Dzisiaj słońce pięknie świeciło, na dworze zrobiło się przyjemnie, ciepło więc trocę przed 14:00 umówiłem się z Piotrkiem na małą wycieczkę rowerową po okolicy. Po ostatnim wypadku zaopatrzyłem się w nakolanniki. Trzeci raz cie chciałbym przywalić prawym kolanem o coś twardego. Pewnie przez kilka tygodni bedę wspominał poprzednią wycieczkę ilekroć stanę na prawej nodze :) Ale zajmijmy się wycieczką. Pierwotnie wybraliśmy się w kierunku Murcek tam odbiliśmy w kierunku Giszowca i zawróciliśmy nad stawem Janina
i przez okoliczne lasy pojechaliśmy na dolinę 3 stawów. Okazało się, że organizowany jest tam dzisiaj maraton. Specjalnie nie mieliśmy ochoty czekać na zwycięzcę więc wybraliśmy się w dalszą drogę
Następnie ul. Chorzowską dotarliśmy do SSC i dalej do parku Chorzowskiego. Jako że czas mnie specjalnie nie gonił, zrobiliśmy małą rundkę wokoło parku. Odwiedziliśmy m.inn Panletarium
przy okazji sprawdziliśmy jak idą przygotowania do jutrzejszych zawodów rowerowych w Parku. Jadąc dalej zahaczyliśmy o (prze)budowę stadionu Śląskiego. Widać postępy od ostatniej mojej wizyty w tym miescu. Szkoda że Euro ominie Górny Śląsk. Trudno.
Tym razem obyło się bez niemiłych przygód, pewnie wstrzymam się jeszcze przez jakiś czas z przejściem na pedały SPD. W chwili obecnej pewnie miałbym większe obrażenia grzmocąc o asfalt bez wyrobionych odruchów wypinania się z nich :) W każdym bądź razie okazało się ponownie, że jazda na rowerze sprawia mi mniejszy ból niż chodzienie i ... tego bedę się trzymał, a w poniedziałek do pracy na rowerku :)
Dzisiaj po pracy miałem ochotę gdzieś pojechać, zmęczyć się .... po prostu musiałem. Zadzwoniłem do Piotrka - spotkaliśmy się 5 min później. Pojechaliśmy trasą którą ostatnio zaliczyliśmy w październiku zeszłego roku. W skrócie Kostuchna,
i powrót przez Piotrowice. Trasa krótka, ale dzisiaj na więcej nie mam czasu. Wracając musiałem zahaczyć o bankomat na osiedlu Odrodzenia, a później pojechaliśmy okrężną drogą obok szpitala w Ochojcu i tam mała niespodzianka. Skręcając z ul. Ziołowej na Jaworową przednie koło wpadło mi do dziury, pewnie nic by się nie stało gdybym kierownicę trzymał obiema rękami, ale skręcając wyciągnąłem lewą rękę i w tej właśnie chwili natknąłem się na niespodziankę w jezdni. Przeleciałem przez kierownicę i wylądowałem na asfalcie waląc prawym kolanem o asfalt. Szybko się pozbierałem i odholowałem rower na bok. Ból był na tyle silny że musiałem, usiąść na kilkanaście minut. Na dalszą jazdę jakoś specjalnie nie miałem ochoty więc wróciliśmy po najkrótszą możliwą trasą.
Straty - Przekręcona kierownica, Skręcone siodełko, lekko scentrowane przednie koło. Chyba przywaliłem też tarczą hamulca bo jadąc dalej słyszałem lekkie tarcie. Na kolanie mam niewielkie otarcie skóry, gorzej że przywaliłem tym samym kolanem które rozwaliłem 2 tygodnie temu. Pewnie jutro zmieni ponownie kolor ;)
Poza tą jedną wpadką bardzo przyjemnie się jechało :)
Jeszcze jeden wyjazd dzisiaj. Do qzynki na krótkie spotkanie. Droga "do" sprawiała drobne problemy przez silny wiatr, w zasadzie prawie cała droga była pod wiatr. Powrót był zdecydowanie przyjemniejszy. Wiatr prawie ustał więc jechało się przyjemnie :)
Dzisiaj sobota. Niestety nie do końca wolna :(. Na Rower miałem ok 2 godzin czasu, wybrałem się więc w krótką podróż w kierunku Mysłowic-Wesołej odwiedzając po drodze kilka okolicznych stawów. Początkowo trasa męcząca, bez rozgrzewki wjazd na kilka górek, później już zdecydowanie lepiej. Drogę "umilał" mi Piotrek opowiadając od czasu do czasu różne historie :) Fotka pochodzi z dzisiejszego dnia tyle, że była zrobiona nieco wcześniej.
Dzisiaj powtórka wycieczki sprzed 2 dni - tym razem z Piotrkiem i nieco wcześniej. Tzn. Muchowiec, 3 stawy, os. Gwiazdy, Rondo, SSC, Wesołe Miasteczko, os. 1000-lecia, Załęska Hałda, Ligota :) Wersja nieco skrócona z powodu pogody i silnego wiatru uparcie wiejącego nam w twarz. Widać to wyrażnie po średniej prędkości przejazdu. Kilka razy podczas jazdy pokropił nas deszcz, na szczęście były to chwilowe załamania pogody. Ogólnie dzisiejsza wycieczka była dość przyjemna. Następna wkrótce :)
Dzisiaj po pracy mnie poniosło. W ostatni weekend nie pojeździłem :(, a chęci były i są. Wracając z pracy czułem się zmęczony, miałem dość, musiałem odpocząć. Szybki obiad i na rower. W ostatni piątek upadając z roweru, "rozwaliłem" sobie nieco kolano, dzisiaj dosiadając, hmmm .. aluminiowego rumaka, bałem się, że załatwię się do końca. Rundka miała być krótka max 10km. Ale wkrótce okazało się, że lepiej mi się kręci niż chodzi. Jadąc przed siebie postanowiłem odwiedzić Muchowiec, będąc już na miejscu stwierdziłem, że grzechem byłoby nie zaliczyć doliny 3 stawów, tam poniosło mnie jeszcze bardziej. Już jakiś czas temu miałem sprawdzić jaki jest przejazd w kierunku Gwiazd (osiedle w Katowicach), a tam już jakoś poszło, bulwarami Rawy (jak to dumnie brzmi), dojechałem do centrum, długo się nie namyślając, pojechałem w kierunku SSC, dalej obrałem kierunek na Wesołe Miasteczko i parkowymi alejkami dojechałem do Stadionu Śląskiego ;) Przy okazji ok 95% całej trasy to drogi rowerowe., więc będę korzystał z tego szlaku w przyszłości ;). Do domu wróciłem jadąc przez osiedle 1000-lecia, Załęską Hałdę i Ligotę. Jakoś nie miałem melodii na robienie zdjęć. Odrobię to przy okazji (jakoś tak szaro na blogu bez fotek). Jedyny dzisiejszy cel to .. maksymalnie się zmęczyć i pojeździć na rowerze. Jeszcze nie odpuściła mnie radość z nowego nabytku ;) Przy okazji sprawdziłem jak mi pójdzie jazda ok 30km, bez zsiadania z roweru. Do Gliwic dojadę - w przyszłości (myślę że bliskiej). Ps. Przepraszam za ew błędy, ale piszę to na szybko po powrocie do domu. Poprawki wprowadzę jutro.
Dzisiaj wieczorem też krótki wypad. Tym razem udało się zgarnąć Piotrka. Pokazałem mu wczorajszą trasę - prawie identyczną. I taka ciekawostka, dziś po raz pierwszy "gwizdnąłem" o ziemię na nowym rowerze, przednie koło wpadło mi do koleiny z błotem. Tragedii nie było, miałem stosunkowo małą prędkość a błoto i trawa zamortyzowały upadek. Przekręciło mi się tylko siodełko i kierownica. 2 min na poprawienie usterki i pojechaliśmy dalej już bez większych przygód.
Dzisiaj po powrocie z pracy czułem się jakiś dziwnie zmęczony, jednak widok roweru zadziałał mobilizująco. Pozbierałem się w ciągu kilku minut i w drogę. Zachaczyłem o Piotrka , nie było go w domu, trudno, niech żałuje. Wybrałem się sam znajomimi trasami przez Kostuchnę, Podlesie, i wróciłem przez Piotrowice. W zasadzie tylko jedna krótka przerwa na stacji w Podlesiu.
Niestety ten tydzień mam maksymalnie zakręcony i o dłuższym wypadzie mogę co najwyżej pomarzyć. Odrobię to być może w weekend. Tyle, że w sobotę czeka mnie "Fotodej" w Szopienicach. Impreza nierowerowa, ale może później uda mi się pokręcić. Jeszcze się zobaczy.
Dzisiaj również krótki wypad po pracy - nie mogłem sobie odpuścić, pogoda zachęcała do przejażdżki. Szybki obiad i w drogę. Standardowo zgarnąłem Piotrka i pojechaliśmy w kierunku Murcek przez las. Okazało się, że Piotrkowi padła lampka więc zdecydowaliśmy się na jazdę szosami. Wróciliśmy na Ochojec i pojechaliśmy w kierunku Muchowca. Odbiliśmy nieco wcześniej i wróciliśmy do domu przez Ligotę i Osiedle Zadole.
Myślałem, że dzisiaj nie wyjadę, ale dojeżdżając do domu nie mogłem się powstrzymać. Musiałem wskoczyć na rower i gdzieś pojechać, chociaż na chwilę. Zgarnąłem Piotrka i w drogę. Wyjazd dość późno ok 19:00 w kierunku Stargańca. Czemuś lubię to miejsce i często tam wracam :). Czas mnie gonił i w ciągu godziny musiałem wrócić do domu, trzeba jeszcze trochę dzisiaj popracować, ale pewnie wybiorę się jutro na kolejną kilku km trasę.