Kolejny weekend, i kolejny niewypał. Plan był zupełnie inny, niestety plany sobie, a życie sobie. Kilka dni temu siostra przylciała z francji do polski i .... w tym samym dniu wylądowała w szpitalu ..., plany się skomplikowały, a w zasadzie wzięły w łeb. Dzisiaj późnym popołudniem miałem okazję wsiąść na rower i gdzieś pojechać, ... pojechałem z wizytą do szpitala ... . Trasa niezbyt długa, ale nie znając dokładnie drogi, zrobiłem wielkie koło, wracając udało mi się pojechać wersją skróconą. W tamtą stronę pojechałem przez dolinę 3-stawów i chyba była to jedna z gorszych decyzji ... okolica piękna, ale setki ludzi na rowerach, rolkach, z kijkami, skutecznie uprzykszała jazdę. Niby też jestem jednym z tych na rowerach, ale to co robią niedzielni rowerzyści i rolkarze to chyba lekka przesada. Niektórzy chyba wrócili z GB i próbowali wprowadzić ruch lewostronny. Rolkarze za to ładowali się na pas przeznaczony dla rowerów pomimo, że mają swoje 2 po obu stronach drogi. Masakra. Trzeba było mocno uważać. Sorry za marudzenie, ale jestem lekko przeziębiony. Jutro będzie lepszy dzień, pojadę do pracy na rowerze :)
Kolejny wyjazd do pracy :). Pogoda wymarzona, w momencie wyjazdu było ok 15 stopni i lekki wiatr. Jazda w takich warunkach to czysta przyjemność. Wyjazd z domu dopiero ok 7:05, tragedia, trochę zaspałem :), ale udało się nadrobić 5 min na trasie. Ciekawe jaki będzie powrót, na wieczór zapowiedziane są burze i silny wiatr.
Powrót do domu ok godziny 17:00. Późno, ale cały dzień był taki opóźniony. Wszystko włokło się niemiłosiernie, nie na czas, z opóźnieniem. Prognozy na popołudnie były nieciekawe. Wyjeżdżając, spodziewałem się deszczu w ciągu max 20-30 minut. Trasę powrotną nieco zmodyfikowałem i zamiast pchać się przez hałdę Makoszowy pojechałem nieco okrężną trasą, przez lasek Makoszowski i dalej szosą, obok kopalni Makoszowy. Reszta trasy pozostała niezmieniona. Jednak jechało mi się paskudnie, czułem się źle, jakiś taki zmęczony byłem, 2 razy na 8 i 12km musiałem się zatrzymać, miałem dość, dziwne jest to, że w tych mejscach z regóły nie mam żadnych problemów z kondycją, może jest troszeczkę pod górę, ale nie na tyle, abym umarł ... . Dopiero mniej więcej po 40-50 minucie jazdy w końcu się rozkręciłem i już szybciutko do domu. Na 30 km zaczął kropić deszcz, nieco nieśmiało, ale odczuwalnie. Dojechawszy do domu, byłem szczęśliwy, że jednak udało się zdążyć przed zapowiadaną ulewą. Po któtkim odpoczynku zabrałem się za drobną modyfikację rowera. W końcu dotarł do sklepu zamówiony mostek Accent Avio 90mm ok 110g. Przełożene zajęło mi 10 min :). Ale testy już jutro, może pojutrze.
... i kolejny dojazd na rowerze. Takie pokręcenie z rana daje niesamowitego kopa na dnień dobry ... Jest lepsze niż ... hmmm.... kawa z rana :) Pogoda do jazdy wręcz idealna, rano zimno, w momencie wyjazdu ok 11 stopni i zimny wiatr. Na szczęście temperatura dość szybko rosła i po ok godzinie było już 16 stopni. Wiatr niestety został ;)
Kolejny powrót do domu po pracy. Wracając postanowiłem odszukać jeszcze jednen staw na wysokości Rudy Śląskiej. Drogi dojazdowej do niego nie znaalazłem, za to odkryłem całkiem ciekawą trasę omijającą Halembę. Miejsce o tyle niezwykłe, że miałem wrażenie iż jestem na wsi ...., daleko od miasta, cywilicacji itd. Przy okazji porobię tam trochę fot. Może dzisiaj, jeżeli pogoda na to pozwoli.
Kolejny piękny dzień się zaczyna. Poranek niby ciepły ok 15 stopni w momencie gdy wyjeżdżałem, ale jakiś taki zimny wiatr wiał. Przez pierwsze 30 min było mi zimno. Później włączyło mi się wewnętrzne ogrzewanie i reszta drogi poleciała :) Zobaczymy co ten dzień mi przyniesie ....
Kolejny powrót z pracy. Pogoda do jazdy idealna. Nie za zimno, nie za gorąco, lekki wiaterek, szkoda tylko, że od wschodu. Zatrzymałem się po raz kolejny w okolicach Rudy Śląskiej - przy drodze prowadziącej do Paniówek, mam chyba słabość do tego miejsca. Zdjęcia nie są w stanie oddać piękna i kontrastów występujących w tym miejscu Po jednej stronie cisza spokój ...
Dzień prawie jak co dzień, ale jakiś taki dzisiaj był spokojniejszy, może też pogoda na to wpłynęła ... Ogólnie jestem dzisiaj w świetnym nastroju. Droga powrotna prawie identyczna jak ta do Gliwic, ale jakoś tak mi się dzisiaj lekko, szybko wracało. Specjalnie się nie zmęczyłem, chociaż do Katowic większość trasy jest pod górkę. W końcu z jakiegoś powodu Kłodnica płynie z Katowic do Gliwic a nie odwrotnie :) Na dokładkę trasę w obie strony pokonałem w tym samym czasie :) Jak patrzę na te czasy i przypomnę sobie wczorajszą drogę pociągiem ... ech .... szkoda gadać/pisać ...
Ponownie wyjazd do pracy. Trasa mocno standardowa więc pominę jej opis.
Wczoraj zamówiłem nowy mostek accent avio 90mm. Może po zamontowaniu miną mi problemy z drętwieniem palców. Ten który mam ma długość 110mm. Różnica niby tylko 2cm ale powinna być zauważalna. No nic trzeba uzbroić się w cierpliwość :). Przy okazji będąc w sklepie rowerowym kupiłem nowe rękawiczki. Niby lepsze, a w każdym razie droższe :) Podczas jazdy specjalnej różnicy nie zauważyłem .... .
Tak przy okazji. Wczoraj zdecydowałem się na dojazd pociągiem do pracy. Cała trasa do Gliwic zajęła mi ok 1:30 - podobnie jak jazda na rowerze, a rasa powrotka 2:30. Po drodze, gdzieś w krzakach pociąg się zepsuł i czekaliśmy godzinę, aż nas łaskawie ściągną. Trochę wściekły byłem sam na siebie za to, że nie przyjechałem rowerem. .... Z drugiej strony może bym tego nie zauważył i docenił ;)