Aż nudne to się robi:). Kolejny wpis z serii powrót z pracy. Droga standardowa, jednak dzisiaj miałem przez większość drogi wiatr "w twarz". Czułem się jakbym cały czas jechał pod górę. W trasie zrobiłem sobie 2 krótkie przerwy związane z denerwującym problemem z rękami. Przy dłuższych wyjazdach, szczególnie gdy następują dzień po dniu czuję mrowienie w 2 palcach każdej ręki, małym i serdecznym, prawdopodobnie ma na to wpływ geometria roweru. Chyba w najbliższym czasie będę musiał zmienić mostek ....
Kolejny wyjazd do pracy. Dzisiaj pojechałem przez Starganiec, dalej kierowałem się zielonym szlakiem. Jest fajny i od czasu do czasu będę z niego korzystał, ale ... trzeba na nim uważać ..., większość trasy po piachu i na dokładkę sporo przewężeń. Pogoda dzisiaj opisała. W momęcie wyjazdu było ok 15 stopni. Powrót będzie przy temp. ok 25 st. - będzie ciężko :)
Kolejny powrót z pracy. Pierwotnie chciałem jechać po wczorajszych śladach, ale od rana jakoś źle się czułem, cały dzień byłem jakiś senny i zmęczony. Za Halembą zdecydowałem się na max. skrócenie trasy i pokonanie części drogi powrotnej do domu po szosach. W domu po obiedzie szybko znalazłem się w łóżku, nie miałem sił na cokolwiek, włącznie z uzupełnieniem bloga. Mam tylko nadzieję, że dzisiaj będzie lepiej :)
Standardzik, poza małym drobiazgiem. Dzisiaj zamiast pchać się przez hałdę makoszowy pojechałem szosami do zabrza makoszowy a później skręciłem obok stadionu Górnika Zabrze w kierunku Gliwic. eszta bardzo podobna. Trasa jest odrobinę dłuższa, ale za to szybsza i mniej jest błota. W lesie gdzieniegdzie jest jeszcze błoto, kałuże itp.. Trasa Ochojec->Piotrowice->Panewniki->Las->Halemba->las->Makoszowy->park->Zabrze Stadion Górnika->Gliwice Sośnica->Szara
Wyjazd z pracy ok 16:30. Wracając miałem ochotę pojeździć, zadowolony byłem też z tego, że mam pod ręką rower. Wsiadłem i od razu było mi lepiej ;) Droga powrotna prowadziła przez Sośnicę i hałdę Makoszowy, dalej kierunek Halemba wersja leśna (po szlakach i drogach rowerowych). Po drodze zatrzymałem się na chwilę przy małym rozlewisku, ostatnio zauważyłem, że jest tam masa ptactwa, tym razem miałem ze sobą właściwy obiektyw więc mogłem trochę popstrykać :)
Jadąc dalej trafiłem na .... "przekopaną" drogę, jazda po niej była niemożliwa. Tydzień temu gdy tu jechałem droga była przejezdna ... Komuś to chyba przeszkadzało, a może będzie z czasem lepiej ? Przeprowadziłem przez ten odcinek rower i dalej ponownie go dosiadłem, można było jechać ... :)
Dojeżdżając do Panewnik, jakoś tak mnie poniosło i zahaczyłem o Starganiec - leśny staw/kąpielisko w pobliżu Mikołowa. Droga była ... hmmm taka inna ...
W końcu po lekkim przeziębieniu udało mi się wskoczyć na rower i popedałować do pracy :). Trasa raczej standardowa bez większych odchyłek. Dodatkowo nie chciałem przeginać z wysłkiem, bo jak wspominałem jestem po ... , a w zasadzie to jeszcze jestem lekko przeziębiony.
Powrót z pracy klasycznie trochę inny. Czasu miałem zdecydowanie więcej, pogoda rewelacyjna. Nie spieszyłem się :) Po kilku min jazdy pierwszy przystanek na cmentarzu Hutniczym w Gliwicach. Pochowany jest tu m.inn. John Baildon - szkoda tylko, że miasto zapomniało trochę o tym miejscu :(.
Kolejny przystanek dopiero w Rudzie Śląskiej. Przejeżdżając obok ....rozlewiska wrażenie zrobił na mnie śpiew ptaków w tym miejscu. Muszę wziąć z domu dłuższy obiektyw i porobić trochę zbliżeń :) Z tym co miałem mogłem pobawić się w panoramki :)
Nie tak dawno temu dowiedziałem się, że pierwotnie została postawiona na mogiłach żołnierzy Szwedzkich poległych w tym miejscu podczas jeden z bitew wojny 30 letniej, Po wojnie kapliczkę przebudowano i wmurowano tabliczkę upamiętniającą powstańców poległych w II i III powstaniu Śląskim :)
Kolejny wyjazd do pracy. Trasa "standardowa" Ochojec->Panewniki->Halemba->lasy pod Rudą i Zabrzem->makoszowy->Hałda makoszowy->Sośnica->Szara :) Trasa praktycznie bez odpoczynku. i przerw - tyle co na Skrzyżowaniach. Fotki porobię w drodze powrotnej :)
Wracając z pracy pogoda nieco się zepsuła. Padał deszcz. Na szczęście nie była to wielka ulewa. Wybrałem trasę identyczną jak poranna, tym bardziej, że obiecałem zrobić zdjęcie mrówkom. Dojechałem nad staw w pobliżu hałdy Makoszowy i rozpocząłem sesję fotograficzną. Przejeżdżający bikerzy coś dziwnie na mnie patrzyli ;)
po kilkunastu minutach wsiadłem na rower i "ruszyłem" w dalszą trasę. Hmmm ,chyba trochę przesadziłem z tą "w dalszą trasę", ujechałem może 2 metry gdy usłyszałem odgłos podobny do strzału i w sekundzie uszło powietrze z przedniego koła. Shit. Po wstępnych oględzinach okazało się, że najechałem na fragment rozbitej butelki. Opona została rozcięta na długości ok 1.5 cm. Dętka minimalnie mniej. Zdjąłem koło wyciągnąłem dętkę i rozpocząłem łatanie. Od środka opony wkleiłem dodatkowo gumowy pasek, który miał zabezpieczyć dętkę przed kolejnymi uszkodzeniami.
Po ok 30 min wściekły na samego siebie ruszyłem w dalszą drogę, bałem się, że miejsce naprawy będzie zbyt podatne na uszkodzenia, ale udało się dojechać do domu. Tam kolejne oględziny ...
Opona niestety nadaje się do wymiany :( W domu od jakiegoś czasu leży nowiutki "Hutchinson Basic Cameleon" - zastąpi uszkodzoną oponę. Dętka pewnie jeszcze posłuży. Na osłodę okazało się, że w dotarły zarówno pedały jak i buty :).
Będzie się działo w weekend. Pewnie jutro je wkręcę, Dzisiaj nie mam na to szans, na dokładkę wcześnie z rana jestem umówiony na Giszowcu - pojadę jeszcze na starych pedałach.
Dzisiaj rano .... hmmm nie zastanawiałem się czy pojechać na rowerze. Wiedziałem, że tak zrobię :) Więc ok 6:40 wskoczyłem na dwukołowca i w drogę. Planowałem powrórzyć ostatnią trasę przejazdu z Gliwic gdzie ok 2/3 trasy było po lasach a kolejna 1/4 to mało uczęszczane boczne drogi ale ...., w Panewnikach spotkałem Tadka (kolegę z pracy) i postanowiłem sprawdzić jego wersję trasy do Gliwic.
Trasa prowadziła z Ochojca na Panewniki standardową droga, później już z Tadkiem zaliczyliśmy Kochłowice i Halembę a tam zjazd na starą trasę z Mikołowa do Gliwic. W Gliwicach przebiliśmy się przez węzeł Sośnica, dalej bocznymi drogami do firmy :)
Widać było, że Tadeusz :) "kręci" od wielu lat i momętami nie daję mu rady. W zasadzie nie wiem po co mu przerzutki i tak z nich nie korzystał. Cały czas ustawiona była największa zębatka z przodu i najmniejsza z tyłu :). Niezależnie od tego czy było pod, czy z górki. Trochę go pewnie spowalniałem ale to i tak jest mój rekord życiowy na tej trasie. Tyle przemyśleń na już.