Ukrop w górach czyli Bikeorient 2013 - Góry Przedborskie

Sobota, 27 lipca 2013 · Komentarze(14)
Uczestnicy
A my nie chcemy uciekać stąd - Przemysław Gintrowski


Zapowiada się piękny dzień, Jest sobota, mamy sporo czasu..., wyjeżdżamy ok 8:00, start jest zaplanowany na godzinę 11:00... trochę późno, analizując prognozy, zaczyna docierać do nas iż nie będzie lekko... termometry mają wskazywać >30 stopni.

Dopieramy na miejsce, jest późno, bardzo późno... mamy max. 20 min do odprawy, wszystko na wariackich papierach..., jakoś udaje się dotrzeć na start przed rozdaniem map.

Otrzymujemy mapy... rozsiadamy się z Darkiem wygodnie na rynku w Przedbórzu..., tym razem nie chcemy popełnić błędów z poprzedniego startu na Szadze. Analizujemy mapę i powoli rozrysowujemy całą trasę, pewnie po drodze trzeba będzie ją modyfikować, ale ważne, że wiemy jak chcemy zaliczyć wszystkie PK.

Jeszcze wszyscy pełni zapału © amiga


W końcu ruszamy z lekkim opóźnieniem..., sporo zawodników jest już na trasie.... Umiejscowienie startu i mety w zasadzie wymusza, obranie jednego z 2 kierunków.. Obawiam się jednego: długich pociągów bikerów, jadących jeden za drugim, tak jak to zdarzyło się na poprzedniej edycji BikeOrientu... Początkowo tak jest pierwsze 2 PK w zasadzie zdobywamy bez większego nawigowania, po prostu jedziemy kierując się na „stada” bikerów jadących na i z punktów. Trochę na tym traci urok rajdów na orientację, jednak teren po którym jedziemy zaczyna być wymagający..., sporo podjazdów, trochę terenu i zaczyna się robić luźniej..
przed nami „Fajna Ryba” – najwyższe naturalne wzniesienie woj. Łódzkiego... Początkowo towarzyszy nam jeden biker jednak kolejne przecinki zmiana kierunku i już jedziemy sami...
Dość długi podjazd po terenie, w końcu gdzieś w krzakach na jednej z przecinek znajdujemy PK, poszło nieźle, możemy ruszyć dalej, kolejny PK jest nieopodal

Panorama z Fajnej Ryby :) © amiga


na Kozłowej Górze, początkowo czeka nas zjazd do podnóża i ponowna mozolna wspinaczka...

Znowu pod górkę © amiga


mijamy szczyt i skręcamy w jedną z przecinek szukając wąwozu..., plątanina ścieżek i brak ich oznaczenia na mapie dość skutecznie utrudnia nam odnalezienie punktu, na dokładkę chyba dość swobodnie poczynaliśmy sobie z nawigacją, warto wrócić do liczenia odległości...., tracimy sporo czasu..., Darek szuka, a ja pilnuję rowerów i podprowadzam je nieco wyżej, co okazuje się zupełnie bezsensowne... Nie dość że chwilę się szukamy to już po odnalezieniu zjeżdżamy w dół. Mały konflikt w nawigacji i przez dobry kilometr nie wiemy gdzie jedziemy, chwilę zajmuje nam ustalenie, że pojechaliśmy we właściwym kierunku tyle, że na mapach mamy oznaczone 2 różne warianty tego samego fragmentu i każdy ciągnął w swoją stronę :). Koniec końców dochodzimy do jakiegoś konsensusu i po analizie mapy i kierunku w którym się udaliśmy, wiemy że jest nieźle i w zasadzie pojechaliśmy lepszym wariantem :). Docieramy do szos i trochę asfaltem kierujemy się do kolejnego PK (kępa drzew) z mapy wynika, że za chwilę czeka na pełny off-road, punkt jest oddalony od jakiejkolwiek przecinki..., nie mamy z nim problemu, może dlatego iż w pobliżu widzimy sylwetki bikerów...?
Pora na coś prostszego, tyle, że modyfikujemy trasę na bardziej optymalną, pora dotrzeć do punktu żywieniowego..., może jest za wcześnie, ale cóż, taki mamy plan podróży i wpisuje nam się do doskonale, do całości..

