Drugi w tym tygodniu wyjazd do Gliwic. Pogoda ponownie dopisała i ... jakoś nie mogę się jeszcze przyzwyczaić do braku deszczów. W lipcu kilka razy mnie solidnie zlało a teraz tak nic ... ? ;) Zresztą nieważne, ważne że chciało mi się wsiąść na rower i pojechać. Koleje km na liczniku i w nogach. Jednak w sobotę rower obowiązkowo musi znaleźć się w serwisie (pewnie zawiozę go do gościa w pobliżu domu, do tej pory wszystkie jego regulacje, naprawy nie sprawiały problemów, Z Gliwickimi serwisami jest niestety różnie, więc postaram się je sobie odpuścić). Na moje ucho środek suportu właśnie dogorywa. Dzisiaj było go już mocno słychać (pierwsze oznaki były już na jurze), luzów na korbie nie wyczuwam, więc pewnie rozleciały się wnętrzności :( Kiedyś to musiało się stać, w końcu zrobiłem na nim ponad 4400km.
Wczoraj przy okazji wymieniłem klocki hamulcowe i ... już wiem czemu tylni hamulec tak żle działał :) Okładziny w zasadzie uległy anihilacji. Na chwilę obecną włożyłem klocki Accenta. Nie mam z nimi doświadczenia, ale innych nie było w sklepie. Dzisiaj hamulce nie sprawiały żadnych problemów.
Powrót z pracy standardową trasą. Jest ciepło, przyjemnie. Jedynie jeziora na leśnych ścieżkach świadczą o niedawnych ulewach. Jestem zadowolony. Chyba napisze do Związków zawodowych na kolei aby się mnie poddawali i strajkowali do końca. Będę miał większą motywację, aby codziennie dojeżdżać do pracy, niezależnie od pogody :)
Pierwszy w tym tygodniu rowerowy dojazd do pracy. Niby trochę późno, ale w poniedziałek święto, a wczoraj jakoś nie miałem odwagi wjechać do lasu po nocnych ulewach. Do pracy wczoraj przyjechałem pociągiem. Dzisiaj miałem jednak dodatkowy powód aby wybrać się do Gliwic rowerem. Strajk Kolei Regionalnych. W zasadzie jest mi to obojętne czy strajk jest, czy go nie ma. Mam tylko nadzieję, że w końcu Rząd pokaże jaja i zachowa się jak Margaret Thatcher, przetrzyma strajki i pozwoli w końcu na dobicie trupa jakim są Koleje Regionalne. Nie miałbym nic gdyby powstały spółki prywatne zajmujące się przewozami w regionie. Nieobciążone długami, bez przerostu zatrudnienia. Pewnie w pierwszym okresie panowałby chaos, ale w końcu musiałoby to zadziałać. Może dziwnie to brzmi z moich ust - bo w ciągu roku dość mocno korzystam z usług kolei, jednak mam wrażenie że jest coraz gorzej. Co z tego, że składy są wyremontowane skoro zmiana temperatury - niezależnie od tego czy w górę, czy w dół powoduje coraz więcej awarii. Spółki nie są w stanie uzgodnić rozkładu jazdy, idąc na dworzec nigdy nie wiem czy pociąg przyjedzie, czy też nie. Jakoś też nikt nie wpadł na pomysł aby dworce kolejowe przekazać pod zarząd gminom, miastom itp. Jest to wizytówka miasta, miejsce które jako pierwsze ogląda turysta, biznesmen wysiadający z pociągu, a w wielu miastach trafia na walące się ruiny, śmierdzące moczem. W zamian za to w Centrum Katowic zamiast dworca będziemy mieli „centrum handlowe” – k…a mać. Inaczej tego skomentować nie mogę.
Wczoraj dzień wolny, niestety nagromadziło się trochę spraw do załatwienia. O wielkich wyprawach nie było mowy. Dzisiaj jednak wróciłem na "moją" trasę. Wyjazd późno ok. 7:15 - późno, ale dam radę. Bez jakichkolwiek przerw dojechałem do pracy i ... tyle :) Rano zimno, chyba zbliża się jesień. 10 stopni to nie najlepiej jak na sierpień, pozostaje nadzieja, że to się wkrótce poprawi. Z drugiej strony jestem zimnolubny więc specjalnie mi to nie przeszkadzało :)
Powrót do domu standardową trasą, bez większych przeszkód i przygód. Denerwujący był tylko silny wiatr. Boczne podmuchy były bardzo odczuwalne i kilka razy niebezpiecznie mnie przechyliły. Zdecydowanie lepiej jechało się po lesie gdzie byłem osłonięty od wiatru.
Dzisiaj pierwszy wyjazd do pracy w tym tygodniu. Wczoraj była też taka opcja ale prognozy pogody skutecznie mnie zniechęciły do jakiejkolwiek jazdy. Trasa prawie standardowa, jedyna korekta była w Panewnikach, dalej trwa wycinka drzew i niestety jazda tamtędy jest ryzykowna. Dalej jeszcze 2 wymuszone postoje związane z zamkniętym przejazdem w Makoszowach i w Sośnicy, ... ale dotarłem do pracy i to w niezłym czasie, chyba po raz pierwszy zszedłem poniżej 1:20h. Zobaczymy jaki będzie powrót :)
Powrót do domu ok 16:30. Niebo w ciągu dnia mocno się chmurzyło i chwilami kropiło, ale ... było to zgodne z wcześniejszymi prognozami. Jednak po 17:00 coraz bardziej się wypogadzało, chmur również coraz mniej. Rewelacja. Trasa powrotna podobna to tej porannej, jednak tym razem w Panewnikach mogłem przejechać przez las pomiędzy ul. Bałtycką a Medyków, to tam trwa wycinka od ok 2 tygodni. Szczęśliwie ok 15:00 pracownicy kończą pracę, więc da się przejechać, bez ryzyka. Pomimo niewielkich opadów ponownie pomiędzy Zabrzem a Halembą sporo kałuż i błota. Trochę to dziwne ..., ale podobno Zabrze znajduje się w kotlinie Raciborskiej :)
Rano waham się czy jechać rowerem, prognozy na piątek są nienajlepsze. Ma padać po południu, po raz kolejny zawierzam jednak new.meteo.pl (deszcz ma być przelotny i ma przestać padać ok 17:00). Wsiadam więc na rower i ruszam do Pracy. Jest późno 7:15. Chyba po raz pierwszy wyjechałem o takiej godzinie. Staram się nadrobić nieco czas na trasie i .... częściowo się to udaje, średnia wyszła zajebista, może dzięki temu, że praktycznie nigdzie nie ma błota i kałuż (wyjątkiem jest oczywiście odcinek pomiędzy Kończycami a Makoszowami w Zabrzu. Gdyby jeszcze ze 2-3 dni nie padało to i tam by się zrobiło sucho).
Powrót z pracy ok 16:30. Pogoda się nieco zepsuła, niebo zaciągnęło się chmurami, jednak nie spadła ani jedna kropla deszczu, za to ... było duszno. Droga powrotna identyczna jak w poprzednich dniach. Jechało się przyjemnie i względnie szybko, chociaż myślałem, że uda mi się wykręcić podobną średnia jak ta poranna. No nic. spróbujemy powalczyć o średnią w poniedziałek.
Właśnie zauważyłem, że dzisiaj pękło 4000km w tym roku na rowerze :)
Cieszę się jak dziecko widząc słońce z rana :) i mając w planach kolejny wyjazd do pracy na rowerze. Pogoda ponownie piękna, słoneczna. temperatura umiarkowana w granicach 20 stopni. Rewelacja. Trasa identyczna jak ta wczorajsza, tyle, że kałuż i błota jakby mniej. Jeszcze kilka bezdeszczowych dni i jazda do Gliwic to będzie już sama przyjemność. W zasadzie cała droga przebiegła bez większych problemów. W 2 miejscach wycinka drzew na szlakach ale dało się przejechać. Chyba dobrze będzie mi się pracowało dzisiaj, w końcu rano udało mi się doładować akumulatory :)