Kolejny powrót do domu, trasa standardowa i jakoś tak bez przygód. Aż źle się z tym czuję. Nie złapałęm żadnej gumy, nic sie nie sp...o. Bez sęsu ;) A tak na poważnie to poszło szybko i sprawnie. Coraz bardziej zachwycam się rowerkiem. Aż dziwne że po prawie 4 miesiącach od kupna rowera dalej chce mi się jeździć :). Sam się sobie dziwię :), ale głupio by było gdyby taki zakup kurzył się w piwnicy czy garażu ....
Wczoraj zostawiłem pytanie odnośnie Wind Racer-ów Michelin-a na forum rowerowym i okazało się, że problem jest najprawdopodobniej związany z ciśnieniem w oponach. Więc jeszcze wczoraj (ok 23:00) dopompowałem koło do 4 bar-ów, przy okazji połatałem dętkę rozciętą z rana i chyba załatałem dziurę w Racing Ralphie (to się jeszcze okaże). Wyjazd do pracy ok 7:00. Późno ale co mi tam. Z głupoty przełączyłem licznik na pokazywanie prędkości średniej i .... działa to niesamowicie motywująco.... Przez całą drogę starałem się jechać powyżej średniej, na początku drogi nie było z tym problemeu, jednak po przekroczeniu średniej 22km/h było coraz trudniej. Już nie miało znaczenia czy kolano boli, czy nie, po prostu była walka z utrzymaniem średniej. W drodze powrotnej chyba nie będę włączał tej opcji bo mnie to zabije :) W każdym bądź razie wykręciłem średnią na poziomie 24km/h. Chyba mój rekord jak do tej pory. Wracając do Michelina to po dopompowaniu zachowuje się zupełnie inaczej. Opona trzyma trakcję, rower nie pływa/nie ślizga się i chyba ją zostawię, przynajmniej do kolejnego rozwalenia opony. Tak swoją drogą to debili rozbijających butelki na ścieżkach powinno się przykładnie zakuwać w dyby i lać tymi butelkami po łbie. W tym roku straciłem w ten sposób 2 opony. Mam nadzieję, że więcej takich niespodzianek już nie będzie w tym roku.
Dzisiaj pierwszy wyjazd do pracy po urlopie :) Droga standardowa więc nie będę się rozpisywał. Na 27km mały Zonk, złapałem gumę :(. Shit. Nowe opony, nowe dentki i znowu jajo. Opona rozcięta tylko ok 5mm, na szczęście (tak jak poprzednio na szkle), więc da się z tym coś zrobić. Na miejscu wymieniłem dentkę (łatać będę w domu), podpompowałem koło i w drogę już bez przygód. Chyba już taki mój los, że zawsze dziurawię tylko nowe opony :)
Powrót z pracy prawie standardowy. Jednak przed wyjazdem oględziny uszkodzenia opony i shit ... Rana jest zbyt głęboka aby szaleć na rowerze. Zastanawiałęm się czy walczyć z łataniem opony czy jednak zahaczyć o najbliższy serwis i kupić coś tmczasowego. Zdecydoowałem się na to drugie. Kupiłem Michelin Wind Racer 2.0 w serwisie wymienili mi tylnią oponę i pojechałem ... Na asfalcie było zajebiście. Opona zachowywała się rewelacyjnie jednak gdy wjechałem w las zaczęły się problemy. Z żadną inną oponą nie miałem takiego problemu - tył roweru uciekał mi na boki. Przy czym nie dotyczyło to tylko piachu, ale również ubitej drogi leśniej, ścieżki polnej. Bez sęsu. Zastanawiam się czy opona nie powinna być jednak założona odwrotnie - w końcu jest kierunkowa. ... W każdym razie dzisiaj wieczorem będę łatał Rocket Rona powinno się udać w końcy rozcięcie nie jest specjalnie wielkie. Przy okazji dzisiejszej awarii okazało się że po ostatnich błotnych wojażach dostało się do pompki tyle błota że miałem problem z jej "uruchomieniem" i napompowaniem uszkodzonego koła. Będąc w serwisie kupiłem przy okazji pompkę. Mam nadzieję, że posłuży nieco dłużej. Tym razem wybór padł na Giant Control Mini 2+. Rower to jednak drogie hobby ... Zresztą jak każde inne :)
Kolejny wyjazd do pracy. Jednak tym razem jest to ostatnia wizyta w firmie w tym miesiącu. Od jutra w zasadzie rozpoczynam urlop. Nie wiem co mi z tego wyjdzie, zamierzam przede wszystkim odpocząć. W poniedziałek będę musiał jeszcze załatwić kilka spraw, ale nie powinno to wpłynąć na całokształt urlopu . Zobaczymy .... Dzisiejszy wyjazd raczej standardowy, poza tym, że chciałem sobie w Piotrowicach skrócić nieco drogę i ... zrobiłem dodatkowe kółko, dokładając do trasy jakieś 500m :). Pogoda na rower całkiem niezła. Temperatura w okolicach 20 stopni, rucha na drogach minimalny. Gdyby jeszcze nie wyło tego wiatru od zachodu byłoby idealnie. Kolano dalej daje znać o sobie. Muszę chyba porzucić rower na chwilę...
Droga powrotna strasznie męcząca. Po pierwsze po raz kolejny odezwało się kolano, po drugie jazda przy 30 stopniach daje popalić. Praktycznie roztapiałem się, w Zabrzu Makoszowy musiałem zahaczyć o sklep i uzupełnić płyny. Dało to niestety niewiele. Do domu dojechałem maksymalnie wykończony. Może jutro będzie lepiej ...
Kolejny dzień rozpoczęty wyjazdem na rowerze. Pogoda idealna, jedynie nieco mokro po porannych deszczach. Trasa go Gliwic w zasadzie nie ulega zmianie, bo po co ....., Ten wariant pasuje mi najbardziej. :)
Dzisiaj kolejne 2 pozycje z czasów mojej młodości. Jak to było dawno temu ... World of Commodore 1992 rok.
Pierwszy rowerowy wypad do pracy w tym tygodniu. Wczoraj skutecznie odstraszyła mnie od tego pogoda - zimno, mżyło. Dzisiaj zdecydowanie ciekawszy klimacik :). W lesie trochę wody, ale i tak zdecydowanie mniej niż się spodziewałem. Do Gliwic dojechałem bez większych problemów i ...jakiś taki czysty, nie zmęczony. Kolejny raz jechałem na nieco niższych "biegach" niż zwykle, kadencja wyższa, ale zmęczenia praktycznie brak, nawet kilka podjazdów po drodze jakoś tak poszło dzisiaj bezproblemowo. Może jeszcze nie jestem stracony :) i mogę się czegoś nauczyć.
Dzisiaj kolejna paczka wspomnień. Tym razem 2 gry - jeden z hitów salonów gier z lat 80 Yie ar Kung-Fu
i drugi równie popularny w tamtych czasach Kung-Fu Master &feature=related
Dzisiejszy powrót trochę inny niż zwykle. Postanowiłem pojechać nieco inną trasą. Chciałem sprawdzić drogę przez Rudę Śląską obok kopalni Śląsk. Pierwsza część trasy bardzo szybka, głównie po szosach z drobnym kilku km fragmentem leśnym w Zabrzu Makoszowy i Kończycach. Dopiero w Halembie skręciłem w polną ścieżkę i trzymałem się jej dość długo, dalej bocznymi ścieżkami dojechałem do Panewnik i dalej już standardową trasą do domu. Pierwsza część niby szybka, ale nie przepadam jechać wśród samochodów. Za to druga część "wyprawy" prowadziła po małych stawach ukrytych gdzieś między łąkami, w lasach ogólnie rewelacja.
Dzisiaj miałem problem, aby się pozbierać do pracy. Wyjazd ok 7:00 ... . Po wczorajszej trasie powrotnej coś pobolewa mnie kolano, chyba odezwała się kontuzja sprzed 2 miesięcy. Dzisiaj jechałem na nieco niższych przełożeniach, aby nie obciążać go specjalnie i nie przegiąć. W przyszłym tygodniu również mam plan trochę pojeździć do pracy :). Na weekend nazbierało mi się trochę spraw więc raczej nie pojeżdżę wiele.
Na koniec kolejne produkcje. Również utrzymane w stylu techno ...
State of the art z 91 roku
oraz 9 fingers uznawany za jego kontynuację z 93 roku
Ech...., to były czasy. Nawet techniawa nie odstaraszała :)