Wyjazd z pracy około 17:00, ostatnio to chyba standard. Droga klasyczna, bez przygód, ale też bez fot. Jakoś mi się nie chciało, może to ciśnienie, zmęczenie, a może coś innego. W każdym bądź razie dojechałem do domu, bez przebicia dętki, rozcięcia opony, itp.
Rano znowu rześko, nie miałbym nic przeciwko temu gdyby temperatury rankiem oscylowały w okolicach 10 stopni. Rano zmieniłem uszkodzoną wczoraj oponę na jakąś starą która została jeszcze w razie "gdyby coś", jej stan nie jest jakiś idealny, w końcu z jakiegoś powodu ją wymieniłem, ale i tak jest w lepsza niż Schwalbe. Pewnie zdecyduję sie na jakieś drutowane opony z wzmocnionymi bokami, mam chwilę czasu, żeby coś wybrać i zamówić. Wracając do dzisiejszej podróży, to wczorajsza awaria rozpoczynała jakąś serię, dzisiaj kolejne przebicie, tym razem gwóźdź, 10 min. stracone na wymianę dętki, na szczęście dalsza część drogi już bez problemów.
Kolejny wyjazd dopracowy, trochę rześko o poranku, ale szybko się rozgrzałem. W trasie w zasadzie tylko jedna przerwa, na focenie. Od kilku dni w tym samym miejscu w Lasku Makoszowskim widuję, pewnego zwierzaczka. Tym razem jechałem na tyle wolno, że go nie przestraszyłem i nie uciekł. Poniżej kilka kadrów z sesji :
Po południu wyjazd ok 17:00, pogoda rewelacyjna, jest ok 15 stopni, jedzie się przyjemnie, ale na 10 km wyczuwam jakieś dziwne bicie tylniego koła, kilka razy zsiadam i sprawdzam, wszystko wydaje mi się w porządku. Jadę więc dalej i kombinuję, uszkodzona szprycha, uszkodzona piasta, złamana ośka, ale nic z tego. Na 20 km mam wrażenie, że powietrze zeszło z tylniej opony, kolejne oględziny, tym razem z obu stron i dużo dokładniejsze, przyczyna znaleziona - szlag trafił oponę. Zatrzymuję się na hałdzie w Rudzie Śląskiej i prowizorycznie łatam oponę, pierwszy raz widzę, takie uszkodzenie w 4 miejscach. Pół godziny później ruszam powoli w dalszą drogę, nie szaleję bo i po co, najważniejsze to dojechać. Na jutro zainstaluję jaką starą oponę, w końcu trzeba na czymś jeździć, a powoli muszę zainwestować w nowe oponki. Ech, życie… Dzisiejsze fotki:
Poranek chłodny, ale jest pięknie, w końcu nie pada. Gdyby nie pozostałości w lesie po ulewach z ostatnich kilku dni to byłoby idealnie. W każdym bądź razie jest lepiej i z dnia na dzień powinno być coraz lepiej, przynajmniej takie są prognozy. W drodze spotkałem tylko jednego barana który zajechał mi drogę, tzn. wyprzedził mnie tylko po to aby 50m dalej zajechać mi drogę i skręcić w prawo. Szkoda gadać.
Powrót do Katowic, w podobnych warunkach jak poranne, jedynie wody i błota jakby mniej, to dobrze, może za kilka dni uda się nie up....ć się i roweru i siebie przy przejeździe. Codzienne mycie roweru jakoś specjalnie mi nie leży, wolę ten czas inaczej wykorzystać :). Dzisiaj mała zmiana w trasie, w Kończycach odwiedziłem ul. Wiosenną w celu sfocenia tamtejszego tunelu i znalezienia alternatywy dla przejazdu przez zjazd na A4. Warto było ;)
Wyjazd dość późno 7:10. Na dokładkę rano kropił deszcz, nie wyglądało to źle, chociaż prognozy były takie sobie, niby lać miało dopiero wieczorem. Jechało się tak sobie, cały czas w deszczy i pod wiatr, solidnie lunęło w okolicach Helemby i tak już zostało do końca dzisiejszego przejazdu. Kurtka przeciwdeszczowa niewiele dała przy takiej pogodzie, wszystko przemoczone, wszędzie piasek. Zastanawiam się czy do Katowic nie wrócić jednak pociągiem. To się jednak okaże popołudniu.
Powrót w zdecydowanie lepszych warunkach, nie padało, jedynie podmuchy bocznego wiatru dawały się chwilami we znaki. Dodatkowo w lesie i hałdach masa błota i kałuż. Ubranie po porannej ulewie oczywiście nie doschło, najgorzej było z butami :(, ale... jechało się przyjemnie, pomimo w/w niedogodności. Po powrocie oczywiście wszystko wylądowało w praniu, do mycia pozostał jeszcze tylko rower. Muszę się za to zabrać, jeżeli jutro mam wybrać się nim do Gliwic.
Powrót z pracy dość późno wyjazd ok 17:00, na dokładkę po ok kilometrze awaria. Ukręcił mi się prawy pedał, w zasadzie złamała się ośka dość blisko korby. Szybki Tel. do pobliskiego sklepu i próbując jechać (na jednym pedale) a czasami prowadząc rower doprowadziłem bika do serwisu.
Jakieś 30 min później z nowymi Shimano PD-520 ruszam w drogę powrotną, bloki jeszcze trzeba wyregulować, ale i tak jest nieźle, mogę jechać :) Chyba zostanę na dłużej przy pedałach Shimano, Crankopodobne konstrukcje chyba nie są dla mnie.
Chyba jestem jakiś dziwny, to drugie pedały tego samego systemu w ciągu roku które szlak trafił. Pierwsze były Cranki (czekają na swoją kolej po serwisie). Reszta drogi w całkiem przyjemnych warunkach i już bez problemów, może pod koniec delikatnie kropił deszcz, ale pięknie było
Kolejny wypad rowerowy do pracy, pogoda idealna do jazdy, nie za ciepło, ale też nie zimno, wiatr minimalny. Jedynie wyjazd dość późno 7:10, znowu problemy z pozbieraniem się, poza tym długo nie mogłem się zdecydować, czy jechać rowerem czy jednak odpuścić. Prognozy na popołudnie są nieciekawe i może się to skończyć powrotem koleją śląska.