie już zielono.

ech... kto tu wymyślił kamyki na podjeździe... © amiga


Miejscami jest trochę błota © amiga


W Ligocie wjeżdżam na ul. Medyków i dzisiaj jakaś masakra, cała rowerówka usiana stojącymi samochodami...

i co im zrobić? © amiga


kolejny mądry.... © amiga


ech szkoda gadać.

Jestem już w domu, jazda trwała nieco dłużej niż pierwotnie zakładałem, ale udało się pojechać terenem, miałem dzisiaj zmienić opony na slicki, ale.... teren kusi. Zobaczymy co mnie najdzie rano...

na pół krótko...

Piątek, 12 kwietnia 2013 · Komentarze(0)
Stratovarius - Fantasia


Poranek, za oknem tak sobie, jednak jest ciepło, nie ubieram długich spodni po tak długim okresie w końcu nadeszła upragniona wolność. Ruszam spod domu jest ok 8 stopni, jest przyjemnie, jeszcze ze 2 kreski pewnie by się przydały do ideału.
Mijam ludzi ubranych jeszcze w wariancie zimowym, dziwnie na mnie spoglądają..., nie wiem o co może im chodzić....
Drogi za to w stanie idealnym czarne, suche, jedynie kawałeczek terenu w Rudzie to jazda po błocie.... ale śnieg powoli zanika, wszędzie, jest go coraz mniej, coraz trudniej zauważyć.
Jeszcze tylko przeprawa przez plac budowy w Zabrzu i można zacząć mysleć o pracy :)
Pięknie zaczął się dzień
Staw w parku Zadole... © amiga

i znowu po ciemku :)

Piątek, 12 kwietnia 2013 · Komentarze(3)
Hasiok - Andżela


Wieczór, późno jest po 18... to był długi dzień..., ruszam, na drogach pusto, chyba podobają mi się takie wyjazdy o niestandardowych porach...
Można poszaleć na drogach, silne podmuch północnego wiatru uprzyjemniały mi całą trasę, chociaż, na kilku krótkich fragmentach miałem go w plecy.

W Zabrzu w okolicach końcowego zjazdu z DTŚ-ki trafiam na masę krytyczną :)..., z daleka rozpoznaję kilku znajomych, ale dzisiaj chcę po prostu dotrzeć do domu... Więc skręcam w kierunku Kończyc, i dalej już standardowo...
W okolicach Kochłowic słońce jest już za horyzontem, zaczyna się, ściemniać..., odpalam profilaktycznie przedni stroboskop, przynajmniej będzie mnie widać.
W Panewnikach jednak decyduję się na mały przejazd po terenie, błoto zaczyna wysychać, :) może w przyszłym tygodniu w końcu uda się całą trasę zaliczyć po terenie? Na koniec jeszcze mały wjazd na stadion kolejarza, krótka przerwa..., fajnie jest tak siąść na ławce i odpocząć chwilę...

15 min później ruszam dalej.
Jestem już w domu, chwila odpoczynku i... niespodzianka awaria prądu w budynku...

boisko kolejarza w Piotrowicach © amiga

Przebicie...

Czwartek, 11 kwietnia 2013 · Komentarze(3)
Myopia - Time Machine


Budzi mnie wschód słońca, doczekałem się :)... Spoglądam na temperaturę +5 :), prognoza wskazuje, że będzie dzisiaj cieple i to sporo, w końcu będzie można zrzucić zimowe wdzianko....
Jedna warstwa mniej na sobie :), ruszam..., spory ruch na drogach, dziwne... Mam się na baczności, lepiej uważać...

Na Halembie mały zonk, ciągnący się korek, jedyna opcja to wjechać na chodnik i ominąć go bokiem, kilometr dalej zauważam przyczynę, na środku drogi rozkraczyła się ciężarówka.

Wjeżdżam w kawalątek terenu, trochę błota ale nic specjalnego, jednak 50m dalej czuję, że coś jest nie tak z tylnym kołem... spoglądam w dół - pana. Masakra.

Wymiana dętki zajmuje mi kilka minut, pompuję i.... urywa mi się zawór z wentyla..., no to teraz mam zagwostkę, jak wyjąć częściowo napompowaną dętkę ze środka, napompować jej już się więcej nie da.... Heh... trochę zabawy i udaje mi się delikatnie zdjąć część opony, dętka wyskakuje ze środka, pozostało ją przebić. mały huk, kilka ptaków w pobliżu odlatuje spłoszonych, a ja mam okazję po raz drugi zmieniać dętkę... w ciągu kilku minut.

Ruszam delikatnie, sprawdzam czy wszystko jest ok..., jest dobrze, mogę przyspieszyć... jeszcze kawałek i jestem w Gliwicach..., prysznic i szybki wypad do sklepu po śniadanie :)


Wspomnieniowo z kopalni Guido © amiga