Późny wyjazd z pracy, zresztą podobnie jak poranny przyjazd do, ale coś za coś, specjalnie mi to nie przeszkadza. Tym bardziej że przede mną przyjemność jazdy rowerem :), wybieram trasę przez hałdę w Sośnicy, coś jest magicznego w niej, przyciąga mnie, może dlatego, że można się tam solidnie spocić :) Po porannym przejeździe po lesie wydawało mi się, że błota nie ma zbyt wiele, myliłem się okolice hałdy zostały rozjeżdżone przez ciężki sprzęt, rower grzęźnie, jest mały hardcore ;), ale jest fajnie (jestem nienormalny, podoba mi się). Pod koniec dzisiejszej drogi rowerowej postanawiam zrobić małą sesję rowerkowi. Poniżej kilka fotek:
Popracowy wyjazd do domu, wyjątkowo wcześnie, powodów kilka, zresztą nieważne. Kolejny dzień z silnym wiatrem, do kompletu zaczyna siąpić deszcz, niedobrze. Jadę ponownie przez hałdę w Sośnicy, to jest prawie dobrze przez większość czasu jestem osłonięty od wiatru, dalej las, las, las .... . Jedzie mi się jakoś wyjątkowo dobrze, jednak coś innego zaprząta mi głowę, ech ... . Muszę to przetrawić, zastanowić się i ... podjąć jakąś decyzję, ale jest jeszcze czas, nie należy się spieszyć (nigdy). Foty dzisiaj w wersji ograniczonej, aparat znajduje się na uchodźstwie i może niedługo wróci, .... może ... :)
Więc tym razem fota z komórki ..., bez żubra, bobra, sarenki itp.
Dzisiejszy wyjazd dopracowy znowu dość późno. Poranek ciepły, na liczniku migają kolejne kilometry, jedzie się rewelacyjnie. Jedynie ruch na drogach jakiś taki większy, niż wczoraj i przedwczoraj., więcej baranów na drogach. Denerwuje mnie gdy debil w samochodzie wyprzedza mnie tylko po to aby kilka metrów dalej skręcić w prawi i zajechać mi drogę. Dzisiaj miałem 2 takie przypadki, oba w Katowicach, niedaleko domu. Przynajmniej w lesie nie ma baranów, tylko sarenki, dziki i inne wiewiórki. Zdjęcia wieczorem :)
Kolejny wyjazd dopracowy, dzisiaj jakoś długo się zbierałem (pewnie to kac po coli na hałdzie), próbowałem to odrobić na trasie, ale wyszło tak sobie. Foty standardowo zrobię po południu w trakcie powrotu :)
Powrót dość późno po 17:00, na dokładkę wieje silny wiatr boczny. Dla świętego spokoju decyduję się na sprawdzenie trasy przez hałdę w Sośnicy. Obawiam się, że będzie gdzieniegdzie trochę błota, ale mylę się, jest sucho. Jedzie się całkiem nieźle, jednak czuję już zmęczenie. Dzisiaj, żadnych uroczystości oblewanych Colą, jadę dalej, nie staję. Jedyne 2 problemy to wycinka drzew pod średnicówkę w lasku makoszowskim i okolicy hałdy, druga to częściowo zmasakrowana droga wokół hałdy rozjeżdżona ciężkim sprzętem. Wertepy, muldy i inne przeszkody umilają mi jazdę :P . Od Zabrza Makoszowy już raczej standardowo. Leśnie ścieżki, aż do Halemby chwila po szosach i dalej znowu przez las, do Panewnik. Pięknie było, niestety czuję różnicę pomiędzy końcem poprzedniego sezonu a początkiem tego. Jestem wyraźnie słabszy, jedynie technika nieco mi się poprawiła. Nie odpuszczę, muszę wrócić do formy sprzed zimy :)
Dokładnie rok temu pojawił się w moim życiu Zygfryd :) Jakby to nie zabrzmiało dziwnie, zmieniło się moje dotychczasowe życie. Pojawiły się wyjazdy dopracowe, pękały kolejne tysiące przejechanych kilometrów, do tej chwili przejechaliśmy razem ponad 8000km ;), a będzie więcej. W tym roku ma obiecane 10000 km i jesteśmy na najlepszej drodze do wykonania planu. Foty wieczorem. Rano trochę mi się spieszyło do lekarza :)
Powrót ciężki, chyba czuję zmęczenie dnia 3 ;) . Po prostu nie chciało mi się kręcić, ale jak jest się kilkadziesiąt km od domu to trzeba :) Nie pomagają wspomagacze (woda z sokiem i wcześniej kawa), ale muszę, daję radę. Tym bardziej, że jutro czeka mnie dzień 4 na rowerze w tym tygodniu, na dokładkę to w zasadzie weekend. Będzie pięknie ;), muszę tylko wypocząć
Kolejny w tym tygodniu wyjazd do pracy, częściowo po lesie. Dzisiaj wyjątkowo zatrzymałem się na chwilę w środku jednego z lasków przez które przejeżdżam. Jak tam pięknie, jak spokojnie, co nie oznacza, że cicho. Dziesiątki ptaków wkoło zajmujących się własnymi sprawami, kwilącymi, śpiewającymi o poranku. Te 5 min. które tam spędziłem było niesamowite. Życzę więc wszystkim zatrzymania się dzisiaj na 5 min i posłuchania co w lesie piszczy :)
Dzisiaj droga dopracowa częściowo po lesie. Po tygodniu przerwy zdecydowałem się sprawdzić ile pozostało tam błota i ... okazuje się, że jest do przyjęcia. Rower nie zatrzymuje już się w szlamowatej mazi jak przed tygodniem. Większość jeziorek na ścieżkach jest wyschnięta. Prawie idealnie. Trasa dodatkowo wybrana po wczorajszym OTB w Rudzie Śląskiej, ścieżki leśnie są chyba bezpieczniejsze. Dodatkowo boli mnie bark, przedramię i łokieć oraz prawe udo tam gdzie wbił mi się róg kierownicy. Pierwsze kilka km były małą męczarnią, później gdy obolałe miejsca rozruszały sie to jazda była zdecydowanie przyjemniejsza.