Ech gdyby wszystkie PK były tak oznakowane....,chociaż pewnie nie byłoby zabawy © amiga


Dość wcześnie docieramy do punktu żywieniowego © amiga


Arbuzy, banany, ciasta, batony, woda..., jest wszystko, tracimy tutaj całkiem sporo czasu, słońce coraz wyżej, coraz bardziej pali, spoglądam na licznik... ok 460m przewyższeń, dopiero 1/3 dystansu... jak tak dalej pójdzie to.... będzie prawie jak maraton w górach.... Ruszamy... dość szybko docieramy do kolejnego PK w Łapczynie Woli, jaka piękna ruina :), idealne miejsce na punkt....

Łapczyna Wola (ruiny zboru) © amiga


Zaczyna się powoli część rajdu z długimi przelotami po asfalcie, szutrach, ale też po zapiaszczonych dróżkach. Przyznam, że bardzo nie lubię czegoś takiego... wolałbym aby były w tym terenie dołożone 3-4 PK, a tak ścigamy się na asfalcie z innymi bikerami..., tak też się zdarza

W końcu docieramy do PK umieszczonego na skraju młodnika, tutaj każdy ma inny pomysł na dotarcie do kolejnego PK na przepuście, najkrótszy wariant to z buta przez pole, na mapach widnieje sporo rowów, łąka/pole też średnio zachęca do spaceru, na dokładkę żar lejący się z nieba zaczyna dobijać, wszyscy odczuwamy jego skutki, skutki odwodnienia, zmęczenia, ktoś skarży się na ból głowy, inni zaczynają odpuszczać...

Postanawiamy zrobić jednak rowerem kilka km więcej, ale nie pakować się w pole, gdzie zupełnie nie wiemy ile zajmie nam to czasu... Wracamy do cywilizacji, termometr na liczniku pokazuje ok 34 stopni. Docieramy do Gór Mokrych – i stajemy przy sklepie... pora na uzupełnienie energii, elektrolitów, w zasadzie nie czuję, aby to cokolwiek mi dało..., chociaż z krótkiego postoju jestem zadowolony...

Nadprogramowy PK, chociaż chyba jeden z najważniejszych © amiga


Czas leci, pora ruszyć dalej, po raz kolejny dzisiaj zmieniamy pierwotny plan, pojedziemy być może nieco dłuższą trasą, za to po szlaku i w lesie, powinno być nieci chłodniej. Co z tego skoro ścieżka prowadzi na północny wschód, a słońce mamy dokładnie za plecami.
Pot się leje..., ścieżka delikatnie zakręca, jest więcej cienia, jest nieco chłodniej, temperatura spada do ok 32 stopni... Docieramy do przepustu, podbijamy karty i uciekamy z otwartego terenu... nasza najbliższa gwiazda daje nam dzisiaj popalić... (a jeszcze niedawno narzekałem na chłód i deszcze...).

Na przepuście © amiga


Pogoda idealna, ale... nie na rower © amiga


Spoglądamy na zegarki, czasu coraz mniej, ale punktów do zaliczenia też niewiele, kolejny to fundamenty budynku, delikatnie przestrzeliwujemy jego umiejscowienie :P, jednak po 200m naprawiamy błąd i jak to określił Darek po 2 winach pewnie dałoby się znaleźć tam fundamenty...

Tylko gdzie te fundamenty? © amiga


Czeka nas kolejny bardzo długi przelot... cóż zrobić... jedziemy, jednak zaczynamy odczuwać presję, modyfikujemy trasy tak, aby było jak najwięcej po asfalcie, już wiemy, że na ścieżkach jest sporo piachu..., spowalniającego dość mocno..., to może zagrozić pełnej realizacji planu.

Zaliczamy PK i wracamy do szosy rozważając kilka wariantów podjazdu pod następny punkt.., najkrótsza droga to wbić się w przecinkę i dojechać do PK, jednak analiza mapy wskazuje, że po asfalcie niewiele nadłożymy, dość mocno ograniczając teren, bez jakiegoś specjalnego błądzenia, kawałek zaliczamy po szlaku końskim.
Podbijamy karty i... pozostała nam już tylko jedna lokalizacja do zaliczenia, mamy ok 40 minut na zaliczenie jej i dotarcie do mety. Na oko oceniamy, że do przejechania mamy w sumie 10km, niby niewiele, jednak pod uwagę trzeba wziąć czas na odszukanie PK umieszczony po raz kolejny nieco poza ścieżkami.
Jadąc szutrem trafiamy na radiowóz wyjeżdżający z lasu, chwilę później nadciąga grupa młodzieży..., padł na nas blady strach, jeżeli Policja ucieka przed nimi to co będzie... Wp....ol? Na szczęście przechodzą obok specjalnie nie zajmując się nami, zagadka zostaje rozwiązana 50m dalej, gdzie napotykamy na Strażaków po akcji gaszenia pożaru w młodniku...... Uff.

Do PK już niedaleko, zaczynam odczuwać efekt odwodnienia, może przegrzani..., przez chwilę jest mi źle, ale nie na możliwości aby nie zaliczyć punktu, porzucamy rowery i na przełaj/azymut lecimy do miejsca gdzie spodziewamy się lampionu, trafiamy bezbłędnie... Podbijamy karty i próbujemy wykrzesać resztki sił... do mety 3.5km ok 10 minut...

Wpadamy na metę, z piskiem zatrzymujemy się przy sędziach... Nie ma spóźnienia jesteśmy ponad minutę przed czasem :)

Rozglądając się dookoła widzimy, że słońce dość paskudnie się dzisiaj obeszło z zawodnikami, większość ucieka do cienia, widać, że są wycieńczeni...

Ruszamy w kierunku bazy, coś zjeść, napić się..., schłodzić chociaż trochę organizmy..., Wszytko zaczyna schodzić z nas... , jeść się specjalnie nie chce....

Czas zaczyna nas gonić, musimy dotrzeć do Zabrza, pakujemy rowery, przebieramy się i ruszamy... dopiero w samochodzie tak naprawdę dochodzimy do siebie.

Już na miejscu odpalamy piwo, pierwsze poszło ot tak, dopiero drugie ma jakiś smak :)... jest dobrze...

Kolejna przygoda z RNO zaliczona, jedyne do czego można się przyczepić to długie przeloty pomiędzy kilkoma PK, i.... męczące słońce, ale na to organizatorzy nie mieli żadnego wpływu..., a może jednak....?

Komentarze (14)

Pixon Dzięki... muszę na to zwrócić uwagę, to efekt "podciągnięcia" kolorów... pod sam koniec obróbki... zawsze się nad nim zastanawiam i ... prawie zawsze gdzieś ta ręka drgnie na suwaku ;P

amiga 12:56 środa, 31 lipca 2013

Między dodawaniem kontrastu a wyostrzaniem jest subtelna różnica. Wyostrzanie widać rzeczywiście na niebie (zrobiło się ziarno)
Manipulowanie z kontrastem widać na panoramie oraz zdjęciu z pk. Lampion strasznie bije po oczach.

Sam na początku również dawałem ostro po kontraście bo wydawały mi się takie zdjęcia atrakcyjniejsze. Jednak są one bardzo sztuczne ;) Tak czy inaczej fajna fotorelacja.

Pixon 12:45 środa, 31 lipca 2013

Niradhara,Kajman Okolica faktycznie jest piękna, szkoda, że mieliśmy tak mało czasu na podziwianie...
Pixon Hmmm... może faktycznie się nie przyłożyłem.... chociaż bardziej bym się spodziewał informacji o przegięciu z wyostrzaniem... spróbuję się pobawić jeszcze raz tymi fotami..., Dzięki

amiga 12:35 środa, 31 lipca 2013

Uważaj na kontrast bo według mnie przesadzasz z nim podczas obróbki zdjęć. Widać to szczególnie na błękitnym niebie.

Pixon 12:16 środa, 31 lipca 2013

Po terenie tam nie jest lajtowo, ale okolica jest super:)

Kajman 12:00 wtorek, 30 lipca 2013

Jeździłam kiedyś po Fajnej Rybie, ale turystycznie i lajtowo, nie tak jak Wy :-)

niradhara 09:13 wtorek, 30 lipca 2013

Djk71 Na błędach należy się uczyć, więc w końcu może zaczęliśmy używać "zdobytej" wiedzy...., zobaczymy na kolejnych rno... i tak mam wrażenie że jest pewien progres, nawet na Szadze było nieźle... pomimo 2 poważnych błedów...
mandraghora Dobra muzyka broni się sama, to nie jest "umc umc umc" o których za kilka lat nie będzie nikt pamiętał. Teksty są ponadczasowe..., a że przy okazji jest to poezja :)
Dzięki..., szkoda, że nie było czasu na dłuższą rozmowę, tylko w przelotach pomiędzy punktami.... - zresztą ciężko nazwać to rozmową :)
Djk71 Zapomniałem na chwilę o Gintrowskim...., ostatnio chyba słuchałem go w grudniu..., fakt przypomniało się i w sumie od 3 dni go wałkuję... :) ponownie...
Jurek57 Nie takie rzeczy znajdowało się po 2 winach... chociaż ja mam raczej talent do gubienia może nie się, ale czegoś... jak przegnę, to włącza mi sięautopilot i jak gołąb lecę do domu :)
xtxt w najbliższą sobotę jest Dębowy Orient w Dąbrownie Górniczej... zajrzyj na Dębowy Orient - może warto się wybrać..., będzie okazja do spotkania :)

amiga 07:06 wtorek, 30 lipca 2013

Jurek57
Miałem na myśli wyobraźnię... :-)
mandraghora
Myślałem, że takich rzeczy to już słuchają tylko emeryci, tacy jak my... :-)

djk71 06:10 wtorek, 30 lipca 2013

Djk, ja co prawda od kilkunastu lat świętuję wyłącznie "osiemnastki", ale wychowałam się m.in. na KSU, Dezerterze, Psach Wojny, Brygadzie Kryzys, Defekcie Muzgó oraz Kaczmarskim & Co.

mandraghora 17:07 poniedziałek, 29 lipca 2013

Nie dziwię się Darkowi że przy tej pogodzie tyko mu płyny w głowie.
Ale po dwóch winach to raczej zgubić się , niż znaleźć cokolwiek !
Chociaż kto wie !? :-)))
pozdrawiam

Jurek57 17:04 poniedziałek, 29 lipca 2013

A Ty to nie za młoda jesteś na taką muzę? ;)
Gintrowski nam się przypomniał w aucie kiedy słuchaliśmy Marka Dyjaka.

djk71 16:50 poniedziałek, 29 lipca 2013

Amiga, przeglądam Twój blog i widzę, że wychowaliśmy się na takiej samej muzie :) A Gintrowski... mmmrrr, w wersji na gitarkę i kilka "ochrzczonych" już gardeł... bezcenny :))

Wykorzystaliście czas w 100%, gratulacje!

mandraghora 12:27 poniedziałek, 29 lipca 2013

Słońce dało w kość, było to słychać jak przy aucie mi się język plątał :-)
Wciąż jestem pod wrażeniem tego finiszu :-)
Następnym razem trzeba będzie jeszcze uważniej spojrzeć na poziomnice, bo możemy nie mieć takiego szczęścia, że przypadkiem górki trafią znów na początek. Na końcu by nas zabiły.

djk71 06:24 poniedziałek, 29 lipca 2013
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa losie

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]