Wyjazd dość późno 7:10. Na dokładkę rano kropił deszcz, nie wyglądało to źle, chociaż prognozy były takie sobie, niby lać miało dopiero wieczorem. Jechało się tak sobie, cały czas w deszczy i pod wiatr, solidnie lunęło w okolicach Helemby i tak już zostało do końca dzisiejszego przejazdu. Kurtka przeciwdeszczowa niewiele dała przy takiej pogodzie, wszystko przemoczone, wszędzie piasek. Zastanawiam się czy do Katowic nie wrócić jednak pociągiem. To się jednak okaże popołudniu.
Powrót w zdecydowanie lepszych warunkach, nie padało, jedynie podmuchy bocznego wiatru dawały się chwilami we znaki. Dodatkowo w lesie i hałdach masa błota i kałuż. Ubranie po porannej ulewie oczywiście nie doschło, najgorzej było z butami :(, ale... jechało się przyjemnie, pomimo w/w niedogodności. Po powrocie oczywiście wszystko wylądowało w praniu, do mycia pozostał jeszcze tylko rower. Muszę się za to zabrać, jeżeli jutro mam wybrać się nim do Gliwic.
Powrót z pracy dość późno wyjazd ok 17:00, na dokładkę po ok kilometrze awaria. Ukręcił mi się prawy pedał, w zasadzie złamała się ośka dość blisko korby. Szybki Tel. do pobliskiego sklepu i próbując jechać (na jednym pedale) a czasami prowadząc rower doprowadziłem bika do serwisu.
Jakieś 30 min później z nowymi Shimano PD-520 ruszam w drogę powrotną, bloki jeszcze trzeba wyregulować, ale i tak jest nieźle, mogę jechać :) Chyba zostanę na dłużej przy pedałach Shimano, Crankopodobne konstrukcje chyba nie są dla mnie.
Chyba jestem jakiś dziwny, to drugie pedały tego samego systemu w ciągu roku które szlak trafił. Pierwsze były Cranki (czekają na swoją kolej po serwisie). Reszta drogi w całkiem przyjemnych warunkach i już bez problemów, może pod koniec delikatnie kropił deszcz, ale pięknie było
Kolejny wypad rowerowy do pracy, pogoda idealna do jazdy, nie za ciepło, ale też nie zimno, wiatr minimalny. Jedynie wyjazd dość późno 7:10, znowu problemy z pozbieraniem się, poza tym długo nie mogłem się zdecydować, czy jechać rowerem czy jednak odpuścić. Prognozy na popołudnie są nieciekawe i może się to skończyć powrotem koleją śląska.
Powrót jak mogłem się spodziewać, w deszczu. Jedyną niewiadomą była tylko wielkość opadu. Gdyby mocno padało wróciłbym pociągiem, ale... w chwili wyjścia z pracy deszcz tylko delikatnie kropił. Cóż było robić, wybrałem się rowerem w drogę powrotną do Katowic. Skróciłem jednak trasę do minimum, wybierając głównie szosy. W ostatecznym rozrachunku niewiele to zmieniło, byłem przemoczony, uwalany błotem i piachem. Na dokładkę, napęd został oblepiony jakimś tłustym błotem, w efekcie pod koniec trasy zmieniarki chodziły tak sobie, łańcuch przeskakiwał na niektórych koronkach. Tragedia ... . W domu wszystko trafiło do prania, ubrania, rower i ja :). Więc jutro jadę czyściochem, ciekawe jak długo taki zostanie. Obstawiam 30 min :)
Kolejny nudny, standardowy wyjazd do pracy. W zasadzie nic się nie działo, poza tym, że jest zajebista pogoda, sarenki przebiegają przez ściezki rowerowe w lesie, wszystko zaczyna powoli się zielenić, jest pięknie, wiosna pełnym pyskiem :) Foty wieczorem :)
Trasa identyczna jak ja wczorajsza, więc nie będę się dzisiaj rozpisywał. Pogoda idealna >15 stopni, kurtka powędrowała do plecaka. Ech..., żeby tak było również z rana. Za to jutro pogoda ma się zepsuć, więc wyjazd jest w tej chwili pod znakiem zapytania. Zobaczymy rano.
Po małej przerwie świątecznej dzisiaj powrót na trasę, w chwili wyjazdy było zimno, temperatura chyba poniżej zera. Gdzieniegdzie mijałem zamarznięte kałuże, na szczęście nie padało, a wiatr specjalnie nie przeszkadzał. Jedynie jakoś rozkręcić się nie mogłem, może to rozleniwienie poświąteczne ?
Dzisiejszy powrót nieco inny niż w ostatnich kilku tygodniach, najwyższa pora była przejechać się szlakami omijającymi Rudę Śląską, dzięki temu mam więcej terenu :). W zasadzie tylko pierwsze 4km w Gliwicach i ostatnie 6km w Katowicach to szosy (jeszcze niewielkie fragmenty w Wymysłowie i Starej Kuźni). Jest nieźle, szlak jest już przejezdny, chociaż ziemia gdzieniegdzie jeszcze rozmiękła i trzeba trochę popracować. Za to widoczki rekompensują włożony wysiłek :)
Na koniec jeszcze szybka wizyta w bankomacie (kolejne 2km).
Po wczorajszym paskudnym powrocie, poranek dużo lepszy, już mi nie przeszkada siodełko, nie odliczam kilometrów, pogoda wyśmienita, chce się jechać. Nie spinam się, jadę spokojne, w końcu jazda ma być przyjemnością.