Od Pienin po Pogórze Szydłowskie z Karoliną dzień drugi
Poniedziałek, 13 sierpnia 2018
· Komentarze(0)
Dzień zaczyna się wczesną pobudką, przygotowaniami... Po 8 ruszamy do Szczawnicy, oczywiście na rowerach, bo jak inaczej ;)...
Do pokonania mamy około 20 km, lekko pod górkę, nie zatrzymujemy się, wczoraj sfotografowaliśmy chyba większość tego co chcieliśmy, teraz musimy dotrzeć na miejsce zbiórki. Tyle, że nie wiemy dokładnie gdzie ;) Informacja że w Szczawnicy jest mało precyzyjna, profilaktycznie po drodze dzwonię do organizatorów, opisują miejsce.. okazuje się, że stoimy prawie dokładnie przy nim ;).
Jako że jesteśmy przed czasem to na chwilę jedziemy do centrum na drobne zakupy, gdy wracamy okazuje się, że samochód i kajaki ugrzęzły w korku przed Krościenkiem. Cóż...

W oczekiwaniu na spływ kajakowy © amiga
Czekamy prawie godzinę, w między czasie zapoznajemy się z metą ;), to tutaj mamy zacumować. Około 12 jesteśmy na starcie w Sromowcach Niżnych, kajaki dmuchane mają skróconą trasę, ale wolimy je, są mniej podatne na wywrotki, bezpieczniejsze. Plastikowe za to są szybsze... ale nurt trochę nas przeraża, nie mamy doświadczenia z rzekami górskimi.

Kajaki już przygotowane © amiga

Na Dunajcu :) © amiga
Spływ trwa 2.5 godziny, rzeka zaskoczyła, miło zaskoczyła, oczywiście nurt zaskoczył, nauczenie się sterowania kajakiem na takiej rzece chwilę nam zajmuje. Za to frajda ze spływu niesamowita, choć jesteśmy cali mokrzy :) Nie da się tego porównać do spływu z flisakami, jednak co kajak to kajak :)
Przy cumowaniu nie obyło się bez problemów ;), nie trafiliśmy tak jak myślałem i lekko przestrzeliliśmy metę ;).
Po godzinnym odpoczynku, grzaniu się w cieple słońca wsiadamy na rowery i ruszamy... ze Szczawnicy na Sewerynówkę, w końcu jesteśmy w górach ;) Więc jakiś podjazd musi być, mniejszy czy większy ale jednak.

Ciekawy pojazd :) © amiga

Droga na Sewerynówkę © amiga
Są miejsca które zaskakują, czy to nachyleniem, czy widokami. Poruszamy się z grubsza wzdłuż potoku, gdy mijamy granicę lasu jest przyjemnie chłodno, słońce tak nie pali, zatrzymujemy się co jakiś czas bo coś nas zaintrygowało. Przy wodospadzie widzimy grupkę chłopców, jeden z nich wspiął się na skałę, jakieś 3 m nad lustrem wody i... skoczył, trochę mnie to zaskoczyło, ale obstawiałem, że pod wodospadem jest przynajmniej 2 m wody. Gdy jednak stanął okazało się że ma jej może do pasa... Ryzykant... dobrze, że na nogi a nie na głowę...

Wodospad Zaskalnik © amiga

Upalny dzień, a tutaj można się schłodzić © amiga
Wspinamy się dalej, aż do kapliczki, chwila odpoczynku, kilka zdjęć i zawracamy, by jednak za szybko nie skończyć wycieczki, jest jeszcze wcześnie kierujemy się na Wąwóz Homole. Długi podjazd choć niezbyt stromy. Rozglądamy się, przyglądamy, podziwiamy... i oczywiście fotografujemy ;)

Kaplica rzymskokatolicka na Sewerynówce © amiga

wnętrze kaplicy na Sewerynówce © amiga

Wąwóz Homole © amiga

W rezerwacie Biała Woda © amiga

Wycinka w rezerwacie © amiga

Na rowerze przyjemniej :) © amiga

Jedna z opcji przeprawy przez potok © amiga
Gdy z grubsza mamy wszystko co chcieliśmy zjeżdżamy, w Jaworku w kawiarni przy pensjonacie Magdalenka przerwa, oczywiście na kawę i ciasto własnej produkcji. Cena zaskoczyła... 12 złotych za całość...
Ruszamy wkrótce dalej, w Szczawnicy wjeżdżamy do parku a później jedziemy wzdłuż deptaka... Miejsce fajnie przygotowane, drogi rowerowe, drogi piesze... Mimo turystów nie ma problemu z tłokiem, z przejazdem. Wkrótce docieramy więc do wyjazdu.

Trabanta nie widziałem już wieki © amiga

Park w Szczawnicy © amiga

Staw w parku © amiga

Spokój, cisza... można odpocząć © amiga

Jak schłodzić się w tak upalny dzień? © amiga

Wszędzie pełno turystów © amiga

Słońce jeszcze wysoko © amiga

Nad Grajcarkiem © amiga
Tym razem nie ma korka, może dlatego, że to poniedziałek? Szybko jesteśmy w Krościenku gdzie Karolina kątem oka zauważa coś... to coś to pozostałości po tutejszym kirkucie. Jest prawie kompletnie zniszczony, jedynie 2 macewy jakoś ocalały, choć leżą bezwładnie wśród roślin. Samo miejsce nie jest jednak zaniedbane czy opuszczone. Tablice z historią tutejszych Żydów robią wrażenie, chwilę wiec zajmuje nam zapoznanie się z nimi.
Gdy ruszamy podjeżdża jakiś samochód, ludzie kierują się na Kirkut, tak więc nie tylko my mamy jakiegoś dziwnego bzika na punkcie starych cmentarzy.

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (1) © amiga

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (2) © amiga

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (3) © amiga

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (4) © amiga

Tablica w miejscu kirkutu © amiga

Jedna z niewielu ocalałych macew © amiga

Pamięci ofiar zagłady © amiga
Słońce powoli ale nieubłaganie obniża się po zachodniej stronie gór... chcemy dojechać do bazy jeszcze przed zachodem słońca. Niby nie jest daleko, ale sama droga nie należy do najprzyjemniejszych. Szkoda, że nie ma możliwości by cały odcinek bezpiecznie objechać bocznymi drogami, ale takie są góry. Liczba alternatywnych opcji przejazdu jest dramatycznie mała

Dunajec w Kątach © amiga

Słońce coraz niżej... w cieniu chłodno © amiga

Okolice Górek © amiga

Słońce powoli znika © amiga

Uśmiechnięta Karolina :) © amiga
Gdy docieramy do Wietrznic słońce jest już za górą, zaczyna się ściemniać... Powoli pora przyjrzeć się mapą, zaplanować coś na jutro, może być z tym jednak problem, prognozy straszą.
Nie zmienia to faktu, że dzień był fantastyczny i wykorzystany do granic możliwości :)
Do pokonania mamy około 20 km, lekko pod górkę, nie zatrzymujemy się, wczoraj sfotografowaliśmy chyba większość tego co chcieliśmy, teraz musimy dotrzeć na miejsce zbiórki. Tyle, że nie wiemy dokładnie gdzie ;) Informacja że w Szczawnicy jest mało precyzyjna, profilaktycznie po drodze dzwonię do organizatorów, opisują miejsce.. okazuje się, że stoimy prawie dokładnie przy nim ;).
Jako że jesteśmy przed czasem to na chwilę jedziemy do centrum na drobne zakupy, gdy wracamy okazuje się, że samochód i kajaki ugrzęzły w korku przed Krościenkiem. Cóż...

W oczekiwaniu na spływ kajakowy © amiga
Czekamy prawie godzinę, w między czasie zapoznajemy się z metą ;), to tutaj mamy zacumować. Około 12 jesteśmy na starcie w Sromowcach Niżnych, kajaki dmuchane mają skróconą trasę, ale wolimy je, są mniej podatne na wywrotki, bezpieczniejsze. Plastikowe za to są szybsze... ale nurt trochę nas przeraża, nie mamy doświadczenia z rzekami górskimi.

Kajaki już przygotowane © amiga

Na Dunajcu :) © amiga
Spływ trwa 2.5 godziny, rzeka zaskoczyła, miło zaskoczyła, oczywiście nurt zaskoczył, nauczenie się sterowania kajakiem na takiej rzece chwilę nam zajmuje. Za to frajda ze spływu niesamowita, choć jesteśmy cali mokrzy :) Nie da się tego porównać do spływu z flisakami, jednak co kajak to kajak :)
Przy cumowaniu nie obyło się bez problemów ;), nie trafiliśmy tak jak myślałem i lekko przestrzeliliśmy metę ;).
Po godzinnym odpoczynku, grzaniu się w cieple słońca wsiadamy na rowery i ruszamy... ze Szczawnicy na Sewerynówkę, w końcu jesteśmy w górach ;) Więc jakiś podjazd musi być, mniejszy czy większy ale jednak.

Ciekawy pojazd :) © amiga

Droga na Sewerynówkę © amiga
Są miejsca które zaskakują, czy to nachyleniem, czy widokami. Poruszamy się z grubsza wzdłuż potoku, gdy mijamy granicę lasu jest przyjemnie chłodno, słońce tak nie pali, zatrzymujemy się co jakiś czas bo coś nas zaintrygowało. Przy wodospadzie widzimy grupkę chłopców, jeden z nich wspiął się na skałę, jakieś 3 m nad lustrem wody i... skoczył, trochę mnie to zaskoczyło, ale obstawiałem, że pod wodospadem jest przynajmniej 2 m wody. Gdy jednak stanął okazało się że ma jej może do pasa... Ryzykant... dobrze, że na nogi a nie na głowę...

Wodospad Zaskalnik © amiga

Upalny dzień, a tutaj można się schłodzić © amiga
Wspinamy się dalej, aż do kapliczki, chwila odpoczynku, kilka zdjęć i zawracamy, by jednak za szybko nie skończyć wycieczki, jest jeszcze wcześnie kierujemy się na Wąwóz Homole. Długi podjazd choć niezbyt stromy. Rozglądamy się, przyglądamy, podziwiamy... i oczywiście fotografujemy ;)

Kaplica rzymskokatolicka na Sewerynówce © amiga

wnętrze kaplicy na Sewerynówce © amiga

Wąwóz Homole © amiga

W rezerwacie Biała Woda © amiga

Wycinka w rezerwacie © amiga

Na rowerze przyjemniej :) © amiga

Jedna z opcji przeprawy przez potok © amiga
Gdy z grubsza mamy wszystko co chcieliśmy zjeżdżamy, w Jaworku w kawiarni przy pensjonacie Magdalenka przerwa, oczywiście na kawę i ciasto własnej produkcji. Cena zaskoczyła... 12 złotych za całość...
Ruszamy wkrótce dalej, w Szczawnicy wjeżdżamy do parku a później jedziemy wzdłuż deptaka... Miejsce fajnie przygotowane, drogi rowerowe, drogi piesze... Mimo turystów nie ma problemu z tłokiem, z przejazdem. Wkrótce docieramy więc do wyjazdu.

Trabanta nie widziałem już wieki © amiga

Park w Szczawnicy © amiga

Staw w parku © amiga

Spokój, cisza... można odpocząć © amiga

Jak schłodzić się w tak upalny dzień? © amiga

Wszędzie pełno turystów © amiga

Słońce jeszcze wysoko © amiga

Nad Grajcarkiem © amiga
Tym razem nie ma korka, może dlatego, że to poniedziałek? Szybko jesteśmy w Krościenku gdzie Karolina kątem oka zauważa coś... to coś to pozostałości po tutejszym kirkucie. Jest prawie kompletnie zniszczony, jedynie 2 macewy jakoś ocalały, choć leżą bezwładnie wśród roślin. Samo miejsce nie jest jednak zaniedbane czy opuszczone. Tablice z historią tutejszych Żydów robią wrażenie, chwilę wiec zajmuje nam zapoznanie się z nimi.
Gdy ruszamy podjeżdża jakiś samochód, ludzie kierują się na Kirkut, tak więc nie tylko my mamy jakiegoś dziwnego bzika na punkcie starych cmentarzy.

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (1) © amiga

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (2) © amiga

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (3) © amiga

Historia Żydów z Krościenka nad Dunajcem (4) © amiga

Tablica w miejscu kirkutu © amiga

Jedna z niewielu ocalałych macew © amiga

Pamięci ofiar zagłady © amiga
Słońce powoli ale nieubłaganie obniża się po zachodniej stronie gór... chcemy dojechać do bazy jeszcze przed zachodem słońca. Niby nie jest daleko, ale sama droga nie należy do najprzyjemniejszych. Szkoda, że nie ma możliwości by cały odcinek bezpiecznie objechać bocznymi drogami, ale takie są góry. Liczba alternatywnych opcji przejazdu jest dramatycznie mała

Dunajec w Kątach © amiga

Słońce coraz niżej... w cieniu chłodno © amiga

Okolice Górek © amiga

Słońce powoli znika © amiga

Uśmiechnięta Karolina :) © amiga
Gdy docieramy do Wietrznic słońce jest już za górą, zaczyna się ściemniać... Powoli pora przyjrzeć się mapą, zaplanować coś na jutro, może być z tym jednak problem, prognozy straszą.
Nie zmienia to faktu, że dzień był fantastyczny i wykorzystany do granic możliwości :)