Czwartkowy poranek, znowu mgły, chłodno. Spieszy mi się do pracy, dzisiaj będzie długi dzień, jutro w firmie zaczynają się Dni Otwarte. Jest co robić... sporo przygotowań, sporo do zrobienia.
Witam więc szosy..., korki tam gdzie zwykle - czytaj w Zabrzu, ale już przywykłem, cóż zrobić :) Do Gliwic docieram w dość przyzwoitym czasie, chwila na przebranie i... do roboty.
Tak jak się spodziewałem, powrót późno, bardzo późno, chociaż to nie rekord..., ważne że wszystko przygotowane, że wszystkoe na miejscu, jutro z rana czeka nas dopieszczenei szczegułów i wuala :)
Dobrze, że jest nieco cieplej i nie pada, ale i tak jadę szosami, jest za późno na szaleństwa.
Pogoda nieco się poprawia, przynajmniej nie pada, nie leje, ale i tak nie chcę do lasu, nie chcę w teren, ponownie jadę szosami, za mokry jest ten miesiąc, za mokry jest ten rok... Liczę jednak na to, że wkrótce jednak wrócą ciepłe dni i będzie można poszaleć. Spoglądam na prognozy w okolicach weekendy. Nie wygląda to ciekawie, a ja, a my z Darkiem będziemy krążyć w okolicach Zawiercia...
Wtorek, strasznie mglisty poranek, widoczność może na 100m. Do lasu mnie nie ciągnie, wczoraj dość się wymoczyłem. O poranku jakoś nie mam ochoty na kąpiel. jadę po szosach, od kilku dni szaleję na nowej piaście. Poprzednia zaczynała niedomagać, a że ostatnio powtarzał się problem ze szprychami decyduję się na wymianę całości, pozostała obręcz. Muszę przyznać, że XT-k na tyle pracuje inaczej, czy lepiej? Nie wiem, tego nie mogę jeszcze porównać, będę w stanie cokolwiek powiedzieć tak na dobrą sprawę za kilka miesięcy.
Kolejny powrót z pracy, wychodzę później niż pierwotnie zakładałem, ale czy to coś dziwnego? Dzisiaj może tak, zależy mi na czasie, muszę dotrzeć w okolica parku Zadole na ok 17:30. Nie myślę o terenie, nie mam na to czasu...
Docieram na miejsce przed czasem..., kilka minut później dociera Devilek, jest chwila czasu na pogadanie, na piwo w pubie, na rozmowy, jednak czas zap...a i w końcu musimy się pożegnać... początkowo jedziemy razem, ale w Ochojcu każdy odbija w swoją stronę.
Jak to w poniedziałki pora ruszyć do pracy, jest dość przyjemnie pomimo tego, że temperatura na starcie jest taka sobie... 13 stopni...
Jadę przez lasy.., standardzik, jednak coś mi nie daje spokoju..., czy ja wziąłem spodnie cywilne do przebrania?
Oczywiście, że nie, ale dowiaduję się o tym na dobrą sprawę dopiero w pobliżu firmy, cóż... mała zmiana planów i jadę na objazd okolicy, kupię nowe. Problem polega na tym, że jest zbyt wcześnie :), wszystko zamknięte..., masakra.. . W efekcie przez pierwsze 2 godziny po firmie paraduję w rowerowych gaciach :), dopiero póżniej z Darkiem lecimy do marketu..., udało się. Dzięki Darku ;)
Powrót z pracy, juz nie jest tak przyjemnie jak rano, pada. Chyba pojadę po szosach. Początkowo trzymam się planu, jednak..., ciągnie do lasu, ciągnie w teren..., może dlatego, że najwyższa pora przetestować nowe hamulce Avidy Elixity 3. W Makoszowach odbijam na leśne dukty, tutaj jest zdecydowanie lepiej ;), ale nie spieszy mi się..., delektuję się każdym kilometrem... Efekt... w Katowicach jestem późno, tyle, że nic to mi nie zmienia ;) Trzeba się przygotować do kolejnego dnia.
Hamulce zdały egzamin, działają rewelacyjnie..., pewnie trzeba będzie to i tamto doregulować, ale są w końcu... przy okazji uświadamamiam sobie, że z oryginału KTM-a został już tylko amor i siodełko... :)
Piątkowy poranek, jadę do pracy, po drodze kombinuję jak dzisiaj zorganizować dzień, jak to wszystko połapać... Sporo będzie się działo i nie tylko w firmie... Lecę szosami, zależy mi na czasie..., dopiero w Zabrzu przypominam sobie ilu rzeczy zapomniałem..., masakra, wiem już że będę musiał wrócić do Katowic chociaż na chwilę..., później się okazuje, że jest to nawet dość dobra opcja..., ale na tą chwilę jestem wściekły na siebie...
Po drodze rozważam jeszcze jeden drobiazg..., chyba na szybko dam zarobić pobliskiemu serwisowi, wymienię piastę... a przy okazji wszystkie szprychy..., jednak nie mam ochoty na awarie na rajdach, maratonach, a w sobotę szykuje się niezła przepierducha w Kaletach..., po co ryzykować... Piasta po serwisie pewnie mogłaby przejechać jeszcze trochę, ale jeżeli miałbym ją wymieniać za miesiąc to.., chyba lepiej zrobić to od razy przy zmianie szprych...
W Zabrzu klasycznie o poranku masakra, wielkie korki..., Kończyce stoją...., klasyk po chodnikach i torowiskach i jakoś bokami udaje się to przejechać. Reszta to sama przyjemność..., dojeżdżam do firmy, pora na pracę....
Piątek, kończę pracę nieco wcześniej około 15:00 (w między czasie udało się w pobliskim serwisie wymienić tylną piastę i szprychy), muszę się wrócić do Katowic i chwilę później odbić się i pojechać do Zabrza... Wyjeżdżam, lecę szosami, naciskam ile sił w nogach, spieszy mi się..., po drodze zdzwaniam się z [http://zyziu.bikestats.pl]Zyziem[/url], umawiamy się na szybko w Kochłowicach, więc tym bardziej mam powód aby jechać po szosach. Już w Rudzie na chwilę się zatrzymuję, rozmawiamy, dostaję gifta :) i.... muszę lecieć dalej, przede mną jeszcze kawał drogi. Dojeżdżam do domu, szybko zabieram to o czym zapomniałem, wsiadam na rower i wracam... Teraz lecę już bezpośrednio na Helenkę..., o drodze odkrywam przyczynę tak wielkich korków w Zabrzu..., prawie cała ul. 3-go Maja jest wyłączona z ruchu..., jadę po chodniku..., inaczej się nie da..., Dojeżdżam do centrum i... teraz jest już lepiej, ale czuję lekkie zmęczenie... Jeszcze kilkanaście km i jestem na miejscu... uff..., chociaż nie wiem czy to dobrze, jeżeli jutro czeka mnie do przejechania ok 200km...
Czwartkowy poranek, stosunkowo ciepło, wsiadam na rower i muszę sprawdzić jak udało mi się zrobić koło... jedno jest pewne, długo na tym nie pojeżdżę...., pora pomyśleć o wymianie piasty i szprych... Piasta też jest na wykończeniu,, a szprychy nie mogą się ot tak urywać...
Dzisiaj muszę dotrzeć względnie szybko, lecę drogami. Początkowo jest nieźle, jednak... w Zabrzu zaczyna się zabawa w slalom między samochodami, trochę jazdy po chodnikach, po torowiskach, w sumie chyba na tą chwilę nie jest szybciej... Chyba lepiej wychodzę jadąc po ścieżkach leśnych